Amerykańskie naloty trwają od wielu miesięcy. Nasiliły się jesienią ub.r. - od września było ich co najmniej 50. Odkąd prezydentem w Waszyngtonie został w styczniu
Barack Obama, lotnictwo
USA dokonało przynajmniej czterech bombardowań. W dwóch ostatnich - w pasztuńskich krainach Waziristan Południowy i Kurram - zginęło ponad 50 osób, głównie afgańskich talibów i członków al Kaidy.
Amerykanie twierdzą, że na tych terytoriach ukrywają się talibowie, a pakistańskie wojsko nie chce albo nie potrafi ich stamtąd przepędzić. W czerwcu ub.r. prezydent George Bush wydał nawet tajny rozkaz zezwalający na dokonywanie zbrojnych wypadów z Afganistanu na pakistańską stronę bez uprzedzania rządu w Islamabadzie. Oficjalnie USA nigdy nie przyznały się do zbrojnych rajdów na terytorium najważniejszego sojusznika w południowej Azji.
Jeszcze latem amerykańskie gazety pisały, że słaby i zależny od Waszyngtonu pakistański prezydent Asif Ali Zardari zgodził się po cichu na ataki lotnictwa USA, a w zamian może publicznie oburzać się na naloty i je potępiać. Z przywileju tego Zardari bardzo chętnie korzysta, wzywając dodatkowo na dywanik do
MSZ amerykańskiego ambasadora.
Na tym współpraca Zardariego z USA się nie kończy. Według wczorajszych doniesień brytyjskiej gazety "The Times" i pakistańskiego dziennika "The News" Amerykanie do nalotów wykorzystują tajną bazę wojskową na terytorium Pakistanu. Uzbrojone w rakiety bezzałogowe samoloty szpiegowskie
CIA startują z lotniska w miasteczku Szamsi, w środku pustynnej prowincji Beludżystan graniczącej z Afganistanem i Iranem.
To niewielkie lotnisko - zbudowane przed laty dla szejków znad Zatoki Perskiej wyprawiających się na beludżystańskie i afgańskie pustynie na ukochane polowania z sokołami - jest za małe dla dużych samolotów transportowych i bojowych, za to idealnie dla niewielkich predatorów.
Według "Timesa" Amerykanie korzystają z lotniska w Szamsi co najmniej od roku. To wtedy w wyniku demokratycznych wyborów narzuconych przez USA wojskowemu dyktatorowi gen. Perwezowi Muszarrafowi do władzy w Islamabadzie doszła partia prezydenta Zardariego.
Amerykanie korzystali z lotniska w Szamsi, a także z innych pakistańskich baz, gdy jesienią 2001 r., w odwecie za terrorystyczne ataki na
Nowy Jork i Waszyngton, dokonywali inwazji na Afganistan. W 2006 r., obawiając się rebelii wrogiej Stanom Zjednoczonym ulicy, Islamabad ogłosił, że odtąd terytorium pakistańskiego państwa nie będzie udostępniane żadnym obcym wojskom.
Niechęć zwykłych Pakistańczyków do Ameryki rośnie z każdym rokiem wojny w sąsiednim Afganistanie i z każdym kolejnym nalotem na pakistańskie pogranicze. Burzę wywołała w zeszłym tygodniu przewodnicząca komisji ds. służb specjalnych amerykańskiego Senatu Dianne Feinstein, która w przypływie szczerości zasugerowała, że do nalotów na Pakistan amerykańskie samoloty startują z tajnych baz w tym kraju. CIA i Pentagon odmówiły wtedy komentarza na ten temat.
Na wczorajsze rewelacje "Timesa" gen. Athar Abbas, rzecznik pakistańskiego wojska coraz bardziej nieufnego wobec niezdarnego prezydenta Zardariego, przyznał, że Amerykanie korzystają z lotniska w Szamsi. - Ale tylko w celach logistycznych - zastrzegł generał.