http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dzieci na bruku

Perec Opoczyński
2009-02-10, ostatnia aktualizacja 2009-02-09 13:28

Warszawa, listopad 1941. W upale i kurzu, w deszczu i zimnie, w śniegu i na wietrze stoją dzieci, proszą, proszą

ZOBACZ TAKŻE
Dla zwłok na ulicach można by znaleźć wymówkę: zamieszki, zarazę, pożogę albo inną plagę. Ale dzieci na bruku są jak czarna plama, której nie można wywabić. Gdyby przybył do nas ktoś z zagranicy i zobaczył, jak żyjemy, byłby bez wątpienia wstrząśnięty. Oniemiałby jednak z przerażenia, gdyby się naoglądał straszliwych obrazów opuszczonych dzieci na ulicach.

Dzieci na bruku to zdumiewająca tragedia, która nie tylko rozdziera serca. Jest czymś, co atakuje mózg. Człowiek zamyka oczy z przerażenia, nie może tego znieść, to dociera do najgłębszych warstw jego jestestwa, do jego istoty, do jego krwi, to przeżera do szpiku kości.

Zawstydzenie ogarnia, kiedy widzi się dzieci umierające z głodu na rogach ulic. Tylko kataklizm taki jak wojna - największa ze wszystkich ludzkich tragedii, najwstrętniejsza z ludzkich hańb - może przynieść takie poniżenie i taki upadek ludzkiego obyczaju.

Zaczęło się już we wrześniu 1939 roku. Bomby niemieckich samolotów, które, nie bez przyczyny, padały na gęsto zaludnione żydowskie uliczki, nie mające z wojskowego punktu widzenia żadnej strategicznej wartości, zamordowały tysiące żydowskich rodziców [ ] tylko dzieci - zdezorientowane, przestraszone, potratowane, wrzucone do zatęchłych piwnic- schronów. Ich oczka były szeroko rozwarte. Dzieci patrzyły i nie rozumiały, gorączkowo szukały matek, jak spragnione pisklęta wyciągały szyjki po kropelkę wody, po kęs jedzenia

Serdeczni Żydzi, miejcie litość

Potem wojna się skończyła, piwnice zostały otwarte i wypuszczono dzieci na "wolność", na łaskę losu. Zaczęło się nocowanie na podwórzach, na schodach domów, na ulicach - i zaczął się głodowy marsz żydowskiego dziecka wojny.

Dokądkolwiek się pójdzie i gdziekolwiek się stanie, widzi się je - głodne, porzucone dzieci, żebrzące z wyciągniętymi raczkami: "Serdeczni Żydzi, miejcie litość nade mną, jestem głodny!".

Kiedy się przechodzi obok i słyszy ten rozważny język dzieci, ten ton stateczny, starczą mowę, kiedy się widzi ich miny i ruchy, nie wiadomo, co robić najpierw: zdumiewać się siłą nędzy czyniącej z dzieci starców czy też zastanawiać się nad mądrością dzieci, które same jeszcze nie są jej świadome; a może medytować nad ich zdolnością przystosowania się i odwagą w strasznej walce o kawałek chleba?

- O-o-k-r-u-szek ch-ch-l-e-ba! O-o-d-r-o-b-i-n-kę ch-ch-l-e-ba! - skóreczkę!

W upale i kurzu, w deszczu i zimnie, w śniegu i na wietrze stoją dzieci, proszą, proszą.

Skąd bierze się w serduszkach tak małych, sześcio-, ośmioletnich dzieci taka rzadka siła? Skąd ona w serduszkach Żydziąt wrzuconych w ten obcy, tak bardzo obcy, dalece niedziecięcy świat? W świat surowy, w którym nie ma uśmiechu, zabawy, psoty. Jest tylko powaga ponura jak burzowe chmury, zasnuwająca ich twarzyczki, by już nigdy nie pojawił się na nich żaden dziecięcy ich rys.

W te mokre zimowe dni listopada stoją w deszczu, śniegu i gradzie, kurczą się i trzęsą z zimna; ich piosenki, pergaminowa skóra ich twarzyczek - straszą śmiercią, ale Żydzi przechodzą obok, udając, że nie widzą. Co robić, w domu mają własne dzieci, które głodują! Niech się martwi wspólnota, gmina, instytucje społeczne!

Można ich było obuć i ubrać

Żydowska wspólnota - chory, cierpiący na moralny uwiąd i głuchy gminny kolektyw. Wraz z wojną społeczne zaangażowanie gminy zatrzymało się na progu własnego lokalu. Polegało na zapewnieniu dobrobytu sobie samemu.

Kto należy do gminy? Indywidua, sprytne indywidua, które dobrze wiedzą, że nie jest dobrze głodować, ale tę wiedzę odnoszą przede wszystkim do siebie, do własnych rodzin. Własna rodzina, troska o nią - jest równoznaczna z troską o całą społeczność

To jest tragedia polskich Żydów, których wojna zastała tak niegotowych, niezorganizowanych, niedojrzałych do roli przygotowanej przez czas. Żydzi - wielka żydowska wspólnota podzielona na wiele tysięcy maleńkich. Każdy Żyd sam sobie wspólnotą i koniec! Nawet kroku dalej!

Czyż polscy Żydzi, organizując się, nie mogliby niczego osiągnąć? Czegóż to nie można było zrobić w pierwszych miesiącach okupacji?

Można było zapewnić wyżywienie na długie miesiące, jeśli nie na lata, dziesiątkom tysięcy Żydów; można było obuć i ubrać dziesiątki tysięcy pogorzelców, nagich, bosych, ale nie zrobiono tego. Ciągle miano nadzieję, to znaczy: każdy, kto coś posiadał, oczekiwał w cichości serca, że może uda mu się utrzymać, ukryć zgromadzone dobra, zapasy jedzenia, ubrania, bieliznę - tak długo, aż przyszedł Niemiec, pokierowany przez własnych czy cudzych donosicieli, i zabrał wszyściutko, produkty do ostatniego łuta. Załadował na ciężarówki i wywiózł do wygłodzonego Reichu.

Ilu dziesiątkom tysięcy sierot i porzuconych dzieci można było tym zrabowanym żydowskim dobrem zabezpieczyć byt choć na krótki czas wojny! Gdzie była żydowska mądrość, słynna żydowska dalekowzroczność, która nawet po lekcji w Niemczech, w Austrii, w Czechach ciągle jeszcze nie zrozumiała, co nas czeka w hitlerowskim reżimie okupacyjnym? I tak oto sami dopuściliśmy do tego, aby wszystko poszło na marne, abyśmy zostali obrabowani, do szczętu ogołoceni, tak jak wymieciony jest z zakwasu żydowski dom na Pesach.

Tysiące żydowskich dzieci wałęsa się po ulicach bez domu, bez łyżki strawy, bez koszuli i buta, tysiące żydowskich dzieci - cały legion

Źródło: Duży Format
  • 19 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Whitney Houston nie żyje

Mariah Carey, Alicia Keys, Rihanna, Justin Bieber - największe gwiazdy muzyki mówią dziś i piszą, że Whitney Houston była dla nich wzorem i inspiracją