Złoty i giełda ostro w dół, "mamy efekt kuli śnieżnej" Właśnie słabość naszej waluty spędza sen z powiek setkom tysięcy osób, które zaciągnęły kredyty we frankach szwajcarskich. We wtorek frank dobił do poziomu 3,10 zł. Za euro płacono zaś momentami aż 4,61 zł. Wygląda jednak na to, że to nie koniec złych wieści z rynku walut. W środę
złoty nadal słabł. Po godz. 9.00 euro kosztowało już 4,69 zł, zaś frank - 3,15 zł - najwięcej w historii! Powód, to odpływ kapitału z rynków wschodzących, w tym z Polski. - Losy złotego są zdecydowanie w rękach zagranicznych inwestorów - stwierdził dealer walutowy w jednym z warszawskich banków.
Zdaniem analityków, dalsze osłabienie złotego jest możliwe. "Przestrzeń do osłabienia złotego jest otwarta i wobec kolejnego poziomu 4,70, który odpowiada psychologicznemu poziomowi oporu, celem ostatecznym jest historyczny poziom 4,90" - napisali w raporcie analitycy Banku Pekao SA. Dodajmy, że do tego poziomu - 4,9330 zł za euro z lutego 2004 r. - złotemu brakuje już tylko 5,4 proc.
Dobre wieści nadeszły z azjatyckich i europejskich giełd. Dla inwestorów w Warszawie, którzy przeżyli we wtorek krwawy dzień (WIG20 spadł o blisko 5 proc.), środa może być kojąca. Tokijski indeks Nikkei zyskał na środowym zamknięciu 2,73 proc. To efekt związany z nadzieją, że gospodarka Chin wkrótce wyjdzie na prostą. Z kolei europejskie giełdy zaczęły dzień na plusie w reakcji na wzrost indeksów na Wall Street.