Co o tym sądzisz? Czekamy na Wasze listy: listydogazety@gazeta.pl Do niedawna rząd tryskał optymizmem: przy światowej recesji Polacy mieli się pławić w 3,7-proc. wzroście PKB. Wczoraj premier Tusk przyznał, że możliwy jest - jak to ładnie nazwał - "scenariusz zapasowy".
- Jeśli sprawdzą się negatywne scenariusze na świecie, zakładamy 1,7-proc. wzrost PKB i 1,9-proc. inflację - ogłosił premier.
To czarniejszy scenariusz niż przewiduje dla nas Komisja Europejska (2-proc. wzrost). Na pocieszenie premier zaznaczył, że "nie musi się sprawdzić", a Polska w porównaniu z sąsiadami "jest względnie stabilna".
To oznacza znacznie mniej pieniędzy do wydania z publicznej kasy. W tym roku rząd planował ponad 321 mld zł wydatków. Teraz ma być 17 mld zł mniej! Premier dał ministrom dwa dni na znalezienie oszczędności. - W piątek i sobotę będę przesłuchiwał ministrów, gdzie są te cięcia - zapowiedział Tusk.
Jednak uspokajał: - Nie będzie cięć tam, gdzie one uderzałyby w ludzi: będą pieniądze na wypłatę rent i emerytur, pensji, nie będzie oszczędzania na służbie zdrowia w części finansowanej z budżetu. Będziemy też chronić inwestycje współfinansowane z UE. Ciąć będziemy wydatki rzeczowe, np. zakup samochodów, albo inwestycyjne, jak remonty budynków.
Premier nie wykluczył zwolnień w administracji czy zmiany ustawy o finansowaniu armii (dziś gwarantuje na obronność 1,95 proc. planowanego PKB).
- Urzędnicy muszą kilka razy przyjrzeć się każdej złotówce, zanim ją wydadzą. Kryzys to dobry moment na wprowadzanie trwałych oszczędności - mówił premier.
Rząd nie zamierza na razie nowelizować w Sejmie budżetu, choć nie wyklucza, że będzie to musiał zrobić w połowie roku. Wciąż zakłada niski deficyt - 18,2 mld zł.
- Zdrowy budżet to większe zaufanie do Polski. Pozwala Radzie Polityki Pieniężnej obniżać stopy procentowe. Obniżka o 1 pkt proc. to 5 mld zł w kieszeniach Polaków - wyliczał minister finansów Jacek Rostowski.
Także premier skrytykował pomysły
PiS czy związkowców, by zwiększyć deficyt i zacząć żyć na kredyt: - Jak w rodzinie ojciec traci pracę, namawianie, by resztę pieniędzy przepić, to nie są rozsądne podpowiedzi.
Według Tuska wiele recept na osłabienie skutków kryzysu "miało charakter lobbingowy": - Wielu chce skorzystać z publicznych pieniędzy: jeden powie: dajcie bankom, inny: dajcie kopalniom. Na podpowiedzi: dajcie dużo i szybko, odpowiem: nie mamy dużo, a będziemy dawali odpowiedzialnie.
A co z bankami? - Naszym celem nie jest pomoc komercyjnym bankom, chcemy szukać rozwiązań, które odblokują akcję kredytową - tłumaczył premier.
Z wicepremierem Pawlakiem i ministrem Rostowskim poinformowali, co z rządowego pakietu antykryzysowego już zostało zrobione, a co w tej "skrzynce z narzędziami" ma się jeszcze znaleźć. Rząd przyjął wczoraj m.in. projekt ustawy o dokapitalizowaniu BGK, co ma ułatwić dostęp do kredytów. Wprowadził też w podatkach wyższą ulgę inwestycyjną dla firm.
Czy premier ma sobie coś do zarzucenia w związku z tym, że rząd zaspał przy kryzysie? - To jest jak trzęsienie ziemi albo tsunami. Tylko święty i to po śmierci nie ma sobie nic do zarzucenia. Nie jestem prorokiem, przyszłości nie mogę przewidzieć - odparł.
Kilka razy zaapelował o "narodową harmonię": "Każdy z dobrą wolą powinien pomagać", "Potrzeba współpracy i zaufania", "Polacy nie zasłużyli na taki konflikt, relacje pomiędzy rządzącymi a opozycją powinny być nakierowane wyłącznie na pozytywne cele".
- Mam nadzieję, że opinia publiczna nie będzie tolerowała modlitw o kryzys. Można przeprowadzić Polskę i Polaków przez ten kryzys - zapewniał premier.
Tusk live z Davos Dziś - (czyli w środę) wieczorem na ekonomicznym szczycie w Davos Donald Tusk udzieli wywiadu telewizji publicznej. - W Davos będą przywódcy wielu państw, eksperci. Na tym tle Tusk chce wystąpić z takim mniej więcej przekazem: kryzys jest światowy, radzimy nad nim w gronie najlepszych specjalistów, Polska na tle innych państw trzyma się nieźle, robimy wszystko, co w naszej mocy - mówi nam polityk PO. Wywiad z Davos - a także wczorajsza konferencja premiera po posiedzeniu rządu - ma być początkiem nowej strategii komunikacyjnej rządu, związanej z reakcją na kryzys. W skrócie - ma być więcej Tuska, któremu ufa większość Polaków i to on - jak to ujął nasz rozmówca - ma być "Mojżeszem, który nas przeprowadzi przez Morze Czerwone".
Premier: Będą eurozaliczki Popłyną zaliczki dla przedsiębiorców, którzy chcą skorzystać z unijnych funduszy -obiecał wczoraj premier. "Gazeta" od wielu tygodni wspierała walkę resortu rozwoju regionalnego o te pieniądze, tak potrzebne firmom w czasach kryzysu. Wątpliwości miało jednak
Ministerstwo Finansów. Teraz rząd ma zmienić rozporządzenie, które blokowało zaliczki. -To pozwoli na uruchomienie 30 mld zł -zapowiedział wczoraj Tusk