Tak wynika z badań prowadzonych na wydziale pedagogiki religijnej uniwersytetu w Wiedniu. Gdy ich wyniki wyciekły do mediów, nad Dunajem wybuchła burza. Jak to bowiem możliwe, by tak wielu opłacanych przez państwo nauczycieli miało antypaństwowe poglądy?
Islam w austriackich szkołach pojawił się w 1982 r. Na zajęcia uczęszczały wówczas głównie dzieci tureckich gastarbeiterów, dziś dołączyły do nich dzieci imigrantów z Bałkanów, Pakistanu czy Bliskiego Wschodu. To w całej Austrii 50 tys. młodych ludzi. Uczy ich ponad 400 nauczycieli. Mouhanad Khorchide, doktorant na wiedeńskim uniwersytecie, anonimowo przebadał 210.
Okazało się, że w sumie co czwartego nauczyciela można podciągnąć pod kategorię fanatyka religijnego. 22 proc. uznaje, że nie da się pogodzić demokracji i islamu. Prawie co trzeci twierdzi, że islamu nie da się pogodzić z europejską konwencją praw człowieka. Tyle samo - że nie da się jednocześnie być muzułmaninem i Europejczykiem. W końcu po blisko 15 proc. badanych nauczycieli uważa, że islam zabrania brać udziału w wyborach albo w austriackim życiu kulturalnym. Tyle samo twierdzi, że w sprzeczności z islamem stoi austriacka konstytucja. Co gorsza, co piąty nauczyciel uważa też, że apostazję (porzucenie islamu dla innej religii) należy karać śmiercią. Prawie co dziesiąty był zdania, że na islam można nawracać siłą.
Politycy zareagowali nerwowo. Populiści z Partii Wolnościowej i Bloku dla Przyszłości Austrii zażądali wstrzymania opłacanych przez państwo lekcji islamu, a nawet deportacji nauczycieli. Reszta klasy politycznej ostro domaga się wyjaśnień.
Ministerstwo oświaty wezwało na dywanik przewodniczącego austriackiej Islamskiej Wspólnoty Wyznaniowej. To właśnie ona wysyła do szkół nauczycieli islamu i jako jedyna sprawdza ich kwalifikacje. Jej przewodniczący Anas Schakfeh wynikom badań nie dowierza. - Ankiety były anonimowe. Nie możemy odpowiadać za to, co ktoś prywatnie myśli - mówi. Ministerstwo chce teraz od niego szczegółowego raportu z działalności.
- System szkolny zawiódł - komentuje prof. Martin Jäggle, specjalista od pedagogiki religii z uniwersytetu w Wiedniu. Podkreśla, że do tej pory władze w ogóle nie interesowały się nauką islamu. - Nie sprawdzano podręczników, nikt nie kwapił się, by skontrolować zajęcia i nauczycieli - mówi.
Tych ostatnich w Austrii przez długi czas brano z "łapanki", często ściągając ich prosto z tureckich meczetów. Dopiero pod koniec lat 90. w Austrii otwarto szkołę dla nauczycieli islamu. Efekt? Ponad 40 proc. nauczycieli nie ma pedagogicznego wykształcenia.
- To braki, które trzeba jak najszybciej naprawić - twierdzi Khorchide. Nadzieję pokłada w młodym pokoleniu nauczycieli, które wychowało się już w Austrii i ma bardziej liberalne poglądy.
Źródło: Gazeta Wyborcza