http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tylko ludobójstwo

Marcin Wojciechowski
2009-03-17, ostatnia aktualizacja 2009-03-17 10:56

W sprawie Ukrainy "Przegląd" jak "Nasz Dziennik"

"Nie ma przełomu w sprawie ludobójstwa na Wołyniu" - oznajmia naczelny lewicowego "Przeglądu" Jerzy Domański. Zainspirowały go uroczystości rocznicowe 28 lutego w Hucie Pieniackiej pod Lwowem, gdzie prezydenci Polski i Ukrainy oddali cześć kilkuset Polakom zamordowanym 65 lat temu przez batalion policji SS złożony głównie z Ukraińców. Przy okazji Huty Pieniackiej, która notabene leży pod Lwowem, a nie na Wołyniu, Domański wypomina prezydentowi Kaczyńskiemu, że rok temu nie wziął udziału w obchodach tragedii wołyńskiej z 1943 r., nad czym ubolewali dotychczas głównie Kresowiacy, radykalna prawica i część PSL z wicemarszałkiem Sejmu Jarosławem Kalinowskim na czele. "Teraz co prawda do Huty Pieniackiej pojechali prezydenci Polski i Ukrainy, ale żaden z nich nie zdobył się na nazwanie tego ludobójstwa po imieniu" - pisze Domański.

Przecieram oczy ze zdumienia. 2 marca Artur Kruczek pisał w „Naszym Dzienniku": „Pod pomnikiem w startej z powierzchni ziemi polskiej wsi Huta Pieniacka prezydenci Polski i Ukrainy oddali hołd ofiarom rzezi na bezbronnej polskiej ludności przez złożone z Ukraińców oddziały SS Galizien i UPA. Jednak żaden z przywódców nie nazwał tej zbrodni po imieniu i nie wskazał jednoznacznie, kto dopuścił się mordu. Prezydent [Kaczyński] mówił o »przerażającej zbrodni «, o »ogromie okrucieństwa, bólu i śmierci «, pochylał się nad »niewyobrażalną tragedią ofiar i ich rodzin «, wskazywał na »traumatyczne doświadczenie całej społeczności tego regionu «, ale nie użył - tak oczekiwanego przez środowiska kresowe - terminu »ludobójstwo « w odniesieniu do wymordowania ponad 120 tys. Polaków na Kresach, a nawet nie wskazał na ukraińskich nacjonalistów jako sprawców tej zbrodni. Kaczyński mówił za to wiele o wzorcowych stosunkach łączących Polskę i Ukrainę i obiecywał, że dopiero ich dalszy rozwój pozwoli na ustalenie wspólnej wersji historii".

Gołym okiem widać, że Domańskiego boli to samo co Kruczka, choć obaj panowie stoją po różnych stronach politycznej barykady. Domański to żubr SLD, Kruczek to młody dziennikarz związany z katolicką prawicą. "Przemilczanie polskiej martyrologii na Kresach nie jest, jak mówi prezydent Kaczyński, elementem interesu narodowego" - pisze Domański. "Znamy już skutki tak wybiórczego traktowania historii państw i narodów. Na dłuższą metę takie żonglowanie ocenami nigdy się nie opłaca. Ideologia Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów nie odeszła w niebyt".

A oto próbka stylu Kruczka: "Wystąpienia obu przywódców wielu Kresowian przyjęło z rozczarowaniem, choć nie chcieli o tym szerzej mówić. - Nie chcę robić przykrości prezydentowi Kaczyńskiemu. Dobrze, że przyjechał, szkoda, że nie powiedział całej prawdy - powiedział nam pragnący zachować anonimowość mieszkaniec Lwowa. - A tymczasem na zachodniej Ukrainie narasta problem ukraińskiego nacjonalizmu, który jest antypolski - dodał, wskazując na złowrogi tłum pod banderowskimi flagami".

Zarówno Domańskiemu, jak i Kruczkowi nie wystarcza, że prezydent Juszczenko mówił w Hucie Pieniackiej o wydarzeniu, które "bez wątpienia można zaliczyć do najstraszniejszych, najokrutniejszych w historii ludzkości". Obaj publicyści żądają słowa "ludobójstwo", nie rozumiejąc, że w ustach polityków ma ono inne znaczenie niż potocznie.

To termin prawny, rodzaj wyroku, który zamroziłby wszelki dialog i dalsze pojednanie między Polską i Ukrainą. Czy o to chodzi ludziom z lewicy i prawicy? Do tej pory myślałem, że w sprawie dobrych stosunków z Kijowem panuje w Polsce konsensus. W latach 90. wszyscy - także postkomuniści - wycierali sobie usta, że są uczniami Jerzego Giedroycia. Dziś coraz częściej okazuje się, że robili to, bo taka była moda, bo tak myślał ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski, ale wcale nie przyswoili jego lekcji ani przesłania "Kultury" paryskiej.

Proces pojednania z Ukrainą - zwłaszcza w sprawach historycznych - nie jest łatwy. Rachunek krzywd po obu stronach jest tak duży, że nie można go zrealizować szybko i naraz. Proces pojednania trwa od 20 lat i ma sukcesy.

Nie chodzi tylko o gesty na najwyższym szczeblu, ale autentyczne zbliżenie obu społeczeństw. Nie da się tego procesu prowadzić, stawiając wyłącznie własne warunki i widząc wyłącznie własną prawdę. W sprawie "Naszego Dziennika" nie mam wielkich złudzeń. Ale mam nadzieję, że naczelny "Przeglądu" to zrozumie.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 26 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Białoruś oskarża Polskę o finansowanie zamachu stanu

Tak twierdzi reżimowa telewizja Białoruś 1. Powołuje się przy tym na sfałszowaną depeszę polskiego MSZ

Miłość w czasach internetu

W internecie łatwo znaleźć człowieka o podobnych upodobaniach i w tak zwanym "naszym typie". Jednak ta zaleta randkowania online jest jednocześnie jego największą pułapką