Były premier, a obecnie senator Włodzimierz Cimoszewicz, który walczy o wspólną listę lewicowo-centrową w czerwcowych wyborach do europarlamentu, wczoraj w "Gazecie" postawił sprawę jasno: - Wystartuję w eurowyborach, ale tylko jeśli
SLD zaakceptuje moją propozycję szerokiego porozumienia z udziałem SdPl, SLD i Demokratów.pl. Wyjaśni się to w sobotę, gdy zbiera się rada krajowa Sojuszu.
Co na to Grzegorz Napieralski? - Wywiad z marszałkiem Cimoszewiczem stawia SLD pod ścianą. To niebywałe, że marszałek wybrał taki sposób komunikacji z nami. Nie ma na to naszej zgody. Przyjęcie ultimatum oznaczałoby powstanie Lewicy i Demokratów -bis; jego odrzucenie - powstanie konkurencyjnej listy.
"Gazeta": - Co zrobi SLD?
- Decyzję podejmie rada krajowa - mówi nam szef SLD.
"Gazeta": - A jaką zarekomenduje pan radzie?
Napieralski: - Rada to ciało autonomiczne.
Szef klubu Wojciech Olejniczak zaznacza: - Za rozmowy o liście do europarlamentu odpowiada przewodniczący Napieralski. To jego jednoosobowe przedsięwzięcie. I dodaje, że sam do ostatecznych ustaleń nie chce się wypowiadać, czy w nich wystartuje.
Politycy Lewicy w rozmowach z „Gazetą” rozstrząsają wady i zalety startu z Cimoszewiczem - z punktu widzenia szefa SLD. Plusy to • udział Cimoszewicza, najpopularniejszego polityka na lewicy oraz • brak konkurencji. Zjednoczona lewica mogłaby się boksować tylko z prawicą, zamiast wykrwawiać się w potyczkach z centrolewicą.
Minusy jednej listy: • konieczność dzielenia się i tak niewielkim poparciem, podtrzymywanie przy życiu słabej konkurencji; • przyjęcie nielubianych w Sojuszu ludzi z Partii Demokratycznej; • Napieralski musiałby uznać kierowniczą rolę Cimoszewicza przy układaniu list. Były premier już zapowiedział, że nie będzie miejsc dla innych byłych premierów: Leszka Millera i Józefa Oleksego.