http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Mamy dziś w Polsce tylko dwa pokolenia

Dr Alek Tarkowski
2009-03-01, ostatnia aktualizacja 2009-03-01 19:07

Proponuję potraktować moment osiągnięcia poziomu 50% wykorzystania internetu jako symboliczny. Internet, poprzez proces dyfuzji, dotarł już nie tylko do awangardy, ale także do "zwykłych" użytkowników.

Zakończył się pierwszy etap, w którym w pamięci mieliśmy jeszcze stan powszechnego braku tego medium, internauci stanowili elitę, a sam internet nowinkę techniczną. Skoro połowa Polaków to internauci, to internet stał się narzędziem powszechnym. To czyni kwestię zmniejszania wykluczenia cyfrowego tym bardziej palącą - skoro wykluczenie dotyczy technologii równie podstawowej co prąd, czy telewizja.

Badacze i publicyści często próbują wyszukać lub wykreować nowe pokolenia, charakteryzowane poprzez odwołanie do jakiegoś formatywnego doświadczenia. Patrząc na wykorzystanie internetu w Polsce można powiedzieć, że mamy dziś w Polsce tylko dwa pokolenia:

- w grupie osób poniżej 45 lat większość to internauci.

- w grupie osób starszych internauci stanowią mniejszość, a wiele osób nigdy w życiu nie skorzysta z internetu.

Niezmiernie niski poziom wykorzystania internetu przez osoby najstarsze, także w sytuacji gdy mają zapewnioną możliwość dostępu, jest dowodem słabości więzi międzypokoleniowych. Najmłodsze pokolenie, niemal w pełni "cyfrowe", nie dzieli się kompetencjami z najbliższymi - przerzucając ciężar edukacji na dużo mniej efektywną edukację formalną. Dominik Batorski w swoich badaniach pokazuje, że w rodzinach z dziećmi w wieku szkolnym dużo częściej inwestuje się w zakup komputera i dostępu do internetu. Część dorosłych najwyraźniej jednak traktuje przy tym technologie cyfrowe jako domenę młodych, dla starszych już niedostępną.

Niwelowanie aspektu przestrzennego podziału cyfrowego (na przykład różnic między regionami) wymaga kosztownych inwestycji w infrastrukturę, często niemożliwych bez ingerencji państwowej. Tymczasem wykluczenie starszych pokoleń mogłoby zostać po części rozwiązane w skali gospodarstwa domowego - gdybyśmy wszyscy wzięli odpowiedzialność za rozwiązanie problemu podziału cyfrowego. Chciałbym zwrócić uwagę na jedną liczbę, psującą niestety dobre samopoczucie związane z młodym, "cyfrowym" pokoleniem. Z badania wynika, że tylko 93% osób mających wykształcenie gimnazjalne korzysta z internetu. Piszę "tylko", bowiem w przypadku grupy wiekowej objętej w znacznej mierze obowiązkiem szkolnym nie ma wytłumaczenia dla sytuacji, w której nie każdy uczeń przynajmniej raz w tygodniu ma kontakt z internetem. Szczególnie wtedy, gdy weźmie się pod uwagę, że w każdej polskiej szkole została w ostatnich latach zainstalowana nowoczesna pracownia informatyczna. Niestety, problemem pozostaje dostęp - według danych MEN dostęp do internetu ma tylko 90% szkół. Równie istotnym czynnikiem jest brak kompetencji wśród nauczycieli, którzy nie potrafią wykorzystać dostępnej technologii.

Wielu z nich należy w końcu do symbolicznego "pokolenia wykluczonych cyfrowo". Problem ten występuje zapewne również na innych poziomach nauczania niż ponadgimnazjalny. Ostatnią kwestią - wymagającą pogłębionej analizy - jest kwestia jakości dostępu i wykorzystania internetu. Zidentyfikowanie różnych poziomów wykluczenia powoduje, że nie wystarczy już zero-jedynkowa miara dostępności internetu. Dostęp przynajmniej raz na tydzień należy traktować jako zupełne minimum, raczej symboliczną formę uczestnictwa w społeczeństwie informacyjnym - podobnie jak obejrzenie telewizji raz w tygodniu nie czyni z człowieka telewidza. Jakość przekłada się na skutki korzystania z internetu, a różnicują ją nie tylko kompetencje i sposoby wykorzystania, ale też miejsce korzystania z internetu, prędkość dostępnego łącza, częstość korzystania czy obecność osób zdolnych pomóc. Poziom wykorzystania, przy którym internet nie jest tylko nowinką techniczną służącą zabawie, wymaga w miarę regularnego korzystania, innych form używania internetu niż rozrywka, oraz sporych kompetencji. Przy zastosowaniu takiej normy okazałoby się, że faktyczny poziom wykorzystania internetu jest dużo niższy - nie osiągnęliśmy jeszcze poziomu, na którym symboliczna większość naprawdę korzysta z internetu.

Okazałoby się również, że różnice między osobami korzystającymi w zaawansowany sposób z technologii (młodymi, wykształconymi, z zapewnionym dobrym łączem) oraz resztą społeczeństwa są dużo bardziej znaczące.

Socjolog. Pracownik Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego I Komputerowego (ICM UW) Na Uniwersytecie Warszawskim. Pracuje W Zespole Biblioteki Wirtualnej Nauki oraz koordynuje projekt Creative Commons Polska. Członek zespołu doradców strategicznych premiera. Współautor bloga kultura20.blog.polityka.pl

  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':