Na Duńczyka, zdaniem "Süddeutsche Zeitung", mieli umówić się przywódcy Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji. Stara Europa miała sondować duńskiego premiera od dłuższego czasu. 18 lutego o plany na przyszłość pytała go w Berlinie
Angela Merkel.
Według "Rheinische Post" Amerykanie wcześniej sugerowali Berlinowi, że wyobrażają sobie Niemca na czele Sojuszu. Merkel zaczęła nawet się rozglądać za kandydatem, ale okazało się, że z powodu wrześniowych wyborów do Bundestagu ławka jest krótka i siedzi na niej jedynie Volker Ruhe, minister obrony z czasów rządów Helmuta Kohla. Ruhe ma wprawdzie wielkie kompetencje, ale pod koniec lat 90. usiłował nie dopuścić, by to Merkel przejęła władzę w CDU. Dlatego dziś kanclerz nie chce na niego stawiać.
"Süddeutsche" pisze z kolei, że jeśli Rasmussen stanie do walki, to praktycznie może być pewien wyboru. Na jego korzyść przemawia doświadczenie i rozsądek. Jego kandydaturę raczej przyjmą Amerykanie, choć nowa administracja o tym duńskim polityku wiele nie wie. Starej Europie udało się też przełamać zakulisowy opór Turcji, która wypominała Rasmussenowi awanturę o karykatury Mahometa, które w 2005 r. ku oburzeniu świata muzułmańskiego opublikował duński
dziennik "Jyllands-Posten". Turcy nie potrafili jednak wskazać lepszego kandydata.
Niemcy nie mają do Rasmussena żalu o karykatury - "Süddeutsche" pisze, że zachował podczas sporu zimną krew, co działa teraz na jego korzyść.
Dlaczego Rasmussen w wyścigu o fotel przewodniczącego NATO ma wyprzedzić Radosława Sikorskiego? Niemiecki dziennik twierdzi, że Polakowi szkodzi bardzo krytyczny stosunek wobec Rosji. Przypomina waszyngtońskie wystąpienie szefa polskiej dyplomacji z grudnia zeszłego roku, w którym wezwał NATO do "symetrycznej" reakcji na militarne działania Moskwy. "Sikorski, nie wprost, domagał się reakcji NATO na wejście Rosjan do Gruzji" - pisze "Süddeutsche Zeitung".