Szef rządu rozmawiał z klubem parlamentarnym Platformy we wtorek wieczorem. Tematem był
kryzys gospodarczy. - Premier mówił, że w najbliższych miesiącach może być tylko gorzej. Dlatego powinniśmy być ostrożni w publicznych wypowiedziach, nie wchodzić w pyskówki z opozycją i pamiętać, że sytuacja w Polsce zmienia się z tygodnia na tydzień w zależności od tego, co dzieje się w całej Europie - relacjonuje nam osoba z kierownictwa PO.
Tusk mówił też "swoim" posłom o tym, jak rząd chce walczyć z kryzysem. - W Sejmie są już cztery ustawy z pakietu antykryzysowego: o rekapitalizacji banków, o dokapitalizowaniu Banku Gospodarstwa Krajowego oraz poręczeniach i gwarancjach dla przedsiębiorców [mają uruchomić akcję kredytową dla nich]. A także o uldze inwestycyjnej dla firm. Prace są na końcowym etapie - mówi "Gazecie" szef klubu PO Zbigniew Chlebowski.
Wczoraj premier zapewnił, że "rząd będzie robił wszystko, co potrafi, aby walczyć z kryzysem". Ale zastrzegł, że nie będzie "wpompowywania publicznych pieniędzy w gospodarkę jak w USA". - Nie jestem prezydentem Obamą, Polska to nie
Stany Zjednoczone - stwierdził premier. Powtórzył, że rząd nie będzie bezczynny w sprawie słabnącej złotówki, choć nie da się sprowokować spekulantom.
Tusk odniósł się też do opublikowanego we wtorek sondażu TNS OBOP, według którego 64 proc. Polaków źle ocenia pracę rządu, a 49 proc. uważa, że premier źle wypełnia swoje obowiązki. - Wiadomo, że skutki kryzysu będą dla wielu dotkliwe, dlatego trudno oczekiwać entuzjazmu. Ja nie oczekuję entuzjazmu, tylko współpracy - mówił Tusk. Podkreślił, że rozumie sytuację, w której Polacy - w dobie kryzysu - są coraz bardziej krytyczni wobec władzy, a także wobec niego. - Zdaję sobie sprawę, że odpowiedzialność za losy kraju jest tym większa, im więcej mamy problemów. Sytuacja kryzysowa powoduje, że coraz więcej Polaków ma jednoznaczne oczekiwania: "Niech władza coś zrobi z tym kryzysem" - dodał.