http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Odsuwanie Putina

Wacław Radziwinowicz
2009-02-23, ostatnia aktualizacja 2009-02-22 22:50

Fot. Alexei Nikolsky AP

Prezydent Dmitrij Miedwiediew wyraźnie się emancypuje, a premier Władimir Putin schodzi na drugi plan. Eksperci: - To zapowiedź końca "tandemokracji" w Rosji


Fot. Dmitry Lovetsky AP
W sobotę około 400 zwolenników nowego demokratycznego ruchu "Solidarność" po raz pierwszy wyszło na ulice. Choć było wiadomo, że naczelnym hasłem wiecu w centrum Moskwy będzie "Putin do dymisji!", władze stolicy bez większych problemów dały zgodę na demonstrację.

Aktywiści proputinowskiej organizacji Młoda Rosja próbowali przeszkodzić demokratom, którzy zebrali się przy stacji metra Czystyje Prudy. Ale milicja młodorosjan pogoniła i nawet nieco poturbowała. Wcześniej nikt nie podnosił ręki na putinowską młodzieżówkę.

Rząd Putina jest coraz powszechniej krytykowany za nieskuteczną walkę z kryzysem. 11 stycznia, w pierwszym dniu roboczym nowego roku, Miedwiediew publicznie zganił ekipę premiera za opieszałość i ignorowanie poleceń prezydenta.

- Trzeba się temu dokładnie przyjrzeć i podjąć kroki, które pomogą zaktywizować pracę - zapowiedział prezydent. - Wiele się u nas robi niewybaczalnie długo.

W minionym tygodniu prezydent Miedwiediew znowu pokazał pazur. Najpierw wyrzucił szefów administracji czterech regionów, a na ich miejsce postawił swoich ludzi.

Zaraz potem Kreml ogłosił listę 100 osób zapisanych do prezydenckiej "rezerwy kadrowej". Mają to być ludzie cieszący się szczególnym zaufaniem Miedwiediewa i na jego polecenie gotowi zastąpić każdego urzędnika aparatu państwowego zwolnionego za nieudolność czy przewinienia. Wkrótce "rezerwa" ma być poszerzona do ponad 1 tys. osób.

Ten propagandowy zabieg służy zdyscyplinowaniu aparatu biurokratycznego i pokazuje urzędnikom, od kogo zależy ich los.

Z gruntowną krytyką antykryzysowej strategii rządu Putina wystąpili też niedawno eksperci Instytutu Rozwoju Współczesnego. Szefem rady naukowej instytutu i jego patronem jest prezydent. Według ekspertów premier i jego ludzie nie rozumieją, jak głęboki i groźny jest kryzys, ani nie potrafią mu przeciwdziałać. Autorzy raportu podkreślają też, że Kreml ocenia sytuację w kraju inaczej, niż widzi ją rząd.

Miedwiediew staje się coraz wyraźniej pierwszą postacią państwowych kanałów telewizyjnych. Redaktorzy programów informacyjnych do tej pory z aptekarską dokładnością dzielili czas antenowy, dając równą liczbę sekund prezydentowi i premierowi. W ostatnim tygodniu Miedwiediew w programach informacyjnych państwowej telewizji "Wiesti" i "Wriemia" był pokazywany już znacznie częściej i dłużej niż premier.

Opozycyjna prasa widzi w tym wszystkim oznaki narastającego konfliktu w monolitycznym do tej pory tandemie rządzącym Rosją.

Walery Fiodorow, szef współpracującego z Kremlem Wszechrosyjskiego Ośrodka Badania Opinii Publicznej i jeden ze strategów putinowskiej partii Jedna Rosja, zapewnia "Gazetę", że konfliktu między przywódcami państwa nie ma. Jego zdaniem ustrój Rosji, jej aparat urzędniczy, nie może działać w sytuacji dwuwładzy, gdy nie wiadomo, komu się trzeba podporządkować. Dlatego też - zdaniem Fiodorowa - Putin będzie się powoli wycofywał i gdzieś za rok przestanie być szefem rządu.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Co się stało z Madzią?

Matka półrocznej Madzi z Sosnowca wyznała, że córeczka wyślizgnęła się jej w domu z kocyka i uderzyła główką w wysoki próg