Zobacz też:
Sytuacja na Białorusi - raport "Gazety" Rada ma rozpatrywać najważniejsze zagadnienia rozwoju społeczno-politycznego Białorusi. Jej członkowie będą zgłaszali rekomendacje, które wykorzystamy przy podejmowaniu decyzji - powiedziała wiceszefowa administracji prezydenta Natalia Piatkiewicz w wywiadzie dla niezależnej agencji Biełapan.
Propozycje wejścia do rady otrzymali też niektórzy przedstawiciele opozycji, np. Białoruski Komitet Helsiński, od lat krytykujący reżim Łukaszenki za łamanie praw człowieka i fałszowanie wyborów prezydenckich. - Witamy z radością chęć dialogu ze strony władzy, nasz przedstawiciel będzie oddelegowany do rady - mówił Aleg Gułak, przewodniczący Komitetu.
Gotowość znalezienia się w radzie deklarują też najważniejsze opozycyjne partie. - Jeden z liderów naszej partii otrzymał nieoficjalnie taką propozycję. Jeżeli to się potwierdzi, to oczywiście do rady wejdziemy - powiedział "Gazecie" Anatol Labiedźka, przewodniczący Zjednoczonej Partii Obywatelskiej.
Labiedźka zapowiada on, że ZPO ma szereg propozycji, jak poprawić sytuację na Białorusi, oraz jest gotowa wziąć za nie odpowiedzialność. Jednak jeżeli okaże się, że władzom w Mińsku chodzi tylko o stworzenie dobrego wrażenia, że konsultują się z opozycją, to współpraca natychmiast zostanie zakończona.
Administracja prezydenta jest najważniejszym organem w białoruskim systemie władzy. To ona wypracowuje wszystkie najważniejsze decyzje i dokumenty, które następnie trafiają do rządu bądź parlamentu i są wprowadzane w życie jako rozporządzenia czy ustawy.
Na początku stycznia białoruski rząd stworzył już dwa doradcze organy z udziałem opozycjonistów: grupę roboczą ds. rozwoju wizerunku Białorusi oraz radę koordynacyjną ds. mediów. W ich skład weszli czołowy niezależny ekonomista Jarosław Romańczuk, niezależny socjolog Andrej Wardamacki, szefowa niezależnego Białoruskiego Zrzeszenia Dziennikarzy Żanna Litwina i redaktor naczelny czołowej opozycyjnej gazety "Narodnaja Wola" Iosif Siaredzicz.
Nigdy wcześniej
Aleksander Łukaszenka nie potrzebował jakichkolwiek porad od opozycjonistów. Dlaczego zmienił zdanie? Niezależni eksperci nie mają wątpliwości - tak naprawdę prezydentowi chodzi jedynie o poprawę relacji z Unią Europejską.
- W ten sposób pokazuje Unii, że dialog z opozycją, którego domaga się Europa, jest przez władze prowadzony - powiedział "Gazecie" politolog Walery Karbalewicz.
UE wznowiła polityczne kontakty z Białorusią w październiku ub. r., kiedy też zawieszono na pół roku sankcje wizowe wobec prezydenta Alaksandra Łukaszenki i innych przedstawicieli reżimu. - Jesteśmy w połowie drogi do objęcia Białorusi Europejską Polityką Sąsiedzką (EPS) - powiedziała wczoraj unijna komisarz ds. stosunków zewnętrznych Benita Ferrero-Waldner, która spotkała się w Brukseli z szefem białoruskiego
MSZ Siarhiejem Martynauem.
Jednak na samej Białorusi dialog z opozycją nie ma wyraźnego przełożenia na rzeczywistość. Karbalewicz ocenia, że mimo tego opozycja powinna wykorzystać szansę poszerzenia swoich wpływów w społeczeństwie.
- Warto przypomnieć, że od podobnych czysto dekoracyjnych kroków zaczynała się pierestrojka, która doprowadziła w końcu do upadku ZSRR - przypomniał Karbalewicz.