Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Kaszpirowskiego w sobotę pokazała należąca do Gazpromu
telewizja NTW, przypominając, że psychoterapeuta z prowincjonalnej Winnicy stał się sławny w całym ZSRR w 1989 r., kiedy na odległość znieczulił dwie kobiety operowane w Kijowie. Jedna z nich, leżąc na stole operacyjnym, śpiewała, kiedy chirurdzy rozcinali jej brzuch. Jak podano do wiadomości publicznej, obie pacjentki wkrótce potem zmarły na raka. W sobotę okazało się jednak, że żyją i mają się dobrze.
A Kaszpirowski? Rosjanie nie widzieli go od 15 lat, kiedy wyemigrował do
USA, by tam leczyć bogaczy z otyłości. Nie zmienił się zbytnio. Czupryna jak dawniej czarna, wygląda najwyżej na 40 lat, choć dobija do siedemdziesiątki.
Tym razem uzdrowiciel nie będzie zbierał w wielkich salach tłumów ludzi mdlejących w czasie zbiorowych seansów, które miały ich ratować od nowotworów, padaczki, impotencji, cellulitu i łysiny. Poprowadzi swój talk-show w NTW z udziałem znanych postaci życia publicznego. Ma im radzić, jak się leczyć i przezwyciężać życiowe problemy.
Znany publicysta Jurij Bogomołow, który kilka lat temu pisał, że "czas Kaszpirowskiego skończył się na zawsze", teraz przyznaje, że się pomylił. I wyjaśnia, że "powtórne przyjście uzdrowiciela" to wynik kryzysu i zamieszania w umysłach ludzi, którzy tracąc pewność jutra i wiarę w narzuconą ideologię, szukają ratunku w zjawiskach paranormalnych.
Tatjana Dmitrijewa, dyrektorka ośrodka psychiatrycznego im. Sierbskiego ostrzega, że powrót Kaszpirowskiego może zaszkodzić zdrowiu Rosjan. - On wyrządził tyle zła i sprawił tyle zamieszania. Jak komukolwiek mogło przyjść do głowy, że powinien wrócić na ekrany? Można coś robić pod publiczkę, ale nie wolno w ten sposób szkodzić własnemu krajowi - alarmuje Dmitrijewa.