http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Klasa średnia się nie zbuntuje

prof. Mirosława Marody
2009-03-15, ostatnia aktualizacja 2009-03-15 09:54

Rozmowa Rafała Kalukina z prof. Mirosławą Marody o tym, co kryzys może nam odebrać, a czego nie: - Nie odczuwamy bezpośrednio skutków kryzysu. Wystarczy wejść do centrum handlowego i zobaczyć te same tłumy

prof. Mirosława Marody - kieruje zakładem Psychologii Społecznej w Instytucie Socjologii UW oraz Centrum Studiów Politycznych w Instytucie Studiów Społecznych UW; wspólnie z Anną Gizą-Poleszczuk wydała
Fot.Tomasz Wiech / Agencja Gazeta
prof. Mirosława Marody - kieruje zakładem Psychologii Społecznej w Instytucie...
ZOBACZ TAKŻE

Kryzys uderza dziś w ludzi, którzy mają pieniądze. A to nie jest jeszcze takie straszne



Rafał Kalukin: Przez 20 lat transformacji zaciskaliśmy pasa w imię lepszej przyszłości. A gdy już te złote czasy nadeszły, nie zdążyliśmy się nacieszyć, bo nastąpiło gwałtowne załamanie. Co z tego może wyniknąć?

Mirosława Marody*: W tym pytaniu zawarta jest teza, że wiemy, co się dzieje.

Wiemy tyle, że dzieje się coś niedobrego.

- Na razie w sferze symbolicznej. Media o tym czymś donoszą, politycy o tym mówią.

A tymczasem firmy już zwalniają.

- Tylko w niektórych sektorach. Ja mogę sobie póki co pomyśleć, że kryzys kiedyś mnie dopadnie, ale nie ma jeszcze na tyle bezpośrednich objawów, bym uznała, że to już się dzieje. Kogo bowiem kryzys dotyczy? Tych, którzy dziś zagrożeni są zwolnieniami. Ale nawet ci ludzie mogą się przecież pocieszyć, gdyż pojawił się trend ograniczania wynagrodzeń kosztem utrzymania miejsc pracy. A więc totalna katastrofa nam nie grozi.

Kryzys dotknął również ludzi, którzy spłacają kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich. Ale to grupa rozproszona, która obejmuje dosyć zamożnych. Słaby złoty uderza ich po kieszeni, jednak głód nie zagląda im przecież w oczy.

Czyżby? Gdy zaciągałem kredyt hipoteczny, z czystej ciekawości zapytałem panią z banku, jaka jest moja maksymalna zdolność kredytowa. Usłyszałem, że około miliona złotych. To suma wzięta z sufitu, całkowicie nieadekwatna do moich dochodów! Nigdy bym takiego kredytu nie wziął, ale znam takich, co się skusili. Dziś za to drogo płacą.

- Pan się nie skusił, a w dodatku jeszcze nawet nie zaczęło się przejmowanie mieszkań przez banki. Nie odczuwamy bezpośrednio skutków kryzysu. Wystarczy wejść do centrum handlowego i zobaczyć te same tłumy co do tej pory.

Pamięta pan, czym objawiał się polski kryzys z lat 80.?

Pustymi półkami.

- Właśnie. A teraz pustych półek nie ma i nie będzie. Nie na wszystko być może będzie mnie stać, ale czy to taka wielka dolegliwość?

Proszę mnie źle nie zrozumieć. Ja oczywiście nie neguję, że coś ważnego się dzieje. To bardzo głęboki kryzys dotychczasowego systemu ekonomicznego. Ale nikt nie ma pojęcia, co się stanie. Wszelkie dzisiejsze przewidywania mają taką samą wartość jak uspokajające głosy sprzed pół roku, które mówiły nam, że jest świetnie. Naprawdę nie wiem, dokąd nas kryzys doprowadzi. To przecież pierwsze takie załamanie gospodarki w obecnym kształcie. Poza tym coś tam świat robi, by skutki kryzysu załagodzić. I wreszcie, nie wiemy, jak ludzie zareagują na kryzys.

Skupmy się więc na tym, co już się wydarzyło. Banki zakręciły kurek z kredytami i źródło pieniędzy nagle wyschło.

- Oznacza to tylko tyle, że nie będę miała środków na mieszkanie, które chciałam kupić w przyszłym miesiącu. Więc trudno, nie kupię. Ale mam gdzie mieszkać, nie wyląduję pod mostem.

Za to kolega zdążył przed kryzysem i jest już na swoim. To kłuje w oczy.

- Poprawiam więc sobie samopoczucie dyskretną satysfakcją, że kolega ma teraz problem ze spłacaniem kredytu. A ja się trochę dłużej pomęczę w wynajmowanej kawalerce i poczekam na lepsze czasy.

Trochę dłużej? A jeśli to potrwa siedem, dziesięć lat? Życie mija...

- Ludzie tak nie myślą! Jest dzisiaj poczucie zaniepokojenia, ale rozmyte. Nie ma niczego konkretnego, z czym można by to poczucie powiązać. Chyba że inwestowałam w akcje i straciłam, ale to dotyczy niewielkiej grupy Polaków. Nadal więc mam te same pieniądze. Nawet zwolnienia nie są tak głębokim znakiem kryzysu. Przeszliśmy już przez głębokie bezrobocie i oswoiliśmy je.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów