http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Partnerstwo Wschodnie zagrożone

Dominika Pszczółkowska, Bruksela
2009-02-21, ostatnia aktualizacja 2009-02-20 18:16

Wymyślony w Warszawie unijny projekt partnerstwa z krajami na wschód od UE jest poważnie zagrożony. Może się okazać, że nie będzie na niego pieniędzy.

Partnerstwo Wschodnie, do którego Polacy razem ze Szwedami przekonali w zeszłym roku całą Unię, ma pomóc naszym wschodnim sąsiadom. Obejmie Ukrainę, Mołdawię, Gruzję, Armenię, Azerbejdżan, a jeśli władze w Mińsku będą kontynuować demokratyczne reformy, także Białoruś. Z tymi krajami Unia chce budować strefę wolnego handlu, współpracować w energetyce, wspierać poprawę administracji państwowej i społeczeństwo obywatelskie.

Projekt trafił na wyjątkowo korzystny moment polityczny. Dwa kryzysy - w Gruzji oraz gazowy między Rosją i Ukrainą - dobitnie pokazały unijnym przywódcom, że warto się interesować tym, co dzieje się na wschód od UE. W grudniu Komisja Europejska postanowiła przeznaczyć na Partnerstwo 600 mln euro w latach 2010-13.

Korzystny moment trwał jednak krótko. Dziś entuzjazm jest o wiele mniejszy i nie wiadomo, czy państwa UE zgodzą się na finansowanie projektu. Dyskusja na ten temat ma się odbyć w poniedziałek podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych UE w Brukseli i będzie gorąca.

Partnerstwo mocno wspierają oprócz Polski i Szwecji inne państwa naszego regionu, m.in. przewodniczący Unii Czesi oraz Brytyjczycy.

Coraz więcej jest jednak sceptyków. Kraje śródziemnomorskie, na czele z Hiszpanią, Portugalią i Francją obawiają się, czy za dużo środków nie popłynie na wschód, zamiast na południe. Dołączyli do nich Niemcy i Holendrzy, którzy w dobie kryzysu obawiają się dodatkowych wydatków.

Nie pomaga nam fakt, że w zamierzeniu Partnerstwo miało być wschodnioeuropejską odpowiedzią na Unię dla Śródziemnomorza, czyli podobny projekt współpracy z krajami na południe od UE. Tymczasem zainaugurowana z pompą Unia po wojnie w Gazie praktycznie przestała istnieć. Libijczycy stwierdzili wręcz, że "czas skończyć z tym spektaklem, bo marnujemy czas".

Dla krajów południa UE Unia dla Śródziemnomorza jest o wiele ważniejsza od Partnerstwa. Kraje te obawiają się, że Partnerstwo zabierze pieniądze, które mogłyby pójść na ich projekt.

Komisja Europejska będzie przekonywać ich w poniedziałek, że tak nie jest. Ale Niemcy i Holendrzy alergicznie reagują na jakiekolwiek wydatki.

- Kontekst kryzysu gospodarczego i finansowego nie wróży dobrze - uważa eurodeputowany Konrad Szymański (PiS), autor entuzjastycznego sprawozdania o Partnerstwie, które Parlament Europejski przyjął przedwczoraj. - Może skończyć się tak, że zarówno Unia dla Śródziemnomorza, jak i Partnerstwo Wschodnie będą po prostu nowym opakowaniem dla starej polityki - dodaje Szymański.

Niektórzy zwolennicy Partnerstwa pogodzili się już chyba z ograniczeniem środków. - Teraz najważniejszy jest impuls polityczny, a nie pieniądze - mówi "Gazecie" wysoki rangą czeski dyplomata. Czesi planują na 7 maja w Pradze szczyt przywódców UE i tych krajów, które wejdą do Partnerstwa.

Z Czechem zgadza się Szymański: - Powinniśmy teraz kłaść nacisk na kwestie wiz oraz budowanie strefy wolnego handlu, co niekoniecznie wymaga pieniędzy z unijnego budżetu.

Ale także kwestia wiz budzi w UE obawy. W projekcie znalazły się zapisy, że wszystkie kraje biorące udział w Partnerstwie powinni mieć ułatwienia wizowe takie, jakie mają dziś Ukraina i Mołdawia. Niektórzy obawiają się jednak, że zwiększy to nielegalną imigrację, a także otworzy nowy kanał przerzutu dla terrorystów.

Ostateczną decyzję, czy poprzeć Partnerstwo Wschodnie w kształcie zaproponowanym przez Komisję, przywódcy UE mają podjąć za miesiąc. Później, zapewne w kwietniu, rozstrzygnie się kwestia, czy do Partnerstwa zostanie zaproszona Białoruś.

W czwartek w Mińsku był przedstawiciel UE ds. polityki zagranicznej Javier Solana, a 13 marca wybiera się tam komisarz ds. stosunków zewnętrznych Benita Ferroro-Waldner. Jeśli Bruksela uzna, że sytuacja na Białorusi się poprawia, prezydent Łukaszenka, który do niedawna miał zakaz wjazdu do UE, otrzyma zaproszenie na szczyt w Pradze.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 33 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów