http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Obama: Ameryka gotowa jest znowu przewodzić

Przeł. Maciej Kositorny
2009-01-21, ostatnia aktualizacja 2009-01-21 11:08

Tekst inauguracyjny przemówienia Baracka Obamy (z niewielkimi skrótami):

Prezydent podczas mowy inauguracyjnej
Fot. Jae C. Hong AP
Prezydent podczas mowy inauguracyjnej
Drodzy Rodacy!

Stoję tu pełen pokory w obliczu czekających nas zadań, wdzięczny za zaufanie, jakim mnie obdarzyliście, oraz pomny ofiar złożonych przez naszych przodków. Chcę podziękować prezydentowi Bushowi za jego służbę dla kraju i współpracę podczas przekazywania władzy.

Tekst przemówienia inauguracyjnego w języku angielskim



Już czterdziestu czterech prezydentów złożyło przysięgę. Jej słowa wypowiadano w czasach dobrobytu i pokoju. Często też jednak padały wtedy, gdy zbierały się nad nami ciemne chmury, a wokół szalały burze. Ameryka radziła sobie wtedy nie dzięki umiejętnościom i wizjom jej przywódców, tylko dlatego, że My, Naród, zachowaliśmy wiarę w ideały żywione przez tych, którzy byli przed nami, i że nie sprzeniewierzyliśmy się naszej konstytucji.

Tak było i tak być musi również w tym pokoleniu Amerykanów.

Wiemy dziś, że znajdujemy się w środku kryzysu. Prowadzimy wojny przeciwko rozległej organizacji przemocy i nienawiści. Nasza gospodarka jest poważnie osłabiona, co jest konsekwencją chciwości i braku odpowiedzialności niektórych z nas, choć także wspólną porażką w podejmowaniu trudnych decyzji i przygotowaniu nas wszystkich na nachodzące czasy. Ludzie potracili domy i pracę, pozamykano firmy. Służba zdrowia jest zbyt kosztowna, szkolnictwo zawodzi zbyt wielu z nas, a każdy dzień przynosi nowe dowody, że sposób, w jaki wykorzystujemy energię, tylko wzmacnia naszych wrogów i zagraża naszej planecie.

Są to wszystko przejawy kryzysu, który odzwierciedlają dane gospodarcze i statystyczne. Trudniej mierzalne, choć nie mniej dogłębne, jest osłabienie zaufania, które da się odczuć w całym kraju - dręcząca obawa, że upadek Ameryki jest nieuchronny, a wzrok przyszłych pokoleń nie będzie już tak dumny.

Dziś mówię wam, że wyzwania, które przed nami stoją, są rzeczywiste, poważne i jest ich wiele. Nie będzie łatwo stawić im czoła i nie uporamy się z nimi szybko. Ale wiedzcie, że im sprostamy.

Na wielkość trzeba zasłużyć

Zebraliśmy się tutaj, gdyż przedłożyliśmy nadzieję ponad strach oraz wspólnotę celów ponad konflikt i niezgodę.

W tym dniu przybyliśmy tu, by ogłosić kres małostkowym żalom i fałszywym obietnicom, wzajemnym oskarżeniom i zużytym dogmatom, które przez zbyt długo dławiły naszą politykę.

Wciąż pozostajemy młodym narodem, ale - jak mówi Pismo - nastał czas, by wyzbyć się tego, co dziecięce. Nastał czas, by potwierdzić istnienie naszego niezłomnego ducha, by wybrać lepszą przyszłość i nieść w przyszłość ten cenny dar, ową szlachetną ideę, przekazywaną z pokolenia na pokolenie - daną przez Boga obietnicę, że wszyscy jesteśmy równi, wolni, a każdy ma szansę dążyć do osiągnięcia pełni szczęścia.

Potwierdzając wielkość naszego narodu, zdajemy sobie sprawę, że nigdy nie jest ona dana. Na wielkość trzeba sobie zasłużyć. Nigdy nie podążaliśmy na skróty ani nie zadowalaliśmy się gorszym. Nie była to ścieżka ludzi słabego ducha - tych wybierających próżniactwo zamiast ciężkiej pracy czy też szukających jedynie przyjemności czerpanej z bogactwa i sławy. Przeciwnie, wkraczali na nią ci, którzy gotowi byli ponosić ryzyko, ludzie czynu. Niektórych z nich czcimy, ale większość pozostaje nieznana, choć swą pracą poprowadzili nas tą długą i nierówną drogą ku dobrobytowi i wolności.

To dla nas pakowali swój skromny dobytek i ruszali przez ocean w poszukiwaniu nowego życia.

To dla nas pracowali w mozole i zasiedlali Zachód, znosząc smagnięcia batem i orząc stwardniałą ziemię.

To za nas walczyli i umierali w Concord, Gettysburgu, Normandii i Khe Sahn.

Ich losem było nieustanne zmaganie się, poświęcenie i praca - tak byśmy my mogli wieść lepsze życie. Widzieli oni w Ameryce coś więcej niż sumę jednostkowych ambicji, więcej niż wszelkie nierówności wynikłe z urodzenia, bogactwa, stanu społecznego.

Tą drogą podążamy dalej dzisiaj. Jesteśmy najbogatszym i najsilniejszym krajem na świecie. Nasi pracownicy nie są wcale mniej wydajni niż przed kryzysem. Nie staliśmy się też mniej twórczy, a oferowane przez nas usługi i produkty są równie poszukiwane jak w ostatnim tygodniu, miesiącu czy roku.

Nie zredukowaliśmy naszych możliwości. Niemniej czas twardego obstawanie przy swoim, ochrony interesów wąskich grup społecznych i odkładania niepopularnych decyzji - to wszystko już przeszłość. Już od dziś musimy stanąć na nogi, otrzepać z kurzu i na nowo podjąć dzieło przebudowy Ameryki.

Gdziekolwiek spojrzymy, jest coś do zrobienia. Stan, w jakim znalazła się nasza gospodarka, wymaga natychmiastowych i śmiałych działań. I my je podejmiemy - nie tylko po to, by stworzyć nowe miejsca pracy, ale także by położyć podwaliny pod przyszły wzrost.

Będziemy budować drogi i mosty, rozbudujemy sieć energetyczną i informatyczną, które łączą nas i zacieśniają między nami więzi. Przywrócimy nauce należne jej miejsce, wykorzystując cuda techniki do podniesienia jakości usług medycznych i obniżenia ich ceny. Okiełznamy energię słońca, wiatru i ziemi, by napędzać nasze samochody i pozwolić naszym fabrykom pracować. Zreformujemy nasze szkoły i uniwersytety, by sprostały wymaganiom nadchodzących czasów. Wszystko to możemy zrobić i wszystko to zrobimy.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne