Premier Donald Tusk w Sejmie
Pełny tekst wystąpienia
Uczestniczę dzisiaj w drugiej debacie na temat kryzysu w Polsce. Pierwsza miała miejsce także dzisiaj, w godzinach porannych spotkałem się z ludźmi, którzy odczuwają u siebie, w swoim mieście skutki globalnego kryzysu. Spotkałem się i rozmawiałem z mieszkańcami Stalowej Woli, a konkretnie z prezydentem miasta, z liderami związków zawodowych, z szefami spółek, które czują się bardzo zagrożeni.
Ta debata rano była debatą z ludźmi, którzy naprawdę, autentycznie troszczą się o swoje miasto, którzy nie mają żadnego podwójnego interesu, którzy przyjechali do Warszawy rozmawiać bez żadnych uprzedzeń politycznych. Był lider "Solidarności", był jego konkurent z innych związków zawodowych, był prezydent miasta - nie z mojej opcji politycznej, byli posłowie.
Ani minuty, ani minuty nie poświęciliśmy w czasie tej rozmowy na polityczne różnice, czy polityczne interesy. Ani przez minutę nikt nie zajmował sobie i innym czasu formułowaniem jakiś fantastycznych programów i nikt nie przyjechał z nich po prośbie, nikt nie przyjechał po łatwą receptę w rodzaju: umówimy się z premierem, on nam da pieniądze. To moi rozmówcy, jako pierwsi w czasie tej debaty o tym jak ratować Stalową Wolę powiedzieli, że oni wiedzą, że nie wyjadą z walizką pieniędzy. Przywieźli ze sobą cały pakiet spraw, co do których razem usiedliśmy dziś i będziemy siedzieli przez następnych kilka dni, bo wiem, że część z tych spraw razem będziemy w stanie rozwiązać.
Rozmawialiśmy o tym, jak dać Hucie trochę tańszy prąd, skoro obok jest elektrownia, która mogłaby dać tańszy prąd niż dostarczyciel dzisiaj energii, o takim problemie rozmawialiśmy.
Rozmawialiśmy o tym, jak szybciej uelastycznić czas pracy po to żeby ci, którzy już w tej chwili tam w Stalowej Woli potrafili ograniczyć zarobki i ograniczyć czas pracy żeby ratować miejsca pracy, żeby dostali jeszcze jakieś instrumenty do ręki. Rozmawialiśmy o tym, jak wspólnie budować taki regionalny menedżment na czas tego kryzysu.
Ja po tej rozmowie byłem bardzo zbudowany. Wszędzie w Polsce, czego niestety nie widać na ekranach telewizorów są ludzie, środowiska, związki, organizacje pozarządowe, ludzie samorządu terytorialnego, którzy są gotowi usiąść z rządem, zastanowić się co jest w naszej mocy i całą tą naszą moc pozytywnie wykorzystać.
Na tej sali debata wygląda jednak trochę inaczej.
Czy możliwe jest żebyśmy o sprawach całej Polski zaczęli wreszcie tak rozmawiać, jak dziś rozmawialiśmy o Stalowej Woli, a w najbliższych dniach i tygodniach będziemy rozmawiali o kondycji każdego konkretnego szpitala, czy innego regionu, gdzie pojawią się takie problemy?
Czy możliwe jest, aby recepty, zarówno rządu, jak i opozycji zaczęły się spotykać na gruncie takiego praktycznego, nacechowanego właśnie dobrą energią projektu, ale na tak. To znaczy, definiujemy, jakie są problemy, oceniamy swoje siły, łączymy je i rozwiązujemy problem po problemie, a nie biadolimy, a nie wygłaszamy najczarniejsze prognozy na przyszłość?
Przygotowujemy część z tych rzeczy, które rząd przygotował, bo przygotowujemy taki plan na czas kryzysu również w skali całego kraju, taki plan i taki styl pracy, jaki proponujemy przy problemach Stalowej Woli. To znaczy żeby definiować precyzyjnie, co jest problemem Polski w czasie kryzysu, jakie jest źródło kryzysu, jakie zastosować instrumenty, ile mamy środków. I wspólnie to wykorzystać, nie jeden przeciwko drugiemu, żeby coś udowodnić na siłę, tylko naprawdę razem żeby problem po problemie rozwiązywać.
Ja przypomnę, bo to są zadania, które po części rozwiązaliśmy, ale o wiele, wiele więcej czeka nas i tutaj wspólnie, nie tylko mówię o rządzie, o wiele więcej zadań czeka nas w przyszłości, w najbliższej przyszłości. Jaka jest istota projektu Stalowa Wola i jaka jest istota projektu dla całej Polski na czas kryzysu? Przede wszystkim bezpieczeństwo każdego obywatela, pojedynczego człowieka. A to oznacza dzisiaj skierowanie całej naszej energii przede wszystkim na ochronę rynku pracy i miejsc pracy. Ten kryzys, który narodził się tysiące kilometrów od Polski, którego znamiona na świecie dopiero są z trudem rozpoznawane, ten kryzys dzisiaj w Polsce ma tak naprawdę jedno ponure oblicze, to jest oblicze zagrożenia utratą miejsc pracy przez wielu ludzi. Musimy sobie zdać sprawę, kiedy za rozwiązanie tych problemów się weźmiemy razem, musimy sobie zdać sprawę, że ludzie tracą miejsca pracy w Polsce, tak jak w Stalowej Woli, głównie dlatego, że ktoś upadł w kraju ogarniętym prawdziwym kryzysem i nie chce kupić ich produktów. To jest problem, który w związku z tym potrzebuje bardzo oryginalnych, naszych instrumentów na rozwiązanie, bo my nie mamy wpływu na to czy Austriak, Amerykanin, czy Ukrainiec zamówi kolejne maszyny budowlane ze Stalowej Woli. My nie zmusimy zagranicy, która przeżywa w niektórych miejscach większe problemy niż my, żeby mimo wszystko kupowała polskie produkty.
Ale też wiemy i rozumieli to i związkowcy i menedżerowie ze Stalowej Woli, że nie jest tak, że nagle podatnik się zrzuci i zacznie kupować wszystkie nie schodzące na rynkach zagranicznych produkty. Czyli co musimy zrobić? Musimy znaleźć takie mechanizmy, które uchronią miejsca pracy, przy świadomości, że produkcja w całości nie zostanie sprzedana. To jest dzisiaj problem numer jeden.
Chcę przypomnieć, dosłownie w kilku zdaniach, bo słusznie oczekujecie państwo od rządu konkretów, co zrobiono i co zamierzamy zrobić.
Jak pamiętacie, dzięki współpracy w tej izbie, nie zawsze jest ona może harmonijna, ale w tym przypadku była niezła, podnieśliśmy gwarancje zabezpieczające wypłacalność depozytów. Instrument skierowany na rynek bankowo-finansowy, ale chroniący ludzi, a nie instytucje finansowe, bo od początku takie założenie przyjęliśmy, że każdy instrument, a szczególnie ten, który będzie kosztował pieniądze podatnika, będzie nakierowany na ochronę człowieka, a nie instytucji finansowej.
Utworzyliśmy rezerwę solidarności społecznej, to jest miliard 140 milionów złotych i między innymi przecież po to jest ta rezerwa żebyśmy skutecznie chronili programy osłaniające rzeczywiście najsłabszych, a więc na przykład na dożywianie dzieci. Chcę uspokoić tych wszystkich, którzy także dzisiaj występowali w tej izbie, że ten racjonalny projekt oszczędności, to nie będzie oszczędność na dzieciach, które potrzebują dożywiania w szkole. To nie będzie projekt oszczędności na emeryturach. To będzie - i chciałbym zwrócić tu na jedną rzecz państwa uwagę i proszę tutaj też o jednoznaczne wsparcie i akceptację - zgodzicie się i nie ważne jest w tej chwili kto rządził, kto był w opozycji, zgodzicie się ze mną państwo wszyscy, że rok 2007 był rokiem koniunktury, mówimy dzisiaj, to był tłusty rok. I wówczas zdecydowaliśmy, tu w Polsce, że podniesiemy emerytury Polakom w globalnej kwocie 1 mld 700 mln, w najtłustszym roku podnieśliśmy w sumie emerytury o miliard 700 milionów. My dzisiaj mamy zadanie naprawdę trudne zadanie i je wykonujemy, między innymi szukając racjonalnych oszczędności gdzie indziej, żeby globalnie podwyższyć emerytury o 7 miliardów 700 milionów w roku 2009. W roku najtrudniejszym od lat. I ja nie mam poczucia, że jestem jakimś wielce łaskawym panem premierem, uważam, że to jest nasz wspólny obowiązek, tylko chcę państwu uświadomić, że wszystkie decyzje, jakie będziemy wam proponowali, będą miały na celu utrzymanie na odpowiednim poziomie życia najsłabszych i najbardziej zagrożonych kryzysem.
Ustawia się do mnie codziennie, mówię symbolicznie do mnie, do rządu pewnie do was też, codziennie kolejka ludzi, instytucji, wyciągają ręce - dajcie pieniądze. Lobbystów, którzy reprezentują najróżniejsze interesy, ale przede wszystkim interesy instytucji finansowych, z których część to są instytucje, gdzie można znaleźć źródło kryzysu. Najłatwiej ulec pokusie i zainwestować pieniądze podatnika w ratowanie przedsięwzięć, które same z siebie są przedsięwzięciami toksycznymi. Jeśli dzisiaj i proszę, zwracam się do posłanek i posłów ze wszystkich klubów, budujcie też taki pancerz ochronny wobec pieniędzy podatnika, nie podsuwajcie pomysłów ani rządowi, ani samorządom, których jedynym celem jest ratowanie tych, którzy doprowadzili do kryzysu. Nie możemy pozwolić w tym czasie, kiedy trzeba każdą złotówkę na tych, którzy tracą pracę w Stalowej Woli i tych, którzy będą czekali na swoje emerytury, tę złotówkę musimy chronić za wszelką cenę, a to znaczy, nie możemy realizować recept, których efektem będzie tak naprawdę gigantyczna kwota pieniędzy dla całego zastępu lichwiarzy.
Bo czymże innym jest pomysł, aby tym, którzy przymuszali do toksycznych kredytów, albo sami żyli na wyjątkowy kredyt i oni dzisiaj mówią dajcie nam jeszcze więcej pieniędzy, czymże innym to jest, niż taką okrutną lichwą, która buduje różne pokusy i w czasie kryzysu słaby rząd, niemądra opozycja mogłyby wpaść w taką pułapkę. A ja oczekuję od was i to mówię otwarcie, żebyście pomogli nam uchronić Polskę i polskiego podatnika od takiej pułapki. I to jest nasze wspólne zadanie i nikt nie będzie usprawiedliwiony, jeśli my tego zadania dobrze nie wykonamy.
Uruchamiamy specjalne programy, które przy programie oszczędności chronimy, takie, które w sposób punktowy, lokalny, czyli precyzyjny, a więc też możliwie oszczędny będą chronić miejsca pracy, albo będą wspomagać ludzi, wtedy kiedy będą musieli zmienić miejsce pracy. To jest w programie „kapitał ludzki" ze środków Unii Europejskiej, blisko 3 mld złotych w 2009 roku i to będą w oparciu o te pieniądze budujemy sieć wsparcia dla bezrobotnych, na szczęście w tej chwili jeszcze raczej potencjalnie bezrobotnych, ale przecież wiemy, że część z nich stanie się bezrobotnymi. I będzie dotyczyło to różnych rozwiązań, w tym tego najodważniejszego, już wydyskutowanego pomiędzy pracodawcami a pracobiorcami, a rząd przygotowuje już projekt i to w tempie naprawdę szybkim, mogę uspokoić pana marszałka Marka Borowskiego, że tu tempo nie jest za wolne, tylko jest no, imponująco szybkie i to dzięki temu, że dialog i to ten dialog nie z przymusu rządowego, tylko autentyczny dialog pomiędzy pracodawcami i pracobiorcami, między związkami i pracodawcami doprowadził do rzeczy wydawałoby się niemożliwej jeszcze dwa miesiące temu, to znaczy do racjonalnego projektu tych urlopów postojowych, częściowo płatnych także ze środków publicznych. Tak jest, przygotowujemy w tempie nadzwyczajnym, projekt, który pozwoli uchronić tysiące miejsce pracy dzięki temu, że my, związki zawodowe i pracodawcy, wszyscy gotowi jesteśmy do wyrzeczeń. I uratujemy tysiące miejsc pracy dzięki temu i podobnym projektom, także dzięki temu, że umiemy budować porozumienie wokół takiego projektu.
Źródło: Gazeta Wyborcza