Unia Europejska stoi dziś w groźnym rozkroku. Część państw -
Włochy,
Francja - chce ratować swe gospodarki, nie bacząc na innych. Paryż planuje np. dotowanie własnych firm samochodowych, oczekując w zamian, że nie będą zwalniać pracowników we francuskich fabrykach; niech zwalniają w innych krajach.
Krąży też pomysł euroobligacji, czyli papierów skarbowych emitowanych wspólnie przez kraje strefy euro. Zalanie rynku tak bezpiecznymi papierami zaszkodziłoby krajom spoza tej strefy, w tym Polsce, bo nasze obligacje trzeba by sprzedawać na dużo wyższy procent niż dziś, żeby inwestorzy chcieli je kupić. Co poważnie zwiększy koszt obsługi zadłużenia państwa.
Po drugiej stronie barykady są nowe państwa członkowskie. To one straciłyby najwięcej na gospodarczym protekcjonizmie.
W niedzielę w Brukseli na specjalnym miniszczycie Unii okaże się, która strategia wygrywa. Żeby przeforsować nasz punkt widzenia, polski rząd próbuje stworzyć koalicję. Premier Donald Tusk chce powtórzyć to, co udało się w grudniu - zjednoczyć dziewięć państw i wywalczyć korzystne dla Polski zasady redukcji emisji dwutlenku węgla.
- Chcemy zablokować ewentualny projekt euroobligacji. Zrobić wszystko, by nie dopuścić do Europy dwóch prędkości, a wprowadzenie euroobligacji tylko dla strefy euro właśnie to by oznaczało - zdradza "Gazecie" wicepremier
Grzegorz Schetyna. - Musimy przeprowadzić skuteczną ofensywę polityczną. Potrzebna jest jeszcze większa aktywność niż przy pakiecie klimatycznym.
- Szczyt w Brukseli ma pokazać, że choć kryzys w różny sposób uderza w poszczególne państwa, to Unia mówi jednym głosem. Że nie dojdzie do podziału na lepszych i gorszych - wtóruje Mikołaj Dowgielewicz, minister ds. europejskich. - Kryzys nie może stać się wymówką do rozmontowania wspólnego rynku unijnego.
Prace nad koalicją trwają od kilku dni. Mamy już poparcie rządów ośmiu państw: Czech, Słowacji, Węgier, Litwy, Łotwy, Estonii, Rumunii i Bułgarii.
Popiera nas też Komisja Europejska. Jej szef José Manuel Barroso ma uczestniczyć w śniadaniu w niedzielę o godz. 11 w siedzibie stałego przedstawicielstwa Polski przy UE przy avenue de Tervueren. Miniszczyt rozpocznie się kilka godzin później.
Rząd Tuska zabiega o poparcie głównych graczy w Unii. - Liczymy, że w obronę wspólnego rynku zaangażują się Holandia i Skandynawia. Niemcy też mają podobne stanowisko - mówi Dowgielewicz. W piątek wieczorem Tusk spotka się w Hamburgu z kanclerz Angelą Merkel. Wiadomo, że ona euroobligacjom nie sprzyja.
Nawet jeśli niedzielny miniszczyt w Brukseli zakończy się korzystnym dla nas stanowiskiem 27 rządów, to i tak dopiero najbliższe trzy tygodnie pokażą, czy traktują one swoje słowa serio. Do 19 marca w UE zapadnie kilka ważnych decyzji gospodarczych. Bruksela musi m.in. zdecydować o planach ratowania koncernów samochodowych, jakie zgłaszają poszczególne rządy.
Sygnały z Komisji są pozytywne: nie godzi się ona na taką pomoc, która szkodzi innym krajom Unii. - Przemysł i obywatele Unii nie oczekują protekcjonizmu, to zupełnie jasne. Wspólny rynek dotyczy nie tylko sprzedaży samochodów, ale także lokalizacji fabryk - powiedziała wczoraj komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes.
Drugim testem będzie sprawa dodatkowych 3,5 mld euro z budżetu UE na inwestycje w energetykę, z czego ponad 500 mln ma przypaść Polsce. Komisja chce dać nam te pieniądze, ale kilka państw (w tym Niemcy) wciąż blokuje wypłatę. - Zrozumienie jest jednak coraz większe. Ufam, że te 3,5 mld euro uda się uratować - mówi nam Dowgielewicz.
Znowu awantura o krzesła Czechy, które przewodniczą obecnie Unii Europejskiej, mówią, że podczas niedzielnego szczytu Unii dla Polski jest tylko jedno miejsce. Tymczasem do Brukseli wybiera się Lech Kaczyński i Donald Tusk. Czesi obawiają się, że przyznając dodatkowe miejsce Polsce, spowodują, że na szczyt będzie chciał jechać ich prezydent Vaclav Klaus, zdeklarowany eurosceptyk. Tego chce uniknąć premier Czech Mirek Topolanek, dla którego obecność Klausa byłaby niezwykle kłopotliwa. - Dokładamy starań, żeby mimo wszystko uzyskać dodatkowe miejsce - mówił wczoraj "Gazecie" rzecznik rządu Paweł Graś. - Sytuacja wyjaśni się w czwartek.
Więcej na blogu Konrada Niklewicza