- Nie pozwolę go sobie odebrać - za te słowa Research In Motion, producent Blackberry, powinien Baracka Obamę ozłocić. Bo wszczęły debatę: czy prezydent może zachować prywatny smartfon Blackberry, czy ma ustąpić Secret Service (ostatecznie Obama postawił na swoim). Eksperci od reklamy byli zgodni: Blackberry nie mógł sobie wymarzyć lepszej kampanii. Szacowano nawet jej wartość na 40-50 mln dol.
Inaczej musiał radzić sobie
Microsoft - Obama nie dał się publicznie poznać jako fan konsoli Xbox czy systemu Windows. Koncern z Redmond wykorzystał za to zaprzysiężenie nowego prezydenta, by pokazać możliwości programu Photosynth.
Wspólnie ze stacją CNN Microsoft zachęcał, by w ramach akcji "The Moment" uczestnicy inauguracji 44. prezydenta
USA nadsyłali swoje zdjęcia przez internet. Tu wkroczył Photosynth - z tysięcy przysłanych zdjęć automatycznie stworzył trójwymiarowy obraz i sceny z uroczystości. Jak? Photosynth najpierw analizuje fotografie i wyszukuje na nich punkty wspólne - to może być np. fotel, wieża z zegarem czy pomnik. Odpowiednio układając je w przestrzeni, może wygenerować obraz dający złudzenie trójwymiarowości. Można go przybliżać, oddalać czy oglądać pod różnymi kątami. Innymi słowy: gdyby skompletować zdjęcia zrobione z różnych stron Pałacu Kultury i Nauki, dzięki Photosynth można by go wirtualnie obejść, nie ruszając się sprzed komputera.
Photosynth zadebiutował w sierpniu ub.r. Ale wówczas nie zyskał zbyt wielkiego rozgłosu. Wygląda na to, że tym razem trafił w dziesiątkę. "Wow", "fascynujące" - przewijało się w komentarzach internautów.
- Nie jestem fanem Microsoftu, ale to zrobiło na mnie wrażenie - przyznawał "Gazecie" Greg Goodfried, współzałożyciel wytwórni Eqal, specjalizującej się w internetowych serialach, który inaugurację oglądał w warszawskim hotelu Hyatt.
Efekt - po zainstalowaniu niewielkiej aplikacji Silverlight - można oglądać na stronie projektu: http://photosynth.net/inauguration.aspx.