Obradujący w weekend w krakowskiej Nowej Hucie kongres
PiS uchwalił nowy, w znacznym stopniu koncentrujący się na gospodarce program partii. Szef PiS
Jarosław Kaczyński zaprezentował zaś nowy wizerunek - przepraszał i wzywał do pokoju w polityce.
- Ten kongres nie wytworzył żadnego istotnego politycznego przesłania - ocenił w poniedziałek w
radiu TOK FM
Ludwik Dorn. Jego zdaniem można było się zgadzać, bądź nie, kiedy przesłaniem PiS była walka z układem, albo starcie Polski liberalnej z Polską solidarną, ale takie wartości jak nowoczesność, modernizacja, "pokój, a nie wojna" nie mają przeciwników.
- W związku z tym trochę to, co mówił pan Jarosław Kaczyński w końcowym przemówieniu, przypominało mi paradoksalnie wystąpienia w pierwszej kampanii prezydenckiej Aleksandra Kwaśniewskiego. Gdzie są wrogowie wzrostu gospodarczego? Gdzie są wrogowie nowoczesności? - ironizował Dorn.
W opinii byłego wicepremiera w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, kongres PiS "dokonał depolityzacji", naśladując przy tym premiera Donalda Tuska.
- Do tej polityki miłości, tutaj nazwanej polityką pokoju, dołączył pan Jarosław Kaczyński, który w tym drugim wystąpieniu (na kongresie - PAP) powiedział: Polacy chcą spokoju i zasługują na spokój, co wskazuje, że pan Kaczyński jest intelektualnie i mentalnie uzależniony od Donalda Tuska tylko zawsze idzie krok, albo dwa kroki za nim - ocenił Dorn.
Jako przykład takiego naśladownictwa podał decyzję, by PiS po przegranych wyborach parlamentarnych w 2007 r. postawił na "totalną opozycję", bo PO było taką opozycją wobec rządu PiS. Zdaniem Dorna na tej samej zasadzie Jarosław Kaczyński "teraz w tym wystąpieniu zaadoptował »tuskizm « do »kaczyzmu «".
Mimo to Dorn pozytywnie ocenił zapowiedź zmiany polityki PiS na bardziej pokojową. "Wedle mojej wiedzy, na kongresie wystąpienie pana Jarosława Kaczyńskiego, w którym mówił, że pokój, a nie wojna itd., zostało przyjęte (...) takim wielkim: »uff, o Boże dobrze, że w końcu pan prezes Kaczyński poszedł po rozum do głowy i nie będzie nas prowadził na niepotrzebne i wiadomo z góry, że przegrane bitwy «" - mówił.
To przesłanie wydaje się Dornowi wiarygodne m.in. z takiego względu, "że po tym co powiedziano, to partii się do jakiegoś bardzo twardego boju nie poderwie".
Nawiązując do pokazywanego od niedawna spotu PiS, w którym J. Kaczyński występuje w towarzystwie posłanek Grażyny Gęsickiej, Aleksandry Natalli-Świat i Joanny Kluzik-Rostkowskiej, Dorn powiedział, że w sprawach gospodarczych widzi w PiS zmianę wizerunkową, a nie zmianę treści.
- Panie niewątpliwie są bardzo kompetentne, ale to są posłanki bardziej występujące w charakterze ekspertów niż polityków, o niskim poziomie sprawstwa i podmiotowości politycznej. (...) Nie sądzę, by miały one taką siłę sprawczą i moc, jak chociażby
Przemysław Gosiewski czy Joachim Brudziński - zaznaczył Dorn.
- Na razie zmieniono opakowanie, a co jest w środku to nie bardzo wiadomo, nie wiem, czy sam pan Jarosław Kaczyński wie, co jest w środku - skomentował były wiceprezes PiS.
Pytany o doniesienia "Gazety Wyborczej", według której w wydanym przy okazji kongresu albumie fotograficznym prezentującym historię PiS nie występują jego zdjęcia, Dorn podkreślił, że nie wierzy w te informacje. - Gdyby to by była prawda, to jest to rzecz tak dla pana Kaczyńskiego i współpracowników ośmieszająca, że aż upokarzająca, bo wykazująca całkowitą niespójność tego, co mówiono, z tym, co się robi - powiedział Dorn.