Wczoraj w sądzie w Grodnie rozpoczął się proces przeciw rodzinie Garmaszów, którzy są właścicielami jednej z tysięcy anten satelitarnych zamontowanych w mieście. Według władz antena jest nielegalna, bo nie uzgodniono jej z działem architektury miejscowej administracji. Podobnie jak tysiące innych właścicieli anten z Grodna, Brześcia, Lidy czy Nowogródka rodzina Garmaszów wiosną 2007 r. otrzymała pisemne zawiadomienie, że antenę muszą usunąć.
- Kiedy zapytaliśmy dział architektury, jak możemy zalegalizować antenę, usłyszeliśmy, że mamy ją usunąć i tyle - powiedział "Gazecie" Maksim Garmasz.
Garmaszowie zignorowali rozporządzenie władz. Trzy dni temu zostali formalnie oskarżeni o nielegalne zamontowanie anteny oraz niewykonanie pisemnego rozporządzenia. Grozi za to łączna grzywna do 470 dol.
Przedstawiciele władz Grodna nie chcieli rozmawiać z "Gazetą". Wczoraj w sądzie się nie zjawili, dlatego po przesłuchaniu Maksima Garmasza rozprawę odroczono do 5 lutego.
Garmasz uważa, że wojując z anteną, władze ograniczają jego dostęp do niezależnej informacji. - Niezależne media zostały zniszczone, internet jest blokowany, pozostają tylko
radio i
telewizja satelitarna - wylicza.
- Prawdziwym celem władz może być ograniczenie zasięgu finansowanej przez Polskę telewizji satelitarnej Biełsat, która nadaje programy w języku białoruskim - powiedział "Gazecie" Roman Jurgel z grodzieńskiej filii Białoruskiego Komitetu Helsińskiego. Według niego sprawa rodziny Garmaszów ma znaczenie precedensowe, a wyrok skazujący pociągnie za sobą setki pozwów o anteny.