Wczorajsza debata nad "Informacją rządu o zabezpieczeniu gospodarki i polskich obywateli przed skutkami narastającego kryzysu" odbyła się w Sejmie na wniosek
SLD. Rząd uznał, że to najlepszy moment, by przedstawić swoją wizję wyjścia z gospodarczego zawirowania.
Wystąpił najpierw minister finansów Jacek Rostowski, po nim premier Donald Tusk.
Minister Rostowski przedstawił filozofię walki z kryzysem i tłumaczył posłom dlaczego nasze recepty są różne od innych krajów, w których najczęściej rządy zwiększają
deficyt budżetowy.
- Nasza droga przez kryzys ma przede wszystkich zapewnić bezpieczeństwo Polakom. Dlatego szukamy polskich rozwiązań na polskie problemy. Kryzys w naszym regionie przebiega trochę inaczej niż w bogatych krajach zachodnich. Polska w odróżnieniu od Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych ma zdrowy system bankowy i to jest naszą siłą. W odróżnieniu od tych krajów Polska ma jednak drogi dług państwowy i to jest naszą słabością - tłumaczył.
Jednocześni jednak uprzedzał posłów, że polski rząd przygotowuje się na najczarniejsze scenariusze, w których wzrost
PKB będzie jeszcze mniejszy niż 1,7 proc.
Zobacz pełny tekst wystąpienia ministra Rostowskiego Tusk: bronimy miejsc pracy Premier Donald Tusk kilka razy apelował do opozycji, by zamiast biadolić i kreślić "czarne scenariusze", modlić się o to by kryzys był większy, bo Tusk się wywróci, wszyscy byli w grupie, która razem poradzi sobie z kryzysem.
- Nie mamy wpływu na fale, ale mamy wpływ na to jak statek płynie. Ci, co kwestionują strategiczne cele, zachowują się tak jakby siedzieli na dnie statku ze świdrem w ręku i wiercili dziurę - mówił premier. - I dlatego proszę was: tam gdzie to możliwe - pomóżcie. Tam, gdzie to niemożliwe - nie przeszkadzajcie.
Najważniejsze mają być działania chroniące miejsca pracy.
Wiceszefowa
PiS Aleksandra Natalli-Świat nalegała na zwiększenie deficytu budżetowego o 7 mld zł (do 25 mld zł) by ożywić gospodarkę. - Najważniejsze jest podtrzymanie wzrostu gospodarczego (...) Dążenie do jak najszybszego wejścia do strefy euro utrudni działania na rzecz podtrzymania tego wzrostu - przekonywała posłanka PiS.
Donald Tusk starał się pokazać dlaczego rząd nie chce zwiększać deficytu budżetowego: bo może się okazać, że nie jesteśmy w stanie go sfinansować. Inwestorzy kupują papiery amerykańskie, dostając za nie premię 2 proc. Polska już dziś musi zachęcać inwestorów by nam pożyczali oferując im 5,5 proc. zysk.
- Już dzisiaj każdy Polak powinien napominać władze: uważajcie, czy przy takim oprocentowaniu już nie ma zagrożenia? Kto chce z Polski zrobić firmę, która pójdzie w hazard i będzie sprzedawała papiery za lichwiarskie ceny - dramatycznie mówił premier. Wcześniej minister Rostowski informował, że polski rząd musi w tym roku sprzedać obligacje skarbu państwa na kwotę 155 mld złotych.
A jego zdaniem prawdziwe problemy dopiero przed nami, bo Berlin, Paryż, Londyn i Rzym zastanawiają się czy po to by móc konkurować z
Ameryka w pozyskiwaniu na rynku pieniędzy, nie zaprzestać obrotu narodowymi papierami dłużnymi i nie wprowadzić papierów europejskich. Wtedy kraje spoza strefy euro mogą zostać odcięte od pieniędzy.
Premier podobnie jak minister finansów zachęcał by wszyscy wsparli starania rządu o wejście do strefy euro: - Jeśli wypadniemy za burtę, może niektórzy będą mieli satysfakcję, że nadal mamy złotego, ale będziemy mieli też biedę - mówił.
Zobacz pełny tekst wystąpienia premiera Tuska