Tekst przedrukowujemy za zgodą prof. Sadurskiego z jego blogu wojciechsadurski.salon24.plwpis powstał 21 lutego w sobotę Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Chętnie przyjmuję zapewnienia, że Krzysztof Skowroński jest radiowym geniuszem; stworzył radio doskonałe, politycznie neutralne, muzycznie cudowne, intelektualnie rewelacyjne, no w ogóle - radiową perłę. "Trojki" nie słucham, bo tu na wygnaniu ona do mnie nie dociera, a nawet gdyby docierała, to pewno nie miałbym już na to czasu. Redaktora Skowrońskiego widziałem w przeszłości parę razy w telewizji i zrobił na mnie dobre wrażenie.
Jest tylko w tym liście jedno "ale", nawet jeśli podpisali go ludzie tak zacni jak nasz drogi Suweren [Igor Janke], jak szefowa Radia Tok FM, jak Pan Redaktor Tomasz P. Terlikowski (choć przecież Skowroński już nie jest zygotą, tylko człowiekiem jak najbardziej urodzonym), a nawet autor najwybitniejszej powieści ostatnich 20 lat. Otóż list skierowany jest przeciwko jakimś wypowiedziom władz radiowych (rozumiem z wczorajszego bloga Igora Janke na stronie "Rzeczpospolitej", że chodzi o jakąś pojedynczą wypowiedź jakiegoś Pana Wijasa) a także "niektórych publicystów". Z kontekstu wynika, że chodzi o artykuły w "Gazecie Wyborczej".
Otóż reakcja dziennikarzy, by na krytykę dziennikarza A przez dziennikarza B (a choćby i dziennikarzy B, C i D) złapać za pióro i napisać list zbiorowy, po czym rozsyłać go po znajomych, muszę powiedzieć, mocno mnie zdumiewa. Naturalną reakcją dziennikarza, nazwijmy go dla niepoznaki "Iwan", w obronie niesłusznie (jego zdaniem) zaatakowanego dziennikarza A jest artykuł odrzucający te krytyki. B zaatakował A? No to niech Iwan zaatakuje B za napisanie nierzetelnego artykułu.
Ale zaraz zaraz - a jeśli artykuł nie był nierzetelny? Jeśli dobrze pamiętam, w krytyce Skowrońskiego chodziło o jakieś pieniądze. W liście otwartym ani słowa o tych zarzutach nie ma, no ale przecież są one już - jak to się brzydko mówi - "na stole". Albo te zarzuty są niesprawiedliwe i wtedy trzeba będzie je odszczekać, a może nawet i za nie beknąć - i niech o to martwi się już dziennikarz B i jego/jej redakcja - albo mają jakieś uzasadnienie, no i wtedy list otwarty stawia jego autorów i sygnatariuszy w pozycji lekko głupiej. Tertium non datur, jak mówili starożytni, i może trzeba po prostu poczekać na wyjaśnienia zainteresowanego, ewentualnie przebieg odpowiednich dochodzeń w tej sprawie.
Mnie w tym wszystkim zdumiewa jedynie stadna reakcja dziennikarzy, którzy zamiast robić to, co jest zgodne z ich zawodem wyuczonym i wykonywanym, zajmują się epistołami zbiorowymi, jakby nie mieli we własnych pismach miejsca na wyrażenie swej opinii o atakach prasowych na Skowrońskiego. Jest w tym, podejrzewam, przejaw przekonania, że jeśli w "Wyborczej" ktoś krytykuje Skowrońskiego, to jest to nie zwykła krytyka szefa publicznego
radia, ale "szczucie" (takiego słowa użył autor listu otwartego w swym mailu), "nagonka", a także przygrywka do zwolnienia. Jeśli tak, to być może jest to nieco przesadna ocena wpływu "Wyborczej" na decyzje władz, decydujących o obsadzie stanowisk w mediach publicznych.
Chyba jednak tak nie jest: w niedawnym wywiadzie, udzielonym Igorowi Janke w TOK FM, minister kultury - na wyraźne dopytywania się Igora - wystawił "Tr?jce" niezłą opinię. Nie ma więc chyba z rządu jakichś sygnałów, że Skowrońskiego chcą zatopić. Wielka akcja zbierania podpisów "w obronie" Skowrońskiego jest więc skierowana przeciwko jednej redakcji i przeciwko kilku artykułom na łamach tej jednej gazety (przy czym były też w "GW" artykuły mówiące, że Skowrońskiego nie należy zwalniać).
Coś, co stroi się w piórka obrony świetnego radia, jest więc w istocie próbą zamknięcia ust kolegom z innej redakcji.
Czyli jak to zwykle u nas. Tyle pięknych słów, tyle świętego oburzenia, tyle radosnego moralizatorstwa. A o co naprawdę chodzi? Że konkurent jest brzydki.
Ale czy tego akurat nie wiedzieliśmy od zawsze?
Tekst za:
wojciechsadurski.salon24.pl 21.02.2009 - 10:58
*Wojciech Sadurski jest filozofem prawa, profesorem na Uniwersytecie Warszawskim i dziekanem Wydziału Prawa w Europejskim Instytucie Uniwersyteckim we Florencji