http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Idealny krem z ludzkiego tłuszczu

Dorota Karaś, Gdańsk
2009-03-06, ostatnia aktualizacja 2009-03-06 18:10

Gdańska artystka wyprodukowała kosmetyki wyszczuplające, używając do tego ludzkiego tłuszczu. - Wiem, że to może kojarzyć się z eksperymentami nazistów, ale ja kpię po prostu z siebie samej - tłumaczy.

<b>Gdańsk mydłem podzielony</b>
W Gdańsku wyprodukowanie przez Alinę Żemojdzin (na zdjęciu) kosmetyków
z ludzkiego tłuszczu jest odbierane różnie. To tu mydło z ciał więźniów obozów
koncentracyjnych produkował nazistowski naukowiec prof. Spanner
Fot. Kamil Gozdan / AG
Gdańsk mydłem podzielony W Gdańsku wyprodukowanie przez Alinę Żemojdzin (na...
Alina Żemojdzin kilka miesięcy temu obroniła pracę dyplomową na gdańskiej akademii sztuk pięknych. Jej projekt dyplomowy polegał na wyprodukowaniu linii kosmetyków wyszczuplających (kremy, balsamy, żele, serum, mydło), których głównym składnikiem jest ludzki tłuszcz. Kosmetyki opakowane są w eleganckie pudełka, ładnie pachną. Są nie do odróżnienia od tych sprzedawanych w drogeriach.

Na tłuszcz do produkcji artystka czekała ponad pół roku. Rozesłała listy do szpitali i prywatnych klinik. Lekarze z Akademii Medycznej w Gdańsku na jej pomysł zareagowali oburzeniem. To w tutejszym Instytucie Anatomii w czasie II wojny światowej prof. Spanner prowadził pseudomedyczne eksperymenty i produkował mydło z tłuszczu uzyskanego z ludzkich zwłok, m.in. ofiar obozów koncentracyjnych.

- Zdaję sobie sprawę z tych skojarzeń - mówi Żemojdzin. - Z tego względu zrezygnowałam z pierwszego projektu. Chciałam odlać fragmenty ciała z mydła wyprodukowanego z ludzkiego tłuszczu. Ostatecznie mydła są jedynie uzupełnieniem całej linii kosmetyków - balsamów, kremów i żeli.

Młoda artystka twierdzi, że projekt ma krytykować kult ciała i dążenie do piękna za wszelką cenę.

Tłumaczy: - Jest w tym ironia: odessany tłuszcz posłużył do wyprodukowania kosmetyków wyszczuplających. Potem ta niechciana tkanka wnika ponownie w ciało.

Pomysłem nie oburza prof. Stefan Chwin, pisarz z Gdańska. - Nie występuję z moralnym protestem - mówi. - Moim zdaniem porównywanie tego projektu z działaniami nazistów, którzy uzyskiwali ludzki tłuszcz poprzez zbrodnicze działania, jest zbyt daleko idące. To zupełnie inna sytuacja, działania przestępcze nie wchodzą w grę. Traktuję ten pomysł jako ekscentryczną przygodę sztuki współczesnej

Innego zdania jest inny gdański pisarz Paweł Huelle: - Można zrobić wszystko, nawet wystawić zwłoki w galerii handlowej. Po co w takim razie uczymy studentów medycyny, że ciało ludzkie to coś więcej niż worek wypełniony kośćmi? Jeśli nie ma żadnych ograniczeń, to może można również gazować i palić ludzi? - pyta.

W Gdańsku Żemojdzin tłuszczu nie zdobyła. Zaczęła szukać w innych miastach. Spotkała się z komisją etyki lekarskiej w Warszawie. Tam wytłumaczono jej, że oficjalną drogą tłuszczu nie zdobędzie, bo po zabiegach musi być utylizowany. Komisja nie miała zastrzeżeń etycznych do projektu.

- Już wątpiłam, że mi się uda, gdy zadzwonił do mnie ktoś z prywatnego numeru. Powiedział, żebym przyjechała do Warszawy - opowiada. - Na miejscu dostałam SMS-a, że mam przyjść na peron Dworca Warszawa Wschodnia i zatrzymać się przy ostatniej ławce. Tam czekał na mnie jakiś mężczyzna. Bez słowa przekazał mi siatkę. W środku był termos, a w nim około 1,5 kilo tłuszczu zawiniętego w szary papier. Po kilku godzinach dostałam SMS-a: "Powodzenia, blondynko".

Kosmetyki Alina Żemojdzin przygotowała w domowej kuchni. W aptece zamówiła tylko gotową bazę kremową. Wiedzę czerpała z internetu i od znajomej chemiczki. Wymyśliła też całą strategię reklamową: projekty plakatów, billboardów, spot telewizyjny. Jej praca dyplomowa została oceniona celująco.

- Temat ciała jest mi bardzo bliski, cieszę się, że moi studenci również go podejmują - mówi Grzegorz Klaman, rzeźbiarz, promotor Żemojdzin. - Oczywiście zdawałem sobie sprawę ze skojarzeń historycznych, które budzić będzie praca Aliny. Ale czy jest to temat, o którym w ogóle nie możemy rozmawiać? Dlaczego Nałkowska mogła napisać opowiadania o eksperymentach w gdańskiej akademii, a młoda artystka po tylu latach nie może zrobić instalacji nawiązującej do tego tematu? Jej praca nie chce rewidować tamtego tematu, mówi o czymś innym.

Alina Żemojdzin: - Projekt powstał po to, żeby z dystansu spojrzeć na sytuację kobiety. Atakują nas informacje o kolejnych fragmentach ciała, o które trzeba zadbać. Nie wystarczy już sam krem do twarzy, teraz trzeba mieć kosmetyk, który będzie pielęgnował kąciki ust czy wygładzi konkretną zmarszczkę. Idealne ciało może być jeszcze idealniejsze. Sama jestem konsumentką, mnie też to dotyczy, więc mój projekt jest również kpiną z samej siebie.

Dziś jej projekt zostanie pokazany w gdańskim Centrum Sztuki Współczesnej "Łaźnia". Wystawy prezentowane w w tej miejskiej placówce nie po raz pierwszy budzą kontrowersje. To tu Katarzyna Kozyra wystawiła "Piramidę zwierząt", która wywołała społeczne protesty i kosztowała Anetę Szyłak utratę dyrektorskiej posady w Łaźni. To tu Grzegorz Klaman wystawił kontrowersyjną wystawę "Anatrophy", na której przedstawił zdjęcia preparatów płodów ludzkich. Protestowali przeciw niej gdańscy radni.

Projekt Aliny Żemojdzin jest jednym z kilku, które będzie można zobaczyć podczas dzisiejszego "Dnia Kobiet Awansem". Tego dnia pokaże w tym miejscu swoje prace kilkanaście innych artystek. Pokaz kosmetyków wyszczuplających z ludzkiego tłuszczu będzie jednak prezentowany tylko dziś. Kosmetyków będzie można dotknąć, powąchać, sprawdzić, jaką mają konsystencję.

- Produkcja kosmetyków czy obieranie ziemniaków sprzedaje się dziś w sztuce jako nowoczesność - mówi Paweł Huelle. - To raczej działania obliczone na przyciągnięcie publiczności.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 20 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy