"Ratujmy polskie szpitale" tak nazywa się rządowy program. Premier Donald Tusk i minister zdrowia
Ewa Kopacz zaprosili wczoraj kilkudziesięciu przedstawicieli gmin, powiatów, szpitali na jego ogłoszenie. Program znany jest też jako plan B.
Planem A było przekształcenie wszystkich szpitali w spółki ustawą. Plan nie wypalił, bo prezydent zgłosił weto. I stąd wariant B.
Nie ustawa, ale program rządowy. Samorządy, zachęcone pieniędzmi z budżetu na pokrycie części długów, mają dobrowolnie zacząć przekształcać szpitale w spółki. Rząd liczy na to, że dzięki dotacjom w ciągu trzech lat uda się doprowadzić do komercjalizacji 70 placówek. Dziś działa już 71 niepublicznych szpitali. Jednak diabeł tkwi w szczegółach rządowej pomocy, bo nie każdy samorząd będzie mógł z niej skorzystać.
- To nie dla nas - stwierdził Mieczysław Gabrylewicz, członek zarządu powiatu żyrardowskiego, po wysłuchaniu premiera Tuska i minister Kopacz. - Mamy jeden szpital z 20 mln zł długu. Musielibyśmy przejąć wszystkie długi i utworzyć spółkę, która poprowadzi niepubliczny zakład. Ale nie możemy, bo samorządy mogą się maksymalnie zadłużyć na 60 proc. swoich dochodów, a my już jesteśmy 38 mln zł pod kreską. Gdybyśmy przejęli zobowiązania szpitala, doszlibyśmy do 97 proc., a wtedy grozi nam zarząd komisaryczny.
Premier Tusk podkreślał wczoraj, że przekształcanie szpitali w spółki to najlepszy sposób na ich ratowanie. I ogłosił 60 dni konsultacji społecznych. - Teraz szpitale są źle zarządzane. Nie mają realnego gospodarza. Po ich przekształceniu to się zmieni.
- Jest przyzwolenie na te zmiany - wtórowała premierowi Kopacz. - Mam na to dowód - 57 wniosków, które już złożyły szpitale, które chcą się przekształcić.
Kopacz obiecywała, że to już ostatnia pomoc publiczna dla polskich szpitali. Dodała, że przez lata na ich restrukturyzację wydano już 20 mld zł. Niestety, lecznice nadal toną w długach. Tylko w ostatnim kwartale 2008 r. ich zadłużenie wzrosło o 300 mln zł.
Żeby skorzystać z planu B, samorząd musi: zlikwidować działający zadłużony ZOZ, stworzyć spółkę, która przejmie majątek szpitala, a jej 100-proc. właścicielem będzie samorząd. Spółka zacznie działać z czystym kontem, bo wszystkie długi przejmie samorząd. Żeby przeprowadzić komercjalizację, trzeba przygotować program restrukturyzacji i biznesplan. Muszą je zatwierdzić
NFZ i Bank Gospodarstwa Krajowego. Ich opinie dostanie wojewoda i przekaże Ministerstwu Rozwoju Regionalnego. Jednak samorząd dotację dostanie dopiero wtedy, gdy skończy przekształcenie. A ono może zająć od kilku do kilkunastu miesięcy.
Państwo nie spłaci wszystkich długów szpitala. Dotację mogą dostać za całość tzw. zobowiązań publicznoprawnych (np. zaległości wobec
ZUS i US) oraz kredyty zaciągnięte na restrukturyzację. Częściowo zostaną umorzone odsetki od długów cywilnoprawnych, czyli za rachunki za leki czy obiady - to zazwyczaj większa część zadłużenia. Resztę samorządy będą musiały spłacić same. W ramach pomocy rządu za każdą umorzoną w czasie negocjacji złotówkę drugą dostaną gratis (na zobowiązania cywilnoprawne). Ale - jak przyznał Jakub Szulc, sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia - wynegocjowanie umorzeń z wierzycielami nie będzie łatwe.
Na trzyletni program przewidziano 2,7 mld zł. Tyle samo było w planie A, ale wtedy miało wystarczyć na zmiany we wszystkich szpitalach, czyli ponad 600 jednostek. Komercjalizację planuje wiele samorządów. Podkreślają, że policzą, ile pieniędzy mogą dostać z rządu, i zobaczą, czy opłaca im się wejść do programu.
- Na pewno moglibyśmy liczyć na spłatę 15 proc. naszych długów, bo tyle mamy zobowiązań publicznoprawnych - mówi Jarosław Kochaniak, wiceprezydent Warszawy, który chce skomercjalizować dziesięć szpitali miejskich i kilkanaście przychodni. - Pod koniec 2007 r. nasze placówki miały 245 mln zł długu.
Samorządowcy pytali, co po przekształceniu stanie się z pomocą unijną: - Składamy wnioski o dofinansowanie jako SPZOZ-y. Czy po przekształceniu nie będziemy musieli oddawać tych pieniędzy?
Szulc uspokajał, że resort ma opinie, z których wynika, że po zmianach nie będą musieli oddawać unijnych pieniędzy. A co ze szpitalami, które nie mają długów, i tymi, które już się przekształciły? - Zostaliśmy ukarani za naszą przedsiębiorczość - nie krył żalu Krzysztof Tuczabski, prezes Zarządu Zamojskiego Szpitala Niepublicznego.
Opozycja krytykuje propozycję rządu. A prezydent
Lech Kaczyński zapowiada, że przedstawi własną inicjatywę ustawodawczą w sprawie służby zdrowia.
Zdaniem byłego wiceministra zdrowia, posła
PiS Bolesława Piechy program spowoduje, że będą podejmowane "wybiórcze decyzje", komu darować długi i udzielić pożyczki.
Posłowie lewicy mówią, że samorządy w obecnej sytuacji finansowej nie poradzą sobie z prowadzeniem szpitali-spółek.