Tłumaczyła to dobrem ofiar Josefa Fritzla. - Żaden szczegół tej tragedii nie może przedostać się na zewnątrz - tłumaczyła sędzia. Szczegóły zaś niezwykle bolesne. Elisabeth Fritlz, którą ojciec przez 24 lata więził w piwnicy, została przez niego zgwałcona ponad 3 tys. razy. Często na oczach dzieci, które przyszły na świat w wyniku tych kazirodczych gwałtów. O swoim dramacie opowiadała śledczym, a ci zeznania nagrywali kamerą. Jej zeznania zostały odtworzone na procesie Fritzla. Jakie wrażenie wywarły na oskarżonym nie wiadomo. Obrońca "potwora z Amstetten" Rudolf Meyer powiedział tylko dziennikarzom, że Fritzl wyczerpująco odpowiadał na pytania sądu. Sama Elisabeth na procesie zeznawać nie będzie. Wraz z rodziną przebywa w nieznanym miejscu pod zmienionym nazwiskiem.
Decyzja sędzi o zamknięciu procesu dla mediów oburzyła dziennikarzy. Przed sąd w St. Pölten przybyło ich znowu trzystu. Na salę wpuszczono jednak jedynie ekipę austriackiej telewizji państwowej ORF oraz fotografa agencji APA i to tylko przed rozpoczęciem obrad. Udało się im nagrać wchodzącego na salę Fritzla. Ten tym razem nie zasłaniał się, dał się sfotografować . Dalej nie odpowiadał jednak na pytania dziennikarzy. Jego adwokat tłumaczył, że Fritzlowi jest wstyd. Zamknięcie procesu rozwścieczyło dziennikarzy i zaniepokoiło austriackich prawników. "Die Presse" cytuje Helmuta Fuchsa z Instytutu prawa Karnego i Kryminologii uniwersytetu we Wiedniu, który twierdzi, że jeśli proces Fritzla będzie się odbywał bez udziału publiczności i dziennikarzy, to wyrok może zostać podważony. Prawdopodobnie dlatego sąd zdecydował, że w środę wpuści dziennikarzy na salę.
Prokuratura zarzuca Fritzlowi morderstwo, gwałt, niewolnictwo i kazirodztwo. Zwyrodnialec przyznał się tylko do części z nich. Przed sądem nie okazał żalu ani skruchy, użalał się za to nad swoim trudnym dzieciństwem. Austriacką prasę ta postawa oskarżonego rozsierdziła. Wyrok może zostać ogłoszony już w czwartek.
Źródło: Gazeta Wyborcza