http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Łaska Łukaszenki przeliczona na dolary

Andrzej Poczobut, Grodno
2009-01-20, ostatnia aktualizacja 2009-01-19 17:10

Białoruski oligarcha Jaugien Szygalou, któremu grozi kilka lat więzienia za nadużycia gospodarcze, jest gotów kupić sobie wolność. Oferuje prezydentowi Aleksandorwi Łukaszence 32 mln dol.

Aleksander Łukaszenko, prezydent Białorusi
Fot. Gleb Garanich / AP
Aleksander Łukaszenko, prezydent Białorusi
Popieramy takie podejście i zwrócimy się do prezydenta, by zastosował w tym przypadku ułaskawienie - powiedział białoruski minister spraw wewnętrznych Uładzimir Naumau.

Białoruski kodeks karny przewiduje możliwość kupienia sobie wolności: zgodnie z artykułem 88, jeżeli osoba oskarżana o popełnienie przestępstw gospodarczych wyrówna straty, które wyrządziła skarbowi państwa, może zostać ułaskawiona przez prezydenta.

Jeszcze niedawno Jaugien Szygalou, który chce z tego prawa skorzystać, był jednym z dworskich biznesmenów Łukaszenki. Państwowi urzędnicy traktowali go niezwykle życzliwie, kierował domem handlowym w Mińsku oraz miał udziały w dziesiątkach innych firm i banków. Był też jednym z założycieli prołukaszenkowskiej organizacji społecznej Biała Ruś.

Ale postawił na złego konia. - Starał się być przyjacielem Wiktora Szejmana, byłego szefa administracji prezydenckiej, który jeszcze niedawno uchodził za drugą osobę w państwie - powiedział "Gazecie" Paweł Szaramiet, autor biografii Łukaszenki "Prezydent przez przypadek", uchodzący za znawcę dworu białoruskiego przywódcy.

Kiedy Szejman i jego otoczenie popadli w niełaskę, również Szygalou padł ofiarą czystki. Został aresztowany na początku kwietnia 2008 r. i oskarżony m.in. o bezprawne zagarnięcie kilku działek ziemi. Jego zeznania posłużyły obciążeniu urzędników, których Łukaszenka postanowił się pozbyć.

- I cóż on dzisiaj zeznaje? Że 15 najwyższych urzędników państwowych ugrzęzło w korupcji. Jak chcieli coś kupić, to od razu do Szygalou: samochód, pralka. I od razu zniżkę o 60 proc. prosili! - opowiadał kilka tygodni temu białoruski dyktator.

Jednak biznesmena wypuszczono na wolność po wniesieniu ponad 3 mln dol. kaucji. Teraz liczy, że za 32 mln dol. w ogóle uniknie kary.

Praktyka wykupywania sobie wolności została wprowadzona dekretem Łukaszenki jeszcze w 2004 roku. Od samego początku była krytykowana przez obrońców praw człowieka i niezależnych ekspertów.

- To jest sprzeczne z konstytucją. Jeszcze przed wyrokiem sądowym osoba jest ułaskawiana. Łukaszenka, zawłaszczając sobie takie prawo, nagina uprawnienia prezydenta - powiedział "Gazecie" Gary Paganiajła z Białoruskiego Komitetu Helsińskiego.

- To jest zwykłe ściąganie haraczy, każdy białoruski biznesmen jest tym zagrożony - uważa Szaramiet.

Liczba osób, które dotąd kupiły sobie ułaskawienie, nie jest znana. Jednak MSW przyznało, że cena, którą chce zapłacić Szygalou, byłaby największą w historii ułaskawień. Żeby mógł ją zebrać, przedłużono śledztwo w jego sprawie o pół roku.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':