- Gdy zobaczymy zmianę w postawie Iranu i jego dążeniach do posiadania broni atomowej, wtedy przemyślimy nasz punkt widzenia - zapowiedziała przedwczoraj w nocy nowa amerykańska sekretarz stanu po spotkaniu z min. Schwarzenbergiem.
Tę lakoniczną zapowiedź odczytano jako sygnał nie tylko w kierunku Teheranu, ale i Moskwy. Mówiąc o możliwej rezygnacji z budowy tarczy, Amerykanie mają w ten sposób zachęcić Rosjan, by ci mocniej naciskali na Iran. Bo jeśli uda się poskromić atomowe ambicje ajatollahów, tarcza wraz z jeje elementami planowanymi w Polsce (wyrzutnie antyrakiet) i Czechach (radar) przestanie być potrzebna.
Sam Schwarzenberg w taką możliwość powątpiewa, o czym mówi w wywiadzie dla niemieckiego dziennika "Handelsblatt". - Możliwe są opóźnienia, gdyby w
USA wystąpiły problemy budżetowe, ale projekt nie zostanie skreślony. Leży on w amerykańskim i w europejskim interesie. Problem programów rakietowych w Iranie i Korei Północnej ciągle istnieje i czeka na rozwiązanie - mówi Schwarzenberg. Dodaje, że system obrony antyrakietowej rozwijano w USA od dziesięcioleci, także za rządów Billa Clintona, a państwa dbają o swoje interesy bez względu na to, kto nimi rządzi.
Zdaniem Schwarzenberga zastrzeżenia Rosji do projektu biorą się stąd, że Moskwa ciągle rości sobie prawa do wpływania na decyzje krajów byłego Układu Warszawskiego. - Jesteśmy za przyjacielskim dialogiem z Moskwą, ale odrzucamy imperialne żądania - mówi czeski minister.
Jedyna dotychczasowa rosyjska reakcja na słowa Clinton to wypowiedź prezydenta Dmitrija Miedwiediewa. Po spotkaniu z Dmitrijem Rogozinem, rosyjskim ambasadorem przy NATO, gospodarz Kremla oświadczył, że Rosja jest zainteresowana ścisłymi i partnerskimi stosunkami z krajami NATO.