http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Vaclav Havel: Całym sercem jestem z wami

Rozmawiał Andrzej S. Jagodziński
2009-02-03, ostatnia aktualizacja 2009-02-03 13:14

Andrzej S. Jagodziński: - Witam Cię na wolności. Przez te cztery miesiące, które spędziłeś w więziennej celi, sporo się w Czechosłowacji zmieniło.

Vaclav Havel: - Tak, rzeczywiście, nastąpiła wyraźniejsza zmiana sytuacji politycznej niż w czasie ubiegłych kilku lat. Po raz pierwszy od dwudziestu lat tysiące reprezentantów świata nauki i kultury solidarnie wystąpiło w obronie więźniów politycznych. Równie masowy jest protest przeciw represjom po styczniowych demonstracjach.

Nie tylko ludzie kultury, lecz całe społeczeństwo ostatnio znacznie się zaktywizowało. Mamy także jednak do czynienia z mobilizacją agresywnych sił politycznego półświatka. Nigdy dotąd tak głośno nie dała o sobie znać tzw. milicja robotnicza.

Polityka władz jest chaotyczna, niezdecydowana i nerwowa; widać wyraźnie, że zaskoczył je rozwój sytuacji w kraju.

- A ostatnie zmiany w Polsce i na Węgrzech? Jaki mają wpływ na sytuację w Czechosłowacji i samopoczucie opozycji?

- Zmiany w kierunku demokracji i samostanowienia są w tych krajach wprost zawrotne, aż trudno nam w nie czasami uwierzyć. Obserwujemy je z nadzieją i traktujemy jako impuls do własnych działań. Izolowane próby demokratyzowania poszczególnych krajów bloku radzieckiego zawsze dotąd kończyły się niepowodzeniem. Teraz, gdy proces ten ogarnął wszystkie kraje bloku, jest szansa, by spowodował trwałe, nieodwracalne przemiany. Również w Czechosłowacji, choć wiem, że czeka nas długa i trudna droga.

Nasza opozycja (my używamy raczej terminu "niezależne inicjatywy") działa teraz w zupełnie nowej sytuacji. Wcześniej ludzie o nas wiedzieli, ale bali się dać publiczny wyraz swoim sympatiom Teraz wyszliśmy z zamkniętego getta i społeczeństwo zaczęło traktować różne niezależne inicjatywy jako wyraz własnych dążeń i aspiracji. Z jednej strony daje to nam ogromną satysfakcję, z drugiej jednak nakłada szczególną odpowiedzialność. Zawsze bowiem kiedy w grę wchodzi los innych ludzi, należy być szczególnie ostrożnym. Trzeba się będzie zastanowić nad nową strategią działania.

- Czy mógłbyś wymienić jakieś przykłady działalności niezależnych ugrupowań w Czechosłowacji?

- Istnieje ok. dwudziestu "niezależnych inicjatyw". Część z nich - w odróżnieniu od Karty 77 - stara się formułować konkretne koncepcje i programy polityczne. Działa np. Ruch na Rzecz Swobód Obywatelskich (HOS), którego program sformułowany w manifeście "Demokracja dla każdego" można właściwie porównać z programem "Solidarności". Klub Socjalistycznej Przebudowy "Odrodzenie" skupia byłych komunistów, bądź komunistów-reformatorów. Działa też kilka mniejszych grup o różnym profilu politycznym, ale na razie wszystkich nas wciąż więcej łączy niż dzieli.

- Niezależna kultura w Czechosłowacji prześladowana jest w sposób, jaki nam w Polsce trudno sobie wyobrazić. Czy ostatnio coś się zmienia?

- Wielu zakazanych pisarzy stopniowo wraca do oficjalnego życia literackiego. W muzyce rockowej i w filmie panuje nieco lepsza atmosfera. Widoczne są też zmiany w dziedzinie plastyki - liczni artyści, którzy dotąd nie mogli wystawiać, teraz prezentują swe prace w największych praskich galeriach. Na razie "liberalizacja" dotyczy głównie twórców, którzy nie angażowali się politycznie i np. nie byli sygnatariuszami "Karty 77", lecz i tu jest trochę wyjątków. Ostatnio takim sensacyjnym wydarzeniem był powrót na scenę sztuk mojego przyjaciela, sygnatariusza "Karty 77" Josefa Topola.

- Ale Ty i większość Twoich przyjaciół nadal pozostajecie "na indeksie"?

- Tak, dlatego mówię, że zmiany te są relatywne i odnoszą się do sytuacji sprzed pięciu czy dziesięciu lat. W sumie bowiem "polityka kulturalna" (to taki eufemizm ustalający podział na tych, którym wolno i nie wolno) w sposób zasadniczy się nie zmieniła, a to, o czym mówiłem, jest rezultatem oddolnych nacisków.

- Zapewne wiesz o sukcesach Twoich sztuk w Polsce. Dłużny nam jesteś wizytę w Warszawie na zaproszenie zmarłego dyrektora Teatru Powszechnego, Zygmunta Hubnera...

- O premierze moich jednoaktówek w Teatrze Powszechnym dowiedziałem się jeszcze w więzieniu i sprawiło mi to ogromną radość. Teraz od ciebie usłyszałem, że spektakl odniósł sukces i że przygotowywane są następne przedstawienia. Cieszy mnie to znacznie bardziej niż wiadomość, że wystawiają mnie w Islandii czy Australii. Ostatnio moje sztuki grają również na Węgrzech i dzięki temu mam takie szczególne uczucie, jakbym powoli zbliżał się do swojego kraju, okrążał go z różnych stron, więc może dożyję chwili, że któraś ze sztuk zostanie wystawiona w moim własnym kraju.

- Serdecznie Ci tego wszyscy życzymy. Czy chcesz jeszcze coś powiedzieć czytelnikom "Gazety Wyborczej"?

- Chcę powiedzieć, że jest to mój pierwszy od dwudziestu lat wywiad dla legalnie wychodzącego pisma w krajach całego bloku radzieckiego i bardzo się cieszę, że pismem tym jest właśnie wasza gazeta. Chciałbym też przy okazji podziękować wszystkim polskim przyjaciołom za zainteresowanie sytuacją w Czechosłowacji i przesłane mi wyrazy solidarności. Wreszcie, na koniec, pragnę przekazać Adamowi Michnikowi i innym przyjaciołom, a także całej opozycji solidarnościowej, gorące życzenia sukcesów w nadchodzących wyborach. Całym sercem jestem z wami!



- Dziękuję Ci za rozmowę. Warszawa-Praga, 24 maja 1989

Wywiad ukazał się w Gazecie Wyborczej 26 maja 1989 r.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':