http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rosyjskie zakusy na energetyczną "konstytucję" Europy

Andrzej Kublik
2009-03-03, ostatnia aktualizacja 2009-03-03 20:55

Moskwa chce zmienić Kartę Energetyczną, aby zwiększyć swoje wpływy w UE. Bruksela jest gotowa poprawiać Kartę, ale nowej umowy nie chce.

ZOBACZ TAKŻE
Na kwietniowym szczycie państw G-20 w Londynie Rosja chce przedstawić projekt nowej Karty Energetycznej - zapowiedział na początku tygodnia prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. - Na moje polecenie rząd Rosji i największe rosyjskie firmy przygotowują propozycje do nowej Karty - stwierdził Miedwiediew.

Karta Energetyczna to podstawowy akt prawny UE dotyczący rynku energii. Reguluje zasady swobodnego dostępu do rynków energii państw sygnatariuszy, eksploatacji złóż bez żadnych dyskryminacji oraz swobodnego tranzytu ropy naftowej, gazu i energii elektrycznej. Kartę podpisało w grudniu 1991 r. 46 państw oraz władze UE. Rosja traktat podpisała, ale nigdy go nie ratyfikowała, bo Gazprom nie chciał konkurencji w swoich rurach. - To poroniony dokument - mówił o Karcie wiceprezes Gazpromu Aleksander Miedwiediew.

Ale Rosja potrzebuje umowy regulującej zasady współpracy energetycznej z UE, bo inaczej państwa Europy mogą blokować rosyjskim firmom przejmowanie firm energetycznych.

Po styczniowym kryzysie gazowym na Ukrainie Moskwa zmieniła więc taktykę. Zamiast bojkotować Kartę, władze Rosji chcą ją zmienić na własną korzyść. Obecnie Karta Energetyczna jest "jednostronnie podporządkowana interesom konsumentów", uważa prezydent Rosji. - W nowej Karcie trzeba pomyśleć także o producentach i państwach tranzytowych - mówił Miedwiediew, nie precyzując roszczeń Moskwy.

Część rosyjskich polityków idzie dalej. Zatwierdzoną przez państwa Kartę Energetyczną należy zastąpić umową o Forum Energetycznym, które powołają firmy zajmujące się handlem, produkcją i transportem energii - zaproponowała pod koniec lutego grupa rosyjskich parlamentarzystów. Interesy producentów reprezentowałby Gazprom i koncerny z Azji Środkowej. W Forum Rosjanie widzą też polski EuRoPol Gaz, właściciela gazociągu jamalskiego, oraz Naftohaz, do którego należą ukraińskie gazociągi. Odbiorców energii reprezentowałyby niemiecki E.ON, francuskie koncerny GDFSuez i Total, włoski ENI i austriacki OMV.

Rosyjscy parlamentarzyści nie kryją, pisze dziennik "Kommiersant", że dzięki Forum chcą przyspieszyć inwestycje w gazociągi Nord Stream przez Bałtyk i South Stream przez Morze Czarne. Bo dzięki Forum o regułach gry w europejskiej energetyce nie decydowałyby już rządy państw UE, lecz rosyjskie koncerny i ich wybrani partnerzy z Zachodu.

Karty Energetycznej nie trzeba zastępować nowym traktatem - uważa komisarz UE ds. energii Andris Piebalgs. - Kartę należy modernizować, aby była skuteczna i została ratyfikowana przez państwa, które je podpisały - powiedział nam Piebalgs, który w tym tygodniu był na warszawskiej konferencji "Energetyczne bezpieczeństwo Polski i Europy".

Sceptycznie do idei Forum podchodzi Urząd Komitetu Integracji Europejskiej. - Mamy niezmienne stanowisko, że Traktat Karta Energetyczna jest dobrą podstawą do budowania międzynarodowych stosunków energetycznych. Daliśmy - jako Polska - temu wyraz podczas rozmów o mandacie dla KE na negocjacje nowej umowy o partnerstwie i współpracy między Rosją a UE oraz podczas negocjacji konkluzji Rady ds. Transportu, Telekomunikacji i Energii, która 19 lutego przygotowała wkład na wiosenną Radę Europejską ws. bezpieczeństwa dostaw energii - poinformował nas rzecznik UKIE Monika Janus.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Polskie MSZ wzywa izraelskiego ambasadora

Ambasador Izraela w Polsce musiał tłumaczyć się ze zniszczenia przez izraelską armię beduińskiej studni

Daniel Goldhagen: Cały świat ma krew na rękach

Radykał, idealista, prowokator? Tak widzą kontrowersyjnego politologa z Harvardu jego przeciwnicy. Z najnowszą książką nie pójdzie im tak łatwo

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W środę z ''Gazetą'':