Chodzi o HSH Nordbank, wspólny bank Szlezwiku-Holsztyna i Hamburga. W północnych Niemczech to główny gracz, jeśli chodzi o obsługę przedsiębiorstw. W setkach fili zatrudnia prawie 5 tys. ludzi. Specjalizuje się w kredytowaniu firm transportowych i budowy statków. Ostro też działał na rynku
nieruchomości.
W zeszłym roku ten piękny obraz został jednak poważnie zmącony. Jesienią okazało się, że HSH ma 3,8 mld euro długu i ledwo zipie. Bank ostro przejechał się na spekulacjach finansowych, nie patrząc na ryzyko, kredytował też firmy działające na amerykańskim rynku nieruchomości.
Władze Hamburga i Szlezwiku rzucają tonącemu bankowi kolejne koła ratunkowe. Wczoraj zapadła decyzja o zastrzyku 3 mld euro gotówki. HSH ma dostać też 10 mld euro gwarancji. Wcześniej gwarancje na 30 mld udzielił mu Berlin. - Stoimy murem za naszym bankiem - zapowiadał wczoraj Ole von Beust, burmistrz Hamburga.
Stary zarząd banku ma na głowie prokuratorów. Nowy zapowiada przebudowę firmy. W ciągu najbliższych trzech lat posadę ma stracić co czwarty pracownik. Bank ma ograniczyć swoje działanie do kredytowania firm działających w północnych Niemczech, głównie tych, które zajmują się transportem morskim. Dodatkowo ma powstać "zły bank", do którego HSH wytransferuje swoje toksyczne aktywa na kwotę 50 mld euro. To głównie nieściągalne kredyty udzielone firmom z
USA i Azji. W ten sposób firma chce oczyścić swój bilans i spełnić warunki, jakie stawia niemiecki rząd, by dostać specjalną pomoc dla upadających banków. Berlin mógłby pożyczyć HSH pieniądze, wykupić w nim udziały, a nawet go przejąć. Dał jednak politykom w Kilonii i Hamburga jasno do zrozumienia, że HSH nie dostanie ani centa publicznej pomocy, jeśli nie zrobi porządku z długami i toksycznymi papierami.
Niemcy zachodzą w głowę, czy operacja ratunkowa się powiedzie i jak odbije się ona na budżetach landów. Zarówno Szlezwik, jak i Hamburg borykają się ze sporym zadłużeniem (Hamburg na ponad 20 mld euro, Szlezwik na prawie 25). Hamburg land-miasto do tej pory bujnie się rozwijał, ale Szlezwik jest biedny. Co będzie, jeśli trzeba będzie jeszcze płacić za upadający bank? - Szlezwikowi grozi to samo co Islandii - mówi Walter Kubicki, szef landowego FDP. To wizja czysto teoretyczna, bo do tej pory żaden niemiecki bank nie zbankrutował. Nie wiadomo nawet, jak cały kraj poradziłby sobie z taką sytuacją. Wiadomo, że na pomoc innych landów czy Berlina w takich sytuacjach nie ma co liczyć.
Kubicki twierdzi, że HSH wkrótce wyciągnie rękę po kolejne 3 mld euro. Polityk napisał już list do federalnego ministra finansów z prośbą, by dofinansował bank, zanim będzie za późno.