Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
W aptece stała przede mną tylko jedna siwa pani, oparta mocno na lasce. Ale transakcja się przedłużała, bo klientka chciała zwrócić lek kupiony parę godzin wcześniej i żądała oddania recepty. Farmaceuta robił trudności. - Nie będę wam nabijała kabzy, krwiopijcy - krzyczała coraz głośniej kobieta, aż wreszcie odzyskała swoją receptę i pieniądze. Wbrew prawu, bo apteki nie przyjmują zwracanych leków.
Starsza pani zdenerwowała się, bo w innej aptece to samo opakowanie jej lekarstwa kosztowało o 25 zł mniej.
Taniej może oznaczać drożej Leki można podzielić na dwie grupy - innowacyjne i generyczne. Jeśli jakiś producent wymyśli nowy lek, opatentowuje go jeszcze przed wprowadzeniem na rynek. Nikt inny nie może skorzystać z patentu przez 20 lat. Producent wyznacza cenę, zazwyczaj taką, by z nawiązką zwróciły się koszty badań, produkcji i marketingu. Przez kilkanaście lat jest jedynym producentem i czerpie z tego rentę monopolistyczną. Ale po wygaśnięciu patentu każdy producent leków może zacząć produkcję kopii według tej samej receptury. Lek generyczny ma ten sam skład chemiczny, ale inną nazwę. Jest tańszy od swojego pierwowzoru. Im więcej firm produkuje ten sam lek generyczny, tym cena jest niższa.
Producenci leków markowych, by nie wypaść z rynku, mogą albo obniżyć cenę i dostosować ją do cen konkurencji, albo utrzymać cenę i w inny sposób przekonywać pacjentów i lekarzy do stosowania swojego leku.
Najczęściej producenci stosują ten "inny sposób". Opisuje go dr Tadeusz Szuba w styczniowym numerze "Aptekarza": "Jeśli monopolista (z racji marki) chce sprzedać lek wart 10 zł za 50 zł, wyznacza cenę 100 zł i szasta rabatami. Najłatwiej jest sprzedać leki refundowane. Nic prostszego, jak posterować upustami w ten sposób, by pacjent niczego nie musiał płacić. Wówczas będzie się domagał od lekarza recepty na drogi lek markowy, zamiast identycznego taniego leku generycznego".
Wszyscy chcą konkurencji, ale każdy innej Sterowanie rabatami sprawia, że w różnych aptekach ceny na ten sam specyfik bardzo się różnią. Bywają też promocje "lek za grosik" czy "za złotówkę". Cezary Śledziewski, prezes zarządu Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, pokazuje ulotkę z apteki, oferującą pacjentowi dopłaty za wykupienie jakiegoś leku. Za bardzo drogi lek klient może dostać i 100 zł w gotówce.
Akcje promocyjne prowadzone są w różnych hurtowniach i aptekach. Każdy z producentów leków markowych stosuje własną politykę rabatów. Pacjent musi więc polować, bo tani lek na nadciśnienie znajdzie w jednej aptece, a na cukrzycę - w innej, na drugim końcu miasta. Pacjent z małego miasteczka z jedną apteką może całkiem nie mieć szczęścia i płacić drogo za oba leki.
Ministerstwo Zdrowia postanowiło to zmienić. W projekcie ustawy o cenach widnieje zapis, że ceny zbytu leków, marże hurtowe i detaliczne są sztywne. Jeśli ustawa wejdzie w życie w tym kształcie, cena tego samego leku w każdej aptece będzie identyczna.
O kształt ustawy toczy się wielka dyskusja. W grudniu producenci leków markowych przedstawili swoje argumenty. Wczoraj dziennikarzy przekonywali wytwórcy leków generycznych.
Producenci leków markowych optują za utrzymaniem status quo. Argumentują, że wprowadzenie sztywnych cen sprawi, że pacjenci zapłacą więcej za lekarstwa. Powołują się na prawo do konkurencji.
Producenci leków generycznych przekonują natomiast, że jednakowe ceny wzmogą konkurencję, bo producenci leków droższych będą musieli oficjalnie obniżyć swoje ceny, zamiast grać rabatami. Pacjent nie będzie musiał biegać od apteki do apteki. Nie będzie wymuszał od lekarza recepty na drogi lek, za który w aptece dostanie dopłatę.
Jednakowe ceny leków obowiązują w 20 krajach UE. Jednakowych cen nie ma tylko w Irlandii, na Litwie i w Polsce.
O ostateczny kształt zapisu w ustawie o cenach będzie zapewne toczyć się walka w parlamencie. Chodzi o wpływy na krajowym rynku leków refundowanych wartym rocznie 11 mld zł.