http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pogrzeb w Silesii czy pogrzeb Silesii?

rozmawiała Małgorzata Goślińska
2009-02-19, ostatnia aktualizacja 2009-02-18 19:17

Dlaczego nie ma grajków ulicznych, a ochroniarze biorą pod lupę starsze osoby, źle ubrane, które nie pasują do ideału konsumenta? - badacz kultury konsumpcyjnej twierdzi, że centra handlowe przestaną być czysto komercyjne lub znikną

Ostatnia sobota. Monika i Przemek biorą pierwszy w Polsce ślub cywilny
w hipermarkecie. Ceremonii przyglądali się klienci
Fot. Bartłomiej Barczyk / AG
Ostatnia sobota. Monika i Przemek biorą pierwszy w Polsce ślub cywilny w...


W sobotę w Katowicach odbył się pierwszy w Polsce ślub w centrum handlowym. Jest pan zaskoczony?

Grzegorz Makowski*: Słyszałem i zaskoczony nie jestem. Zajmuję się centrami handlowymi naukowo i wiem, że różne dziwne rzeczy się tam dzieją. Taki ślub to może nowe wydarzenie w Polsce, ale na tle świata żadna rewelacja. W centrach handlowych odbywają się nie tylko śluby, ale działają przedszkola, żłobki, wesołe miasteczka, występują politycy. To tylko kolejny sposób kreowania wizerunku. Obok katowickiego Silesia City Center jest kaplica, teraz czekam więc na ślub kościelny.

Tamtejszy ksiądz nie miałby nic przeciwko, żeby przyjąć przysięgę małżeńską na środku centrum handlowego. Co się z nami porobiło, skąd to się wzięło?

- Postawię tezę, że jesteśmy narodem konsumpcyjnym. Pracujemy, żeby dogonić Zachód, który tak nam się zawsze podobał. Polak chwyta każdą okazję, żeby polepszyć standard życiowy i utrzymać go - stąd podróż poślubna i umeblowana sypialnia, które były dodatkiem do ślubu w Silesii. Przeszczepiamy wszystkie nowinki. Mamy sporo centrów handlowych, które są nowocześniejsze niż amerykańskie, jesteśmy najbardziej "ucentrowieni" w swoim regionie Europy. Polacy są stworzeni do kultury konsumpcyjnej.

Zawsze tacy byliśmy?

- Może powoli stawaliśmy się po "Big Brotherze", "Tańcu na lodzie", "Idolu" i wszystkich tych programach, w których można się sprzedać. Ludzie na to psioczą, ale oglądają. Psioczą na centra handlowe, ale do nich chodzą. Polacy są pracowici, ale paradoksalnie leniwi w czasie wolnym. Dlatego mamy tak mało organizacji pozarządowych, tak niską frekwencję na wyborach. Niewiele nam się chce. Najłatwiej iść do centrum handlowego.

To co teraz będzie po tym ślubie?

- Basen, sauna, termy, a może noc poślubna? Nie podejrzewam, że pogrzeby, chociaż zapowiadano, że w tej kaplicy w Silesii liturgia ma być odprawiana w pełnym zakresie. Ale myślę, że jak wcześniej był niesamowity boom na centra handlowe, tak teraz nastąpi kryzys. Jak w Stanach, gdzie jest już kategoria centrów duchów. Było za dużo powierzchni handlowych w stosunku do możliwości finansowych klientów. Niektóre, żeby nie upaść, przekształcają się w centra lokalnych społeczności. Taka zresztą była pierwotna idea shopping malls - żeby ludzie oprócz zakupów mogli zrobić coś dla dobra publicznego. Szkoda, że Polska nie korzysta z tej amerykańskiej lekcji.

Silesia ufundowała szkółkę narciarską dla biednych dzieci, była zbiórka pieniędzy, przymierzanie strojów, sprzętu...

- Nie chodzi o jednorazowe akcje, które mają czysto wizerunkowy charakter.

Organizacja pozarządowa z Krakowa chce urządzić w centrum handlowym świetlicę środowiskową dla dzieci z rodzin patologicznych.

- To ciekawa inicjatywa, ale uwierzę, że realna, jak ją zobaczę. Zwykle mall chce być miejscem rodzinnym dla ludzi dobrze ułożonych, a tu obok jakaś trudna młodzież, która być może przychodzi do centrum się prostytuować. Centra handlowe akceptują tylko działania jednoznacznie pozytywne dla wizerunku.

W Silesii można było promować adopcję zwierząt i protestować przeciwko transportowi koni na rzeź, ale jak ekolodzy urządzili happening pod sklepem z futrami, to zostali wyprowadzeni siłą. Na co centrum handlowe powinno ludziom pozwolić?

- Nie mówię, żeby na przykład zgadzało się na żebractwo. Ale dlaczego nie ma w centrach grajków ulicznych, a ochroniarze biorą pod lupę starsze osoby, źle ubrane, które nie pasują do ideału konsumenta? Dlaczego nie można rozdawać ulotek bez specjalnej zgody, robić zdjęć bez strachu przed narażeniem się ochronie? Niech zarządca centrum odda przestrzeń ludziom, wyznaczy ławeczki oddalone od gwaru sklepowego, żeby można było poczytać książkę. Niech wydzieli miejsce dla grafficiarzy, żeby mogli się wyżyć. Może zorganizować dyskusję o tym, co się dzieje w samorządzie czy o wolontariacie.

Ale jaki wolontariusz, grafficiarz czy grajek zrobi tam zakupy? Jak ludzie się zaczytają, to też nic nie kupią. Dlaczego to ma się opłacać centrum handlowemu? O ślubie trąbiły wszystkie media, a o szkółce narciarskiej dla biednych dzieci tylko "Gazeta".

- Być może niedługo będzie to jedyne wyjście. Myślę, że zarządcy zaczną się ku temu skłaniać. Bez zmiany nastawienia nie będzie w centrach ludzi ani handlu.

* Dr Grzegorz Makowski jest socjologiem w Instytucie Spraw Publicznych, autorem książki "Świątynia konsumpcji. Geneza i społeczne znaczenie centrum handlowego", wykłada kulturę konsumpcyjną w warszawskiej uczelni Collegium Civitas

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Co się stało z Madzią?

Matka półrocznej Madzi z Sosnowca wyznała, że córeczka wyślizgnęła się jej w domu z kocyka i uderzyła główką w wysoki próg