http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Styl Życia: Fanki

Ula Jabłońska
2009-01-25, ostatnia aktualizacja 2009-01-26 10:58

Szamanka, studentka, 22 lata, Białystok. Fanka T. Love
Szamanka, studentka, 22 lata, Białystok. Fanka T. Love
Fot. Monika Bereżecka/Zorka Project

Fanki muzyki i muzyków opowiadają Uli Jabłońskiej o swoich fascynacjach

Crazy Bitch, licealistka, 18 lat, Gdańsk. Fanka Dick4Dick
Fot. Monika Bereżecka/Zorka Project
Crazy Bitch, licealistka, 18 lat, Gdańsk. Fanka Dick4Dick
Nesca, pracownik socjalny, 27 lat, Wrocław. Fanka Piotra Rubika
Fot. Monika Bereżecka/Zorka Project
Nesca, pracownik socjalny, 27 lat, Wrocław. Fanka Piotra Rubika
ZOBACZ TAKŻE
1 Kasia, ekswłaścicielka klubu, 39 lat, Warszawa

Farbowałam bandaże w burakach


Fanką Lady Pank zostałam dlatego, że na śmierć zakochałam się w Borysewiczu. Do dzisiaj kocham go nad życie, mimo że już nie ma włosów i strasznie schudł. Chociaż ich muzyka już mnie tak nie kręci jak kiedyś. Ale płyty kupuję. Na koncerty też czasem chodzę. Oni są jak Rolling Stonesi - mają swoje lata, ale dają radę. Jak miałam 15 lat, poszłam na pierwszy koncert do klubu Park. Rodzice kupili mi bilety. Tam poznałam ludzi z fan clubu, którego przewodniczącą była Katarzyna Kanclerz. Była zagorzałą fanką, jeździła za nimi na każdy koncert. Z plotek wiem, że później ją zatrudniali, załatwiała im wiele spraw. Co wtorek były spotkania z zespołem. Podjeżdżali samochodami, dziewczyny piszczały jak na Beatlesach. Przychodziło kilkadziesiąt osób, siadaliśmy na murku przed Parkiem. Rozdawali autografy i zdjęcia, gadaliśmy, piliśmy. Chyba tylko ja nie paliłam. Pamiętam, że któryś z nich wpisał mi do zeszytu: 'Dla cudownej Kasi, dziewczyny, która nie pali'. Mam ten zeszyt do dzisiaj. I do dzisiaj nie palę. Jak na tamte czasy bardzo się wyróżniali - malowali się, włosy mieli postawione, getry, panterki, czerwone obcisłe spodnie. Ja też starałam się wyglądać. Mama farbowała mi takie długie bandaże w burakach, na końcach wiązałam supełki i to był szal. Grube góralskie skarpety ucinałam i farbowałam, żeby getry były. Na dżinsy polowałam na Skrze. Kolczyki wygrzebywałam w szufladzie babci. Włosy miałam na jeża, a`la Małgorzata Ostrowska, na spotkania z zespołem obowiązkowo malowałam je akwarelkami. Cały mój pokój to była jedna wielka plakaciarnia. Plakaty przyklejałam na plastelinę. W fan clubie byłam cztery lata. Nie myślałam, że dzięki temu zwiążę swoje życie z muzyką. Ale wyszło tak, że w 1994 roku założyłam z mężem w Warszawie klub Kotły, potem Przestrzeń Graffenberga. Niestety, z naszego wymarzonego klubu rockowego zamienił się w klub techno ze względów czysto komercyjnych. Ostatnio, jak mój 12-letni syn przyniósł ze szkoły discopolowe 'Majteczki w kropeczki', to się załamałam. Może chciał trochę na przekór. W domu mamy całą szafę rockowych płyt, a on tylko narzeka: 'Mamo, znowu ten Lenny Kravitz!'.



Nesca, pracownik socjalny, 27 lat, Wrocław

Na Rubikowym szlaku


Piotr Rubik mnie wyciszył. Wyluzowałam się. Kiedy weszłam w świat jego fanów, ktoś mnie zmobilizował, żeby dalej się kształcić, ktoś inny powiedział, żebym przestała chodzić w workach, bo źle w nich wyglądam. Dostałam szansę przedstawienia szerszej publice swoich wierszy. Dwa lata temu Piotr poprosił mnie i dwie koleżanki o moderowanie swojego forum internetowego. Tam wchodzi dużo ludzi, trzeba zapanować nad porządkiem, nad kulturalną atmosferą. Ktoś pisze: 'Rubik, ty palancie', a ja odpisuję: 'Posłuchaj tej muzyki, spróbuj spojrzeć głębiej, przyjść na koncert'. Forum Piotra to dla mnie przede wszystkim fenomen w poznawaniu ludzi. Połączyła nas miłość do muzyki, ale potem zaczęły się inne tematy. Ktoś rzucał: 'Nesca, a może byś przyjechała na koncert do Zabrza, przenocujemy cię'. I jechałam. W tej chwili mam czterdzieści kilka koncertów na koncie, średnio dwa-trzy w miesiącu. Na urodziny dostałam od koleżanek mapę 'Nesca na Rubikowym szlaku' z zaznaczonymi miastami, w których byłam. Na każdym koncercie jest grupa 30-40 fanów. Śmiejemy się, że jesteśmy nieoficjalną grupą koncertową Rubika. Zawsze możemy liczyć na darmowe wejście. Atmosfera na koncertach jest niesamowita - wspólne: zabawa, klaskanie, śpiewanie razem z solistami. Piotr się odwraca i zaczyna nami dyrygować. Zawsze po koncertach są spotkania Piotra z fanami, przychodzą soliści, autor tekstów, narratorzy, producent, dziękują nam, że robimy fajną atmosferę. Możemy także być obecni na próbach. Wystarczy jeden mój SMS: tyle a tyle osób. W sierpniu grupa fanów postanowiła zrobić koncert z okazji 40. urodzin Piotra. Na scenę wychodzi 14 osób, śpiewają: 'Panie Rubik, to nie żarty, na twym karku krzyżyk czwarty', 'Niech mówią, że to nie jest talent, że tak się tylko zdaje nam', wjeżdża tort w kształcie fortepianu na nóżkach. Daliśmy mu przetłumaczony na japoński ulubiony tekst jego piosenki, bo Piotr fascynuje się Japonią. Chyba się wzruszył, bo ciężko mu było cokolwiek powiedzieć. Nagrodą jest dla mnie to, że mogę się cieszyć zaufaniem Piotra, że dzwoni do mnie i pyta o zdanie. Ja też mogę na niego liczyć, porozmawiać. Dzwonię, jak mam potrzebę, nie za często, żeby na nim nie wisieć. Ale wszyscy z otoczenia Piotra mamy taki zwyczaj, żeby czasem wysłać SMS: 'Szefie, jakoś mi tak dziwnie '. Jego sztandarowe pytanie to: 'Wszystko w porządku?'. Nie obnoszę się ze swoją znajomością z Piotrem. Kiedyś włożyłam jedno wspólne zdjęcie na naszą klasę. Skrzynka mailowa od razu mi się przepełniła.

Crazy Bitch, licealistka, 18 lat, Gdańsk

Jedyna tak zakręcona


W nocy obudziłam mamę, że zaraz wyjeżdżam. A ona: czy chcę kanapki na drogę. Pewnie, że chciałam. Zrobiła, zapakowała i odprowadziła na dworzec. 'Córciu, uważaj na siebie' - poprosiła tylko. Wcześniej nie było opcji, żeby jeździć, bo miałam szkołę. Ale na wakacje napisałam sobie rozkład, gdzie i kiedy Dick4Dick grają. Z zespołem jeździć nie mogę - nie mają miejsca w samochodzie. Zastanawiam się, czy do Londynu za nimi nie lecieć. Dick4Dick nie jest znanym zespołem, nie ma więcej takich fanek. Jestem jedyna tak zakręcona. Po festiwalu w Szubinie ponad pięć godzin siedziałam sama w nocy na przystanku w lesie. Pierwszy raz zobaczyłam ich rok temu przez przypadek, na koncercie w Gdańsku na plaży. Ściągnęłam ich płytę. Następny koncert to już było szaleństwo. Weszłam na scenę, zaczęłam tańczyć, śpiewać, skakać w tłum. Jak grali 'Drink My Kefir', z Dexterem, perkusistą, oblewaliśmy się kefirem. Czułam się, jakbym była jednym z nich. Na koniec Dexter zrzucił perkusję ze sceny i na nią skoczył. Zaczęli wszystko rozwalać, Krystian wyjął szlifierkę kątową i swój bas na pół przepiłował, zaczęli rzucać gitarami, walić w nie młotkami i kilofami, a wielki dym unosił się nad sceną. Jak zeszli, to ludzie wskoczyli i zaczęli zabierać te kawałki. Zaraz potem zrobiłam sobie pierwszy tatuaż - ich logo z pierwszej płyty. Bo tak mi się ich muzyka podoba i mam z nimi taki dobry kontakt, że chcę mieć pamiątkę na całe życie. Teraz zrobiłam jeszcze dwa i planuję następne. Oni się śmieją, że chociaż jedna osoba umrze z ich tatuażem. Tylko znajomi, jak zobaczyli tatuaże, powiedzieli, że jestem nienormalna, że nie chcą mnie takiej. Najgorsze były miesiące, kiedy Dick4Dick nigdzie nie grało, więc się nie widywaliśmy, a ja zrezygnowałam ze swoich znajomych. Siedziałam sama w domu i robiłam różne gadżety, wycinałam kawałki tekstów piosenek czy zdjęć i drukowałam na koszulkach. Mam plan, żeby zrobić kalendarz z Dick4Dick. Właśnie kończę liceum plastyczne.

Szamanka, studentka, 22 lata, Białystok

Jestem opiniotwórcza


Najmilszy dla mnie moment to był koncert z okazji 25-lecia T.Love. Zamówiłam tort w kształcie gitary Maćka, szampany, zorganizowałam przed koncertem wielką imprezę. A Muniek potem, jak wyszedł na scenę, powiedział publiczności, że fan club zrobił imprezę i że mu miło. Studiuję strategię reklamy i PR. W przyszłości chcę zostać menedżerem jakiegoś lokalu.

Na początku miałam taki odlot na Muńka: 'Jaki on fajny! Spojrzał na mnie!'. Jak mi pierwszy raz uścisnął dłoń, to było wielkie 'wow!'. Zbierałam autografy, zdjęcia i chwaliłam się koleżankom. A one: 'Ty go znasz?! Powiedz, jaki on jest?!'. Wstąpiłam do fan clubu i już przy pierwszym spotkaniu z zespołem zorientowałam się, że to są normalni ludzie, nie stwarzają dystansu.

To było z okazji 20-lecia zespołu. Jakieś 20 osób z fan clubu przyjechało do Warszawy specjalnie na nagranie płyty. Muniek normalnie się z nami witał i podawał rękę. A Sindey zaproponował tym, którzy nie mieli gdzie spać, nocleg u siebie. Pół nocy gadaliśmy, była impreza. Teraz trochę się bawię w organizowanie tego wszystkiego. Mam satysfakcję, że mogę jakoś na ten zespół wpłynąć. Sidney kiedyś przy mnie powiedział koledze: 'Uważaj na Szamankę, ona jest opiniotwórcza'. Menedżer dzwoni do mnie, jak coś kręcą i trzeba zebrać 200 fanów, którzy będą się bawić na koncercie. Teraz na forum wybieramy piosenki, które chcemy, żeby zespół zagrał na następnej trasie. Muniek jest wrażliwy, bardzo bierze do siebie krytykę. Napisał piosenkę 'Pierwszy raz'. Tekst szedł mniej więcej: 'Pierwszy raz najbardziej boli, kiedy popłynie pierwsza krew'. A ja mu na to, że to jedzie pedofilią, w końcu jest 44-letnim facetem. Później zespół już tej piosenki nie grał. Dla mnie w muzyce najważniejsze są teksty, a one trochę schodzą na psy. Z pięciu piosenek, które Muniek ostatnio napisał, fajna jest tylko jedna. Czy mu o tym powiedziałam? Oczywiście!

1 Daria, gimnazjalistka, 15 lat, Konin

Mamie się też podoba


Na pierwszy koncert Tedego poszłam z mamą, bo bała się puścić mnie samą. Mamie podoba się ostatnia płyta Tedego, bo jest dojrzała. Kiedy byłam chora, poszła za mnie na spotkanie fanów do Empiku. Przyniosła autograf. Podobało jej się, że był w stosunku do niej kulturalny, nie powiedział: 'Siemanko', tylko na pan, pani. Siedzę w publiczności w 'Fabryce gwiazd', gdzie Tede jest w jury. Mama mi to załatwiła. Dwa lata temu zaczęłam prowadzić blog o nim. Chciałabym bliżej go poznać, żeby dowiedzieć się, czy moje wyobrażenia pokrywają się z tym, kim jest. Myślę, że jest uczuciowy, kochliwy, ale nie zblazowany. Potrafi pokazać, że kogoś nie lubi, nie boi się życia. Ostatnio powiedział, że 'nie lubi lizać dupy.' Ja też mówię to, co myślę. Mam zadziorny charakter i będę zawsze sobą, a są takie osoby, które mówią mi, jaka mam być i jak mam się ubierać. Moje ulubione kawałki to 'Robię rap', o tym, że rodzice widzieli dla Tedego inną przyszłość, a on poszedł swoją drogą, i 'Harlequin', taka smutna miłosna historia. No i kawałek 'Zazdrość'. Bardzo wbił mi się w serce, kiedy miałam przeboje w szkole, jak się przeprowadziłam z Warszawy do Konina. Pięć dziewczyn pobiło mnie na przerwie, bo stwierdziły, że mam za drogie ciuchy. W przyszłości chciałabym mieszkać w Nowym Jorku i być dziennikarką magazynu 'Rolling Stone' - jeździć na gale, robić wywiady z artystami.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • 31 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':