Od wielu dni Ministerstwo Rozwoju Regionalnego namawiało Ministerstwo Finansów do zmiany rozporządzenia z września 2007r. uchwalonego przez PiS. Chodzi o to, by wszyscy przedsiębiorcy mogli dostawać zaliczki na poczet unijnych dotacji. Dziś przysługują nielicznym, większość może liczyć na wypłatę dopiero po zakończeniu inwestycji.
Firmy nie mogą więc skorzystać z brukselskiej pomocy, bo nie mają tyle własnych środków, a banki zakręciły kurek z kredytami -piszemy o tym od trzech dni.
Minister Elżbieta Bieńkowska przekonywała, że dzięki zaliczkom uda się szybciej wykorzystać miliardy euro, które Komisja Europejska już teraz daje Polsce. Te ogromne pieniądze -do końca marca będą to 24 mld zł! - leżą bezużytecznie na kontach wNBP.
Ministerstwo Finansów długo nie chciało się zgodzić. Twierdziło, że obecne przepisy są wystarczające.
Wczoraj Bieńkowska kilka razy próbowała zmiękczyć opór. O godz. 13 spotkała się z wiceminister Elżbietą Suchocką-Roguską. I częściowo ją przekonała. Ale minister Jacek Rostowski wciąż miał wątpliwości. Sekretariat Bieńkowskiej wydzwaniał do niego, ale minister prowadził w Sejmie debatę o euro.
Dopiero wieczorem odebrał telefon.
- I w trakcie rozmowy zgodził się, by razem z nami wypracować nowe przepisy o zaliczkach - mówi nasz informator
w MRR. Szczęśliwe zakończenie nerwowych negocjacji potwierdza nam Anna Konik-Żurawska, rzecznik resortu rozwoju:
- Prace nad nowym rozporządzeniem zaczęły się już dziś. Zależy nam na czasie.