Kiedy
Jan Paweł II aż pomarszczony od uśmiechu wypowiadał w Sejmie słowa "ale nam się wydarzyło", mógł mieć na myśli także Okrągły Stół. Bo cudem były negocjacje partii z opozycją demokratyczną i nielegalnym związkiem zawodowym. Taka rzecz nie miała prawa się zdarzyć w komunizmie. W Polsce zawsze w modzie był raczej heroizm niż kompromis.
Jako wierny giermek Okrągłego Stołu - giermek, nie rycerz, skoro byłem asystentem Bronisława Lwie Serce Geremka - jestem przekonany, że bez Stołu komunizm skończyłby się w Polsce i nie tylko w Polsce później i gorzej. W żaden inny sposób nie dokonalibyśmy takiej transformacji; paradoksalnie oznacza to, że tylko z udziałem oswojonych komunistów możliwa była szybka dekomunizacja.
Bez Stołu wzięlibyśmy się pewnie za inną dekomunizację, co mogłoby nas zwekslować z drogi hiszpańskiej na rumuńską.
Ale słowa
Jana Pawła II mają też drugi sens - dziecięcego zdumienia, jak to było możliwe? Jest w tym niebywała skromność wielkiego aktora historii.
On się dziwił, ale wielu rycerzy dziś dowodzi, że to oni popchnęli historię.
Stanisław Ciosek tworzy liryczną wersję aktywistów partyjnych ogarniętych duchem porozumienia i życzliwością dla strony solidarnościowo-opozycyjnej. Dowodem ma być to, że w dokumentach komunistów końca lat 80. "nie znajdziecie państwo słowa wróg". Uff, co za ulga!
Janusz Reykowski, wybitny psycholog i szef ich zespołu politycznego przy Okrągłym Stole, tworzy legendę wzorowych negocjacji. Obie strony zrozumiały, że niezależnie od różnic i uprzedzeń mają wspólny interes - reformę i demokratyzację. I wtedy konflikt przestał być destrukcyjny, stał się konstruktywny. Co ma być wzorem dla dzisiejszej Polski, gdzie się wszyscy kłócą ze wszystkimi.
Okrągły Stół zainicjował zmiany ustrojowe, ale nie należy utożsamiać efektów z intencjami. Celem naszych rycerzy było na razie odzyskanie legalnej "Solidarności". Celem komunistów były reformy gospodarcze (na ile się da, rynkowe) i uzyskanie nowej legitymizacji swej władzy dzięki jakiejś umowie z "S". Ale negocjacje miały swoją dynamikę, a postołowa rzeczywistość jeszcze przyspieszyła i nikt już nad tym nie mógł zapanować. Jak mówi Michnik, to się nie mieściło w pale, niczyjej pale.
Legenda jest inna. Przypisuje obu stronom kontrolę i siłę. A przecież "Solidarność" była słaba, bez większego wpływu na wydarzenia, dopiero Okrągły Stół dał dynamikę ludziom Lecha Wałęsy. Także władza miała, na szczęście, świadomość, że nie ma dość siły, by znowu użyć siły.
Legenda bywa potrzebna, ale prawdziwa opowieść o Stole jest bardziej fascynująca, zwłaszcza gdy pytamy, co się rycerzom nie udało.
Oczywiście wszystko to dotyczy głównie ich, bo to oni przy Stole stracili władzę. Sądzili, że ja umocnią, ale już wtedy ją de facto przegrali.
Nie chciałbym dezawuować starań samego Reykowskiego. Jako giermek Geremka pracowałem przez całe lata 80. u niego w PAN. Wiedząc o mym zaangażowaniu w podziemną "S", próbował już od pierwszych tygodni stanu wojennego organizować spotkania z ukrywającymi się działaczami i przekazywać wiadomości do Bujaka, że porozumienie będzie kiedyś możliwe.
To nieprawda, że Okrągły Stół zastał Polskę komunistyczną i zostawił demokratyczną, bo tak postanowili rycerze.
Tak nam się przydarzyło. Zasługą ich rycerzy było, że nie wyciągnęli, jak mieli w zwyczaju, pistoletu. Zasługą naszych, że dostrzegli, jak blisko jest do spełnienia marzeń.