Jak "Gazeta" rządzi światem. Zdradzamy sekrety kuchni
Krzysztof Skowroński i "Trójka" - co dalej - RAPORT
>
Zdaniem kolegów, którzy podpisują listy protestacyjne, teraz Skowroński, były dyrektor "Trójki", i Reszczyński, do niedawna szef Informacyjnej Agencji Radiowej, stali się ofiarami prześladowań politycznych. Szkoda, że pamięć obrońców nie sięga dwa lata wstecz.
Od kwietnia 2007 roku - a było to apogeum rządów
PiS i jego przystawek w mediach publicznych - pod pretekstem restrukturyzacji wyrzucono z Polskiego Radia co najmniej 300 osób. Zniknęło z anteny wielu dziennikarzy Jedynki, zaczynając od Marii Szabłowskiej, kończąc na prawie całej redakcji "Sygnałów dnia".
Oficjalnie nazywało się to - zwolnienia grupowe z powodu problemów finansowych firmy. Zwolnienia grupowe - zgoda, przecież wyrzucano hurtem. Jednak argumenty, że
radiu wtedy potrzebne były oszczędności, okazały się funta kłaków nie warte. W tym samym czasie do pracy przyjęto prawie 200 pracowników. Płacąc im wielokrotnie wyższe wynagrodzenia.
Dziś Krzysztof Skowroński mówi, że czuje się jak trębacz na Wieży Mariackiej, któremu przerwano granie hejnału. Dwa lata temu mnie też przerwano... może nie hejnał, lecz karierę zawodową.
Jednak zazdroszczę Skowrońskiemu. Odchodzi broniony i wychwalany. Zarząd
radia dyskretnie milczy na temat powodów zwolnienia. Ale kiedy nas wyrzucano, prezesi radia mówili, że pozbywają się złogów gierkowsko-gomułkowskich, starych kobiet, że walczą z ubekistanem... Zmuszali pracowników do autolustracji. A gdy jej wynik nie spełnił nadziei zarządu, że w ten sposób pozbędzie się niepokornych dziennikarzy, wymyślono restrukturyzację. A jakie były kryteria wpisywania na listę zwalnianych? Rozpoczęcie pracy w radiu przed 1989 rokiem, niezgoda na upolitycznienie programu, krytyka poczynań zarządu. Tym, co zostali, też nie było łatwo. Mobbing, łamanie praw pracowniczych, wypychanie ludzi na wcześniejszą emeryturę.
Czyżby tego wszystkiego ci, co listy piszą, i ci, o których piszą, nie wiedzieli?