- Ja się niczego nie boję. Działania, które prowadzę, są transparentne - zapewniał wczoraj wicepremier Waldemar Pawlak. Odniósł się do środowej publikacji "Dziennika" i zarzutów, że zbudował wokół siebie układ towarzysko-biznesowy, który żyje dzięki publicznym pieniądzom.
Według dziennikarzy do spółek kontrolowanych przez partnerkę życiową wicepremiera, jego kolegów ze studiów lub sąsiadów trafiały budżetowe dotacje przeznaczone dla Ochotniczych Straży Pożarnych. "Dziennik" twierdzi, że rocznie 50-60 mln zł dla OSP przekazują m.in.
MON i MSWiA. Według naszych ustaleń z MSWiA strażacy dostawali pod rządami PiS od 26 do 28 mln zł rocznie, a za czasu PO-
PSL ponad 33 mln. Z MON - kilkadziesiąt tysięcy rocznie.
Sam Pawlak, prezes OSP, w tych spółkach nie ma udziałów. Te, które miał, przekazał fundacji Porozumienie dla Rozwoju, na czele której od trzech lat stoi jego 71-letnia matka, rolniczka ze wsi Pacyna.
Pawlak wskazuje Schetynę Rano w swoim blogu szef ludowców zasugerował, że za publikacją może stać PO. Podkreślił, że w tekstach autorów "jedynym pozytywnym bohaterem bywa wysoki rangą urzędnik MSWiA", który wypowiadał się też w artykule na jego temat. I umieścił obok odnośnik do artykułu o meczu piłki nożnej polityków Platformy, której pozytywnym bohaterem był wicepremier i szef MSWiA Grzegorz Schetyna.
PiS momentalnie ogłosił "konflikt wicepremierów". - To koalicyjna rozgrywka. PO próbuje uciszać PSL, bo ostatnio były konflikty - mówił nam poseł Arkadiusz Mularczyk.
- Zastraszanie koalicjanta przeciekami do mediów to nie jest dobra metoda w demokratycznym państwie - wtórował mu partyjny kolega Zbigniew Ziobro.
Politycy PiS nie krytykowali samego szefa PSL. Milczał prezes PiS Jarosław Kaczyński. A Pawlak, gdy mówił o "tansparentnych zasadach" w Związku OSP podkreślał, że nie wprowadzono ich "na życzenie PO", lecz pod wypływem działań PiS z poprzedniej kadencji Sejmu.
- PiS
gra na rozłam w koalicji, ale to tylko ich pobożne życzenia. Nie uda im się nas skłócić - mówił "Gazecie" wiceszef PO Waldy Dzikowski.
Pawlak przeprasza Schetynę Rzeczywiście, po południu, po spotkaniu na szczycie Donald Tusk - Waldemar Pawlak, było jasne, że
trzęsienia ziemi w koalicji nie będzie. Szef ludowców przez ponad godzinę na konferencji prasowej dowodził, że wszystko jest w porządku. A on żadnych zarzutów do Platformy nie ma. Jak usłyszeliśmy w otoczeniu Schetyny, Pawlak dzwonił do niego i przepraszał, że "poniosły go nerwy".
- Przekazałem premierowi Tuskowi wszystkie informacje o pełnej przejrzystości Związku Ochotniczych Straży Pożarnych. Był on w tym roku kontrolowany przez NIK i MSWiA. Wszelkie procedury zostały zachowane - mówił Pawlak. I dodał: - Koalicja nie jest zagrożona. Rozmowa z premierem była bardzo otwarta, bezpośrednia. Rozmawialiśmy o tym, jaką stworzyć strategię, żeby jak najlepiej prowadzić Polskę w tych trudnych czasach.
Tusk od środy nie skomentował sprawy "układu Pawlaka". Kilka miesięcy temu upominał już koalicjanta za nepotyzm, gdy media ujawniły przypadki zatrudniania rodzin czołowych polityków PSL w spółkach podległych ministrowi rolnictwa Markowi Sawickiemu (PSL). Wcześniej Tusk zdymisjonował związanego z ludowcami szefa Agencji Rynku Rolnego Bogdana Twarowskiego, któremu zarzucono łamanie prawa, trwonienie pieniędzy na
luksusowe dodatki i dyskryminowanie pracowników - Nie będę współpracował z ludźmi, co do których nie mam stuprocentowej pewności, iż spełniają wysokie kryteria niezbędne, by szefować w urzędach centralnych - mówił wtedy.
Rzecznik rządu Paweł Graś nie był wczoraj rozmowny. - Premier wysłuchał wyjaśnień wicepremiera Pawlaka. To było dobre spotkanie - powiedział "Gazecie".
Pełnomocnik rządu ds. walki z korupcją Julia Pitera powiedziała w Polsat News, że w tej sprawie prawo nie zostało złamane, nie doszło też do nepotyzmu, ale że jest konflikt interesów i że wicepremier powinien zrezygnować z funkcji szefa Związku Ochotniczych Straży Pożarnych, ponieważ OSP korzysta z pieniędzy budżetowych. Powiedziała też że publikacja dotyczy okresu sprzed objęcia przez Pawlaka funkcji wicepremiera w rządzie Donalda Tuska.
Pawlak: niszczcie mnie godnie Pawlak przez cały dzień tłumaczył, że "układ" to bujda, a "wszystko jest transparentne i przejrzyste". Wyjaśnił, że powierzył matce funkcję szefowej fundacji Porozumienie dla Rozwoju, bo "ma do niej zaufanie", a jego partnerka zrezygnowała z szefowania spółce 3i, kiedy on wrócił do polityki (3i zarabiała m.in. na usługach i szkoleniach dla OSP). Podkreślał, że firmy dostawały zlecenia od OSP w przetargach.
Zaprzeczył informacji podanej przez "Puls Biznesu", że Warszawska Giełda Towarowa, którą kierował do 2005 r., miała umowy na opcje walutowe. - To jest kłamstwo i kolejna insynuacja, ale dziękuję "Pulsowi Biznesu" za jedno - że pokazuje prawdziwą oś tego sporu. Pawlak podkreślał, że "Dziennik" od kilku tygodni atakuje go za walkę z opcjami walutowymi.
Szef ludowców zapowiedział, że nie zamierza rezygnować z funkcji szefa Związku OSP. Pytany przez "Gazetę", czy nie uważa, że jako wicepremier jest w konflikcie interesów, odparł: - Nie ma żadnego konfliktu interesów. Decyzje w związku podejmuje zarząd wykonawczy. Prezes pełni tylko funkcję walnego zgromadzenia. Uczciwiej jest, jeżeli wiadomo, kto czym się zajmuje, niż gdybyśmy to robili z partyzanta i pełnili funkcje publiczne, a równocześnie gdzieś tam wyszukiwali ludzi, którzy będą robili, co trzeba - wyjaśnił.
Na pytanie, czy premier Tusk nie sugerował, że powinien zrezygnować z kierowania Związkiem OSP, Pawlak odpowiedział, że nie. Zapowiedział, że jeśli "Dziennik" nie sprostuje informacji, złoży w sądzie pozew.
- Jeżeli chcecie ze mną walczyć politycznie, niszczyć mnie, to róbcie to na tym polu, które przysługuje godnym przeciwnikom - mówił dziennikarzom. - Jak chcecie mi dokopać za opcje, to zróbcie to. Bardzo chętnie na ten temat porozmawiam.