Już na długo przed premierą filmu Edwarda Zwicka "Opór" pojawiały się w polskich mediach liczne wypowiedzi kwestionujące jego wartość artystyczną, a przede wszystkim przedstawione w nim fakty. Zgodnie niemal uznano, że główny bohater tego obrazu Tewje Bielski to mroczna i dwuznaczna moralnie postać. To sowiecki partyzant, który nie zasłużył się niczym szczególnym w walce z Niemcami (w ogóle zresztą nie walczył), mający w dodatku na rękach krew 128 Polaków zamordowanych 8 maja 1943 r. w miejscowości Naliboki. Przypominano trwające od 2001 r. śledztwo prowadzone przez łódzki oddział Instytutu Pamięci Narodowej dotyczące tej sprawy.
Równocześnie z wejściem filmu na polskie ekrany ukazała się książka Piotra Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego zapowiadających, co zresztą wyeksponowano w tytule, nowe spojrzenie na historię braci Bielskich (nie "opór", tylko "odwet" jako kluczowy modus operandi), na funkcjonowanie partyzantki żydowskiej, a przede wszystkim na skomplikowane relacje polsko-żydowskie w okresie okupacji niemieckiej. Miała to być zarówno polemika z wchodzącym na ekrany filmem, jak i niektórymi obiegowymi opiniami na temat Bielskich rozpowszechnianymi w kraju. Z deklaracji dziennikarzy "Gazety Wyborczej" wynika, że przyświecała im ambicja przedstawienia na podstawie zebranych przez siebie materiałów "prawdziwej" historii oddziału Bielskich, a przede wszystkim wpisanie jej w szerszy kontekst konfliktu polsko-sowieckiego na Kresach pomijanego zarówno w filmie, jak i w zagranicznej literaturze historycznej.
Jedną z pierwszych reakcji na ich książkę była zauważalna zmiana tonu w opisywaniu zbrodni w Nalibokach stanowiącej fundament czarnej legendy oddziału Bielskich. Bo Głuchowski i Kowalski zwrócili uwagę opinii publicznej na istnienie sowieckich dokumentów wymieniających rzeczywistych sprawców i uczestników.
Co mówią źródła i co z tego wynika Krzysztof Jasiewicz w zamieszczonym na łamach "Rzeczpospolitej" tekście ("Opór przed rzeczywistością", dodatek "Plus-Minus" 24 stycznia) pisze: "Dla naszych rozważań bez znaczenia jest fakt, czy partyzanci żydowscy i osobiście bracia Bielscy wymordowali część polskiej ludności Naliboków 8 maja 1943 roku, czy też zrobił to inny oddział sowiecki z udziałem lub bez udziału partyzantów od Bielskiego; zresztą może przebieg tamtych wydarzeń był jeszcze inny". Z punktu widzenia autora działalność Tewje Bielskiego i w ogóle "partyzantów" żydowskich godna jest potępienia niezależnie od tego, co zdarzyło się w Nalibokach. Przejście nad tą sprawą do porządku dziennego może jednak dziwić, choćby wobec wcześniejszej, utrzymanej w oskarżycielskim tonie wypowiedzi Piotra Zychowicza ("Bielski pomagał Żydom, ale też ich wykorzystywał", "Rzeczpospolita", 23 stycznia) traktującego odpowiedzialność Bielskiego za "słynną masakrę" w Nalibokach jako niepodlegającą dyskusji. Jednak i w tym tekście wyeksponowano już innego typu zarzuty, przede wszystkim żerowanie na tragicznym położeniu uciekinierów z gett i patologie związane z funkcjonowaniem obozu rodzinnego.
Nie podejmując w tym miejscu dyskusji nad przyczynami pacyfikacji w Nalibokach w nocy z 8 na 9 maja 1943 r., należy wskazać paradoks: pomimo jednoznacznego wykluczenia uczestnictwa Bielskiego w tej akcji przez znane historykom źródła sowieckie przez lata utrzymywała się tendencja do zaciemniania lub wypaczania ich wymowy. Podejście takie zapoczątkował białoruski historyk Zygmunt Boradyn ("Niemen. Rzeka niezgody", 1999), który odpowiedzialnymi za tę "największą tragedię na Nowogródczyźnie" uczynił partyzantów z brygady im. Stalina i partyzantów Bielskiego. W tej rekonstrukcji oparł się na wspomnieniach Wacława Nowickiego ("Żywe echa", Warszawa 1993), nie zaś na znanych mu dokumentach przechowywanych w Archiwum Narodowym Republiki Białoruś w Mińsku. Z datowanego na 10 maja 1943 r. rozkazu dowódcy sowieckich partyzantów Wasilija Czernyszewa "Płatona" wynika, że w tej akcji brały udział jednostki wchodzące w skład brygady imienia Stalina dowodzonej przez Piotra Gulewicza: oddział Dzierżyński (dowódca Szaszkin), Bolszewika (dowódca Makejew) i Suworowa (dowódca Surkow). Straty własne wyniosły sześciu zabitych i sześciu rannych. W raporcie o działaniach sabotażowo-dywersyjnych brygady im. Stalina za okres od lutego 1942 do 10 maja 1943 parafowanym przez Gulewicza znajdujemy analogiczny zapis o akcji w Nalibokach, a także informację, że dla ponad 75 proc. partyzantów był to pierwszy udział w akcji bojowej. Także tutaj nie ma żadnych odniesień do udziału w tej akcji innych jednostek.
Przypomnijmy - oddział Bielskiego należał wówczas do brygady Kirowa. Co więcej, znane są też, i chętnie cytowane, sprawozdania Bielskiego z działalności jego oddziału z końca 1943 r., w których nie ma żadnych odniesień do akcji w Nalibokach. I znowu trudno sobie wyobrazić, aby Bielski odżegnywał się od uczestnictwa w tej akcji, traktowanej przez dowództwo jako ogromny sukces militarny.
W 2004 r. reprezentatywny wybór dokumentów sowieckich został opublikowany przez Bogdana Musiała („Sowjetische Partisanen in Weißrussland. Innenansichten aus dem Gebiet Baranovici 1941-1944
"). Co więcej, Musiał, najlepszy bezsprzecznie znawca zagadnień związanych z funkcjonowaniem sowieckiej partyzantki na Białorusi, ani nie opatrzył tych dokumentów przypisem mówiącym o udziale Bielskiego oraz jego partyzantów w akcji w Nalibokach, ani w ogóle nie odniósł się do tej sprawy w części tomu zawierającej wybór dokumentów poświęconych oddziałom Bielskiego i Zorina. Trudno wprost uwierzyć, by nastoletni w maju 1943 r. mieszkaniec Naliboków Wacław Nowicki miał większe rozeznanie w sytuacji aniżeli sowieccy dowódcy. Z powodów zdroworozsądkowych nie sposób zgodzić się ze stwierdzeniem Leszka Żebrowskiego („ »Opór «. (Nie)prawdziwa historia braci Bielskich", „Nasz Dziennik” 23 stycznia), iż świadectwo Nowickiego pomijane jest z uwagi na to, że jest „niewygodne”. W rzeczywistości o jego odrzuceniu, jeśli idzie o identyfikację sprawców, decyduje przede wszystkim zasadnicza sprzeczność z materiałem dokumentowo-aktowym. Jeżeli, rzecz jasna, dokonuje się rzeczowej krytyki materiału źródłowego, nie zaś używa go w celu uzasadnienia przyjętej z góry tezy.
Naszym zdaniem negatywną rolę w wyjaśnieniu sprawy odegrał IPN, który dotąd nie zamknął śledztwa rozpoczętego na wniosek Kongresu Polonii Kanadyjskiej. Może to wynikać ze strachu przed niezadowoleniem zleceniodawców śledztwa, części środowisk kombatanckich i klienteli mediów ojca Rydzyka. Dziennikarze "Gazety Wyborczej" dobrze wprawdzie ukazali obsesję Nowickiego na punkcie Bielskich, z drugiej jednak strony nie zainteresowali się sprawą przewlekania śledztwa mającego za przedmiot nie tyle ustalenie rzeczywistych sprawców, ile uzasadnienie aktu oskarżenia przedstawionego w jego wspomnieniach Nowickiego. Zamiast tego za dobrą monetę wzięli wyjaśnienia prokurator Anny Gałkiewicz zasłaniającej się brakiem współpracy ze strony władz białoruskich.
Żydzi byli w Nalibokach Nie ulega natomiast wątpliwości, że w akcji w Nalibokach brali udział partyzanci Żydzi, jako że pewna ich liczba służyła w trzech składających się na brygadę im. Stalina oddziałach. W oddziale Dzierżyński służyło 13 Żydów (na 478 partyzantów), w oddziale Bolszewik sześciu (na 109). Nie znamy dokładnej liczby Żydów z oddziału Suworow. Z dokumentu ze stycznia 1944 r. wynika, że w jego skład wchodziła grupa żydowskich cywilów. W 1943 r. w brygadzie Stalina służyło 93 Żydów (na 1075 partyzantów). Część z nich byli to uciekinierzy z gett, część żołnierze Armii Czerwonej. Dane te pochodzą z tekstu białoruskiego historyka, obecnie pracującego w Izraelu Leonida Smilovitsky'ego, opublikowanego w periodyku "Holocaust and Genocide Studies" (2006, nr 2).
Nie bez znaczenia jest fakt, że w porównaniu z innymi jednostkami liczba Żydów w tej brygadzie była najmniejsza. Jaka ich część wzięła udział w akcji w Nalibokach? Nie wiadomo. Czy mieli oni coś wspólnego z Bielskim? Niewiele albo zgoła nic.
Co prawda z fragmentu wspomnień żony partyzanta Borysa Rubiżewskiego (Suli Wołżyńskiej-Rubin wydanych w 1980 r.), przedwojennego mieszkańca Naliboków, oskarżyciele Bielskiego wnoszą, że mógł on brać udział w tej akcji. Jest to jednak zapis niejasny (brak nazwy miejscowości, daty, nie zgadzają się różne szczegóły). Nie można wykluczyć, że przed akcesem do oddziału Bielskiego Rubiżewski służył w brygadzie Stalina, ale dowodów na razie nie ma. Wiadomo, że niektórzy partyzanci przechodzili z bojowych jednostek sowieckich do oddziałów żydowskich, a jednym z powodów tej sytuacji był panujący w nich antysemityzm.
To kolejna kwestia warta opisania.
12 maja 1943 r., a więc kilka dni po akcji w Nalibokach, w oddziale Dzierżyński doszło do incydentu, który odbił się głośnym echem wśród partyzantów żydowskich. Jego dowódca Konstantin Szaszkin, jeden z "bohaterów" akcji w Nalibokach, wydał rozkaz zastrzelenia "żydowskiego nacjonalisty" Gregorija Rywina. W rzeczywistości ten weteran rewolucji i wojny domowej (1918-21) i żołnierz Armii Czerwonej krytykował Szaszkina za niekompetencję i antysemityzm, ostrzegając, że po wkroczeniu Armii Czerwonej połowa brygady zostanie aresztowana i ukarana za różne przewinienia. Pokłócił się z Szaszkinem, gdy ten odmówił przyjęcia do oddziału żony jednego z partyzantów, co oznaczało dla niej wyrok śmierci. Tego samego dnia został rozstrzelany. Egzekucja Rywina wywołała protest Żydów, którzy uważając, że był on również wyrazicielem ich poglądów, popadli w przygnębienie i rozważali opuszczenie oddziału. Dowództwo, z "Płatonem" na czele, uznało jednak egzekucję za usprawiedliwioną. Wydano natomiast dyrektywę przeciwko zarówno "żydowskiemu nacjonalizmowi", jak i antysemityzmowi jako metodom służącym faszystom do rozbijania szeregów. Próbowano też uciszyć dwie członkinie oddziału, które skarżyły się, że Żydzi są traktowani w oddziale nie lepiej niż w getcie. Także one zostały napiętnowane jako "głosicielki żydowskiego nacjonalizmu".
Sprawa ta mówi nie tylko o antysemityzmie dowódców sowieckich i czysto instrumentalnym traktowaniu Żydów. Pojawia się tu też nawiązanie do akcji w Nalibokach. W rozkazie komendanta Gulewicza z 3 czerwca 1943 r. widnieje zapis o przedstawieniu do wyróżnienia 10 żydowskich partyzantów i partyzantek za odwagę i męstwo. Leszek Żebrowski cytujący ten rozkaz nie wspomina o kontekście, w jakim powstał. Jak wynika z całości dokumentu, intencją dowództwa brygady im. Stalina było dowartościowanie Żydów w celu przezwyciężenia negatywnych reakcji na egzekucję Rywina. O powodach wyróżnienia Żydów ani ich nazwisk nie wspomniano. Czy wyróżnili się w walce z polską samoobroną 8 maja 1943 r.? Też nic na ten temat nie wiadomo. Nie był to jedyny antyżydowski epizod z udziałem dowództwa oddziału Dzierżyński. Wystarczy dodać, że to właśnie jego dowódca Szaszkin zakazał w 1944 r. partyzantom Bielskiego przekraczać Niemen. O antysemityzmie partyzantów sowieckich w najnowszych debatach wokół Bielskiego albo nie ma w ogóle mowy, albo jest to temat drugorzędny.
Nie inaczej jest w książce Głuchowskiego i Kowalskiego. Trzeba im oddać sprawiedliwość, że zwrócili uwagę na rzeczywistych sprawców akcji w Nalibokach, nie zapominając jednak, że jest to wyważanie otwartych drzwi. Rzecz jasna, dobrze się stało, że o słabych podstawach oskarżenia wobec Bielskich zaczęto mówić publicznie. Problem z tą książką jest jednak poważniejszy.
Wątpliwe metody Przeglądając pobieżnie książkę przed zagłębieniem się w jej lekturę, sądziliśmy, że autorzy rzeczywiście pokusili się o własną wersję historii oddziału braci Bielskich z poszerzeniem jej o wątek polski i że w związku z tym w minimalnym stopniu wykorzystali pracę Nechamy Tec będącą podstawą scenariusza filmu Edwarda Zwicka, a jeśli już - to w celu polemicznym. Tymczasem już po kilkunastu stronach
lektury zaczęło nam towarzyszyć przemożne uczucie, że już gdzieś wcześniej o tym wszystkim czytaliśmy. Niby inaczej, a jednak bardzo podobnie...
Sięgnęliśmy zatem po wydanie "Defiance" i zaczęliśmy porównywać. Okazało się to bardzo łatwe ze względu na niezwykle bogaty i starannie opracowany indeks nazwisk, miejsc i tematów w książce Tec. Po jakimś czasie zaczęło to przypominać grę w okręty, w dodatku niemal wszystkie strzały były trafione: z dużą dozą prawdopodobieństwa można było przewidzieć, że jeśli jakieś wydarzenia związane z konkretnymi nazwiskami czy miejscowościami pojawią się w książce Głuchowskiego i Kowalskiego, będą miały one swój pierwowzór w książce Tec, a w niektórych przypadkach mogliśmy wręcz czytać wybrane fragmenty jednym głosem.