Jest. Mamy zimę. Narty wyciągnięte i zaczyna się szusowanie. Wszyscy znajomi wyjechali. Biało. Cicho. Nie mam dla kogo gotować. Zastanawiam się, dlaczego nie jeżdżę na nartach. Co jest z tym zimowym szaleństwem, że mnie omija?
Tessa Capponi-Borawska zawsze pocieszała mnie, że kobiety, które nie prowadzą samochodu, świetnie gotują. Może podobnie jest z nartami? A może boję się prędkości? Podejmowania decyzji - w prawo jechać, a może w lewo?
Na Gubałówce spędziłam kiedyś kapitalny czas. Bez nart. Byli ludzie, którzy to akceptowali. Tom uczył mnie piec Yorkshire pudding na smalczyku od gaździny. Bo tak naprawdę nie chodzi o to, co potrafisz, tylko co pamiętasz.
115 g mąki
100 ml mleka
50 ml wody gazowanej
2 łyżki oleju
1/4 łyżeczki soli
2 jajka
pieprz świeżo zmielony
Rozgrzać piekarnik do temp. 200 st. C. Do foremek wlać olej i wstawić do piekarnika na 5 min. Olej powinien być naprawdę gorący. Wymieszać mleko z wodą. Przesiać mąkę i sól do miski. Dodać do jajek odrobinę świeżo zmielonego pieprzu. Pośrodku mąki zrobić dziurę i wlać tam roztrzepane jajka. Dokładnie wymieszać. Następnie stopniowo dodawać wodę z mlekiem, aż powstanie gęste
ciasto. Rozgrzane foremki z olejem napełnić ciastem. Do 3/4 wysokości, bo pudding urośnie. Piec 20-25 min. Ważne - nie otwierać pieca. Kiedy 'bułeczki' urosną, będą
złoto-brązowe. Podawać je można z konfiturą jagodową lub żurawiną.
UWAGA:
surowe ciasto z jajek, mleka i mąki przypomina ciasto naleśnikowe. Tradycyjnie podawane jest z pieczoną wołowiną w hrabstwie Yorkshire. Oryginalnie ciasto było kładzione pod rożnem, aby mogło przejść smakiem pieczonej wołowiny.
Ciasto można też upiec w dużej foremce. Yorkshire pudding podaje się z sosami, syropem, dżemem, gęstą śmietaną, serem pleśniowym. Używany jest także do przygotowania kiełbasek, które zatopione w puszystym cieście wyglądają kosmicznie.