http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kultura karaoke

Dubravka Ugresic
2009-02-08, ostatnia aktualizacja 2009-02-06 15:51

Andy Warhol, wynalazca karaoke w sztuce, umarł w samą porę, bo dzisiaj musiałby z przerażeniem patrzeć, jak anonimowa puszka zupy Campbell zmierza w jego stronę, by go pożreć

Dubravka Ugresic - ur. w 1949 r., pisarka. Mieszka w Holandii.
WPolsce ukazały się m.in. jej powieści:
fot. Roman Jocher / AG
Dubravka Ugresic - ur. w 1949 r., pisarka. Mieszka w Holandii. WPolsce ukazały...
ZOBACZ TAKŻE
Karaoke (z japońskiego, dosłownie: pusta orkiestra) to forma zabawy dla milionów ludzi, którzy chcieliby być Madonną albo Sinatrą. Piosenkarz amator, wannabe Madonna czy też Sinatra, wskakuje na miejsce oryginalnego piosenkarza, którego głos zostaje usunięty albo całkowicie wyciszony, i śpiewa zamiast niego. Piosenkarz amator nie musi nawet znać słów piosenki, bo może je odczytywać z ekranu. Urządzenie do karaoke wymyślił na początku lat 70. japoński muzyk Daisuke Inoue. Inoue nigdy nie opatentował swojego wynalazku, pozwalając tym samym, by to inni zgarniali pieniądze, które z jego wynalazku płyną nieprzerwanie. Inoue otrzymał ponoć alternatywną Pokojową Nagrodę Nobla przyznawaną przez amerykańskie czasopismo humorystyczne „Annals of Improbable Research”, albowiem „wymyślił zupełnie nowy sposób na to, by ludzie nauczyli tolerować się nawzajem” (providing an entirely new way for people to learn to tolerate each other ).

Krytycy kultury to ludzie, którzy w modzie na tatuaże na przykład widzą coś więcej niż tylko modę. Sama też należę do tego gatunku: skłonna jestem widzieć w karaoke coś więcej niż pozbawione talentu wydzieranie się jakiegoś anonima próbującego nadążyć za podkładem z piosenki "I Will Survive", dajmy na to. Karaoke podtrzymuje demokratyczną ideę, że każdy może, jeśli tylko chce, ale też to, że każdy chce, jeśli może. Sam wynalazca Daisuke Inoue jest człowiekiem skromnym, który swój udział widzi w tym, że udało mu się Japończyków - ludzi powściągliwych w wyrażaniu swoich uczuć - zmienić na lepsze. Teraz, kiedy się dorwali do mikrofonu, Japończyków nic już nie może zatrzymać.

Karaoke to w istocie swej ideowy derywat starych jarmarcznych makiet służących do robienia fotografii. Tam, gdzie w makiecie jest otwór, anonimowy człowiek wsuwa swoją głowę i za tanie pieniądze kupuje radość, którą daje zdjęcie w towarzystwie znanej osoby, w kostiumie jakiejś postaci historycznej lub też w znanej scenerii. Ja także z jednej wizyty w Universal Studios w Los Angeles mam zdjęcie, na którym Clark Gable trzyma w swoich ramionach moje kruche ciało. Co prawda ciało należy do Vivien Leigh, jednak głowa jest bez wątpienia moja. Fotografia ujęcia z filmu "Przeminęło z wiatrem" zrobiona została przed mniej więcej trzydziestu laty, a słodkie wspomnienie kosztowało mnie jednego amerykańskiego dolara.

Na czym polega atrakcyjność karaoke, zabawy, która podbiła Japonię (i wciąż jeszcze dobrze się tam trzyma, jak mówią) i która w pewnym momencie rozpowszechniła się na świecie? Przypuszczam, że atrakcyjna jest przede wszystkim prostota i głupota tej zabawy, a także dwuznaczność sytuacji, w jakiej znajdują się uczestnicy: śpiewając czyjąś piosenkę, amator wyraża szacunek dla oryginału (Sinatry albo Madonny), a jednocześnie obala ów muzyczny autorytet, ponieważ swoim amatorskim wykonaniem sprawia, iż staje się on śmieszny. Kradzież gwiazdorskiej aury bądź też, inaczej mówiąc, obalanie hierarchii nie wychodzi poza sferę niewinnej zabawy. Wykonawca jest a n o n i m o w y.

Oczywiście można sobie wyobrazić inne formy zabawy karaoke. Ktoś, kto jest bardzo bogaty, mógłby wpaść na pomysł i wynająć, dajmy na to, zespół baletowy Bolszoj, zamówić wykonanie „Jeziora łabędziego” i włączyć w główne partie taneczne swoją żonę, kochankę albo samego siebie. Wariantów jest wiele. Kluczowa jednak w tym wszystkim pozostaje anonimowość. Dlaczego? Dlatego, że nasz gest - gdybyśmy się podpisali swoim pełnym imieniem i nazwiskiem - miałby zupełnie inną funkcję. Nasze zawodzenie w rytm, dajmy na to, piosenki „Mamma Mia” nie byłoby w takim przypadku rozumiane jako pokorne imitowanie pierwowzoru, tylko jako subwersja, homage, parodia i temu podobne. Autorski gest, w odróżnieniu od anonimowego, niesie inne przesłanie, takie, jakie wysłał w świat Marcel Duchamp, dorysowawszy Monie Lisie wąsy i brodę, czy też Andy Warhol, sztancując plakatowe portrety znanych osób. Wiele nowoczesnych dzieł - skupionych na cytatach albo zmianie intencjonalnej funkcji jakiegoś tradycyjnego projektu artystycznego - mogłoby się nazywać sztuką karaoke, gdyby nie wyraźny podpis autora. Albowiem karaoke to zabawa ludzi a n o n i m o w y c h, tych, którzy nie zostawiają swojego podpisu.

Niezupełnie. Są też przykłady przeciwne, kiedy to sławni bawią się w karaoke. Film "Romanse i papierosy" (2005) jest czymś w rodzaju filmu karaoke, musicalu, w którym świetni aktorzy, tacy jak James Gandolfini, Susan Sarandon, Kate Winslet i Steve Buscemi, w sposób niezbyt, niestety, utalentowany zabawiają się, czerpiąc energię z mocnego głosu Toma Jonesa i jego przebojów. "Mamma Mia!" (2008) to filmowy musical i globalny hit, w którym równie świetni aktorzy (Julie Walters, Meryl Streep, Colin Firth i inni) zabawiają się, śpiewając przeboje Abby, niegdyś słynnej szwedzkiej popgrupy. Oba filmy, dokładnie tak jak to jest w zabawie karaoke, trzymają się kupy wyłącznie dzięki znajomości autentycznych przebojów, z którą przychodzą widzowie (Abby, Toma Jonesa i innych), dzięki energii kryjącej się w evergreenach, a nie nowej (i fatalnej) imitacji.

Kiedy niewinna zabawa anonimów staje się kulturą? Czy można dwa przywołane filmy uznać za przykłady kultury karaoke, czy tylko i po prostu kultury ludzi sławnych (celebrity culture), w której gwiazdom nie dość, że wszystko wolno - począwszy od robienia kiepskich min w musicalach po pisanie kiepskich książek - ale wręcz się je do tego zmusza, licząc na efekt komercyjny? Nie zapominajmy, karaoke to zabawa ludzi a n o n i m o w y c h, którzy skryci za maską tejże anonimowości realizują swoje skryte pragnienia wewnątrz zadanych kodów (technologicznych, gatunkowych i innych). Ludzie karaoke są wszystkim, tylko nie rewolucjonistami, kreatorami nowego ani też ludźmi, którzy zmienią świat. A jednak, wydaje się, że go zmieniają.

W artykule „Second Life Affair Leads to Real Life Divorce ” („Guardian” z 13 listopada 2008) opisano przypadek angielskiej pary małżeńskiej - Amy Taylor i Davida Pollarda - którzy spotkali się w internetowej gawędziarni (chatroom), zakochali w sobie i pobrali. W tak zwanym Drugim Życiu (Second Life), internetowej grze komputerowej, oboje mieli swoje awatary, które były kochankami. I oto kiedyś Amy Taylor przyłapała swojego męża w chwili, gdy obserwował swojego awatara uprawiającego miłość z prostytutką. Rozgoryczona Amy skończyła związek w wirtualnym życiu, ale ona i Dawid (w życiu realnym) pozostali małżonkami. Po jakimś czasie Taylor postanowiła sprawdzić wierność Davida, przybrała więc w Second Life postać pani detektyw i odkryła, że Skye, będący jej awatarem, i Barmy, awatar jej męża Davida, mimo wszystko szczęśliwie się pobrali, jak też to, że Barmy nadal oszukuje Skye. Amy Taylor złożyła pozew o rozwód w swoim realnym życiu. David oświadczył, że miał tylko jeden związek online, jednak nie było w nim nawet cyberseksu, zatem nie zrobił nic, za co miałby się poczuwać do winy.

Fundamentem kultury karaoke jest egzorcyzmowanie anonimowego ego za pomocą gry symulacyjnej. Tak jakby ludzi bardziej interesowała ucieczka od samych siebie niż poznawanie własnego autentycznego j a. JA stało się nudne. Możliwość transformacji w coś lub kogoś innego jest ciekawsza od grzebania się we własnym wnętrzu. Kultura narcyzmu zmutowała się w kulturę karaoke.

Rynek służący egzorcyzmowaniu naszego ego - niezależnie czy od niego uciekamy, czy je potwierdzamy - ma charakter otwarty. Każdy jest mile widziany i wszystkie warianty są do przyjęcia. Ego, które całe wieki wegetowało w podziemiu, wylało się na powierzchnię i teraz nic już nie może go zatrzymać. Metaforycznie mówiąc, Andy Warhol, wynalazca karaoke w sztuce, umarł w samą porę, bo dzisiaj musiałby z przerażeniem patrzeć, jak anonimowa puszka zupy Campbell zmierza w jego stronę, by go pożreć. A dobry człowiek Daisuke Inoue zajmuje się sprzedażą ekoprzyjaznych (i egoprzyjaznych!) detergentów oraz środków na karaluchy, które zakradają się do zestawów karaoke i zjadają przewody. Bo też, jeśli się dobrze zastanowić, wszystko trzyma się na przewodach. Bez zdrowych przewodów nie ma zdrowej kultury.

Tłumaczyła Dorota Jovanka Ćirlić



Dubravka Ugresic ur. 1949, powieściopisarka, autorka esejów, sztuk teatralnych, scenariuszy filmowych i książek dla dzieci. Mieszka w Holandii. W Polsce ukazały się m.in. jej powieści „Forsowanie powieści rzeki”, „Stefcia Ćwiek w szponach życia”, „Ministerstwo Bólu”, eseje „Kultura kłamstwa, „Czytanie wzbronione” i „Nikogo nie ma w domu”.

www.dubravkaugresic.com

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Co się stało z Madzią?

Matka półrocznej Madzi z Sosnowca wyznała, że córeczka wyślizgnęła się jej w domu z kocyka i uderzyła główką w wysoki próg