http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Przerwać izraelski sen o potędze

David Grossman, pisarz izraelski
2009-01-26, ostatnia aktualizacja 2009-01-23 19:04

Jak lisy, które biblijny Samson powiązał ogonami w pary, a między nie wetknął płonące żagwie, tak my i Palestyńczycy popychamy się nawzajem ku katastrofie. Mimo że jesteśmy jedni i drudzy na swój sposób silni i mimo że bardzo chcemy się rozdzielić. Szarpiąc się, wleczemy w płomienie tego drugiego, który jest z nami związany - naszego sobowtóra, naszą nemezis, nas samych.

ZOBACZ TAKŻE
Kiedy fala nacjonalistycznej retoryki zalewa Izrael, warto pamiętać, że ostatnia wojna w Gazie jest tylko kolejnym etapem drogi pośród ognia, przemocy i nienawiści. Idąc nią, raz wygrywamy, raz przegrywamy, ale jej ostatecznym kresem jest zniszczenie.

Cieszymy się w Izraelu, że tą kampanią odrobiliśmy porażkę w drugiej wojnie libańskiej. A powinniśmy słuchać tych, którzy mówią, że sukces Sił Obronnych Izraela nie jest niezbitym dowodem słuszności rozpętania operacji na taką skalę. I z pewnością nie usprawiedliwia metod osiągania celów przez naszą armię. Sukces dowodzi tylko tego, że Izrael jest silniejszy od Hamasu i że w pewnych sytuacjach potrafi zdobyć się na twarde okrucieństwo.

Kiedy wszyscy ujrzą ogrom zniszczeń i ofiar, może społeczeństwo izraelskie odrzuci na chwilę skomplikowane mechanizmy wyparcia i umacniania wiary we własną nieomylność. Może wreszcie zrozumiemy fundamentalną prawdę - że nasze postępowanie w regionie było od dawna błędne, niemoralne i niemądre. Że raz po raz rozdmuchiwaliśmy spalający nas płomień.

Trudno, rzecz jasna, usprawiedliwiać błędy i zbrodnie Palestyńczyków. Byłoby to okazaniem im paternalistycznej pogardy - jakby nie byli dorosłymi, rozumnymi ludźmi, którzy odpowiadają za swoje czyny. Izrael, owszem, "dusił" mieszkańców strefy Gazy, ale mieli oni inne możliwości protestu i zwrócenia uwagi na swoje trudne położenie. Ostrzeliwanie tysiącami rakiet niewinnych izraelskich cywilów nie było jedynym wyborem. Nie możemy wielkodusznie wybaczać Palestyńczykom, jakby było oczywiste, że skoro cierpią, ich automatyczną reakcją musi być przemoc.

Palestyńczycy podejmują lekkomyślną wojnę, wysadzając się w samobójczych zamachach i odpalając kassamy, ale wielokrotnie silniejszy Izrael dysponuje ogromnymi możliwościami ograniczania przemocy po obu stronach. Dlatego też od niego w znacznej mierze zależy, czy uda się wyciszyć konflikt i wyrwać obie strony z kręgu przemocy.



Ostatnia operacja militarna dowodzi, że nie rozumie tego chyba nikt w izraelskim kierownictwie - nikt nie docenia w pełni roli tego zasadniczego punktu całego sporu.

W końcu przecież nadejdzie dzień, kiedy zechcemy uleczyć rany, któreśmy właśnie zadali. Lecz jak to sprawić, skoro nie rozumiemy, że wojsko nie może być głównym instrumentem potwierdzania naszej obecności wśród i obok narodów arabskich? Jak to sprawić, jeżeli nie dociera do nas rozmiar odpowiedzialności, jaką nakładają na nas liczne, brzemienne w skutki, przeszłe i przyszłe związki z narodem palestyńskim na Zachodnim Brzegu, w Strefie Gazy i w samym Izraelu?

Kiedyś rozwieją się dymy rozsnuwane przez polityków ogłaszających całkowite zwycięstwo. Kiedyś zrozumiemy, do czego naprawdę doprowadziła ta operacja i jak wielka jest przepaść między deklaracjami a tym, co faktycznie wiedzieć musimy, żeby wieść normalne życie w tym miejscu. Kiedyś wreszcie przyznamy, że cały naród dał się tak łatwo omamić, bo bardzo chciał uwierzyć, że operacja w Gazie uleczy libańską traumę. A wtedy skierujemy oczy na tych, którzy raz po raz podsycali zauroczenie potęgą i pychę izraelskiego społeczeństwa. Tych, którzy przez lata kazali nam szydzić z wiary w pokój i nadzieję na jakąkolwiek zmianę stosunków z Arabami. Którzy tłumaczyli nam, że do Arabów przemawia tylko argument siły, więc tylko tym językiem możemy się z nimi komunikować.

Tak często rozmawialiśmy z nimi tym i tylko tym językiem, że zapomnieliśmy o istnieniu innych, którymi można się porozumiewać - nawet z nieprzyjaciółmi i nawet tak nieprzejednanymi jak Hamas. Języków, które są mową ojczystą nas, Izraelczyków, nie mniej niż bombowce i czołgi.

Rozmawiać z Palestyńczykami. Oto główny wniosek, jaki powinniśmy wyciągnąć z tej ostatniej, krwawej rundy wojny. Rozmawiać nawet z tymi, którzy odmawiają nam prawa do istnienia w tym miejscu.



Zamiast ignorować Hamas, najlepiej wykorzystać obecną sytuację i z myślą o porozumieniu wejść w dialog z całym narodem palestyńskim. Rozmawiać, żeby zrozumieć, że rzeczywistość nie sprowadza się do hermetycznej historii, którą my i Palestyńczycy opowiadamy sobie od pokoleń, w której uwięźliśmy, a która składa się w niemałej części z urojeń, pragnień i koszmarów. Rozmawiać po to, żeby w tej nieprzejrzystej i niekomunikatywnej rzeczywistości stworzyć perspektywę rozmowy - dać szansę wyborowi dziś pogardzanemu i zaniechanemu, wyborowi, który w zgiełku wojny niemal nie ma racji bytu, żadnej nadziei ani wyznawców.

Rozmawiać w ramach przemyślanej strategii, inicjować dialog, mówić do ściany, mówić i wtedy, gdy nie przynosi to owoców. Na dłuższą metę taki upór przysłuży się o wiele bardziej naszej przyszłości niż setki samolotów zrzucających bomby. Tłumaczyć ze zrozumieniem zrodzonym z grozy, którą ujrzeliśmy, że krzywdy, jakie my - jeden i drugi naród - umiemy sobie nawzajem wyrządzić, są wielką, deprawującą siłą. Jeśli poddamy się tej sile i jej logice, w końcu zniszczy nas wszystkich.

Rozmawiać, bo to, co działo się w Strefie Gazy przez ostatnie tygodnie jest dla nas w Izraelu lustrem. Twarz, która się w nim odbija, przeraziłaby nas, gdybyśmy przez moment ujrzeli ją z zewnątrz albo gdyby była twarzą innego narodu. Zrozumielibyśmy, że nasze zwycięstwo nie jest żadnym zwycięstwem. Że wojna w Gazie nie była żadnym lekarstwem tam, gdzie lekarstwo jest rozpaczliwie potrzebne.

Przeł. Sergiusz Kowalski

David Grossman 2009

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Whitney Houston nie żyje

Mariah Carey, Alicia Keys, Rihanna, Justin Bieber - największe gwiazdy muzyki mówią dziś i piszą, że Whitney Houston była dla nich wzorem i inspiracją