- To historyczny moment i sposób w jaki go doświadczymy będzie równie historyczny - to słowa 20-letniej Eriki Schaefer z San Jose, cytowanej przez
dziennik "Mercury News". Uroczystość zaprzysiężenia Baracka Obamy będzie oglądała w telewizji. Ale pod ręką będzie smartfon BlackBerry oraz minilaptop, a Schaefer będzie jednocześnie czatowała w internecie ze znajomymi na Facebooku i serwisie Twitter.
Także z tymi, którzy zjawią się na ceremonii. Organizatorzy szacują, że tłum w Waszyngtonie może liczyć ponad dwa miliony, głównie młodych osób przyzwyczajonych do nieustającego kontaktu ze znajomymi oraz publikowania dziesiątków zdjęć i wpisów na blogach i serwisach dziennie.
A że przy takiej okazji - zaprzysiężeniu 44 prezydenta
USA - internet i sieci komórkowe zaleją tysiące zdjęć i komunikatów, to niemal pewne. Tym bardziej, że Obamę powszechnie odbiera się jako prezydenta, który z nowymi technologiami jest za pan brat.
- Obama rozumie nowe media, internet, serwisy społecznościowe tak samo dobrze, jak Kennedy zdawał sobie sprawę z potęgi telewizji - komentuje Rodney Rumford, ekspert od serwisów społecznościowych, autor książki o Twitterze. - Będziemy w stanie spojrzeć na uroczystość z setek różnych perspektyw: ludzie będą dzielić się swoimi przeżyciami poprzez zdjęcia, nagrania
wideo czy tekst. Będą pisać, dzwonić, pokazywać, co oznacza dla nich ten moment - dodaje.
Dziennik "Mercury News" w dowcipny sposób pokazał to tak: "Ja, Barack Hussein Obama, uroczyście przysięgam (aktualizacja statusu na Facebooku), że będę godnie sprawował urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych (wpis na Twitterze) i zrobię wszystko, co w mojej mocy (wpis na blogu CNN i streaming wideo na żywo) by zachować i bronić konstytucji Stanów Zjednoczonych (z pomocą MySpace, Hulu, Yahoo Messenger, Jaiku oraz Plurk). Tak mi dopomóż Bóg"
A to oznacza ciężkie chwile dla operatorów telekomunikacyjnych - już zaapelowali do klientów, by zamiast dzwonić w czasie inauguracji, wysłali SMS-a, a zdjęcia dopiero po uroczystości. Ale i tak dmuchają na zimne: Sprint Nextel na inaugurację szykował się ponoć już od kwietnia. W tym czasie zwiększył przepustowość sieci, by wytrzymała obciążenie 10-15 razy większe niż przeciętnie w ciągu dnia. Na usprawnienie swojej sieci wokół Waszyngtonu AT&T wydało 4 mln dol., zaś Verizon w pogotowiu trzyma kilka ciężarówek z masztami i własnym zasilaniem. A w rezerwie każdy z dużych operatorów ma jeszcze satelity, które w razie przeciążenia sieci, mogą przekazywać połączenia.
- Z reguły wiemy, ile osób może wejść na koncert czy tor wyścigowy. I jesteśmy w stanie przygotować do tego infrastrukturę - mówi dziennikowi "The New York Times" John Johnson, rzecznik Verizon Wireless. - Ale pamiętając, jak entuzjastycznie reagowały tłumy podczas kampanii Obamy, trudno cokolwiek prognozować - dodaje.
Do tłoku na łączach przygotowują się też w internecie - jak mówią przedstawiciele Facebooka, to może być najbardziej ruchliwy dzień w historii serwisu, w którym konta ma sto kilkadziesiąt milionów internautów z całego świata.
Podobnie szefowie Twittera: nie spodziewają się co prawda, by powtórzyła się sytuacja z dnia wyborów (na stronie co sekundę pojawiało się 10 nowych wpisów). Ale zapowiadają wykupienie nowych serwerów na czas inauguracji.