Po Wołkowysku, 50-tysięcznym mieście niedaleko od granicy z Polską wczoraj krążyły wczoraj
samochody z mińskimi rejestracjami, a siedzący w środku funkcjonariusze mieli karabiny maszynowe. Doszło do co najmniej sześciu rewizji z udziałem funkcjonariusze MSW ze specgrupy Ałmaz. Zatrzymano Mikałaja Autuchowicza, Jurija Lawonoua oraz Uładzimira Asipenkę.
- Spaliśmy, kiedy o siódmej nad ranem specnaz wtargnął do
mieszkania. Byłam w szoku, mąż też. Oznajmili, że szukają broń. Nic nie znaleźli, ale męża zabrano, boję się, że znowu sfabrykują mu sprawę karną - mówi "Gazecie" Jaugenija Lawonaua, żona jednego z aresztowanych.
MSW przeprowadziło rewizję też w pomieszczeniu prywatnej firmy Nika-Taxi 22222, gdzie wszyscy trzej pracują.
- Specnaz wtargnął do naszego pomieszczenia. Poruszyłam się i od razu wykręcono mi ręce. Wszyscy byli uzbrojeni i brutalni - relacjonuje Ludmiła Barienska, dyrektorka Nika-Taxi 22222. Funkcjonariusze skonfiskowali komputer, przeprowadzono też rewizje u dwóch znajomych Autuchowicza.
Dyżurowy oficer wołkowyskiego oddziału MSW o nazwisku Glebau był bardzo lakoniczny.
- Żadnych komentarzy nie będzie. Zresztą my, to znaczy wołkowyska milicja, rewizji nie przeprowadzaliśmy - dodał i rzucił słuchawkę.
Nieoficjalnie wiadomo, że byli więźniowie polityczni są podejrzani o podpalenie jeszcze w 2005 r. nieskończonego domu ówczesnego szefa miejscowej milicji Siarhieja Kacuby. Miała to być ich zemsta za prześladowania.
- Jestem pewien, że nie mają nic wspólnego z podpaleniem. Przecież nie byli głupcami. W tym czasie już była montowana ich pierwsza sprawa karna. Byli obserwowani - mówi nam Mikałaj Kawalczuk, opozycjonista z Wołkowyska
Pomoc dla aresztowanych zapowiedział lider opozycyjnego ruchu O Wolność Aleksander Milinkiewicz. - Na razie trudno mi powiedzieć, co to jest - koniec odwilży czy jakiś lokalny wyskok. W każdym razie będziemy pomagać - powiedział "Gazecie".
Mikałaj Autuchowicz i Jurij Leonau to prywatni przedsiębiorcy. Popadli w konflikt z władzami, które wymuszały na nich łapówki. Kiedy zaczęli się skarżyć na urzędników, zostali fałszywie oskarżeni o malwersacje finansowe i w 2006 roku dostali po trzy i pół roku więzienia. Zostali uznani za więźniów politycznych i ich zwolnienia domagał się od reżimu Łukaszenki Zachód. Na początku 2008 r. w ramach odwilży wyszli z więzienia.