Popieramy takie podejście i zwrócimy się do prezydenta, by zastosował w tym przypadku ułaskawienie - powiedział białoruski minister spraw wewnętrznych Uładzimir Naumau.
Białoruski kodeks karny przewiduje możliwość kupienia sobie wolności: zgodnie z artykułem 88, jeżeli osoba oskarżana o popełnienie przestępstw gospodarczych wyrówna straty, które wyrządziła skarbowi państwa, może zostać ułaskawiona przez prezydenta.
Jeszcze niedawno Jaugien Szygalou, który chce z tego prawa skorzystać, był jednym z dworskich biznesmenów Łukaszenki. Państwowi urzędnicy traktowali go niezwykle życzliwie, kierował domem handlowym w Mińsku oraz miał udziały w dziesiątkach innych firm i banków. Był też jednym z założycieli prołukaszenkowskiej organizacji społecznej Biała Ruś.
Ale postawił na złego konia. - Starał się być przyjacielem Wiktora Szejmana, byłego szefa administracji prezydenckiej, który jeszcze niedawno uchodził za drugą osobę w państwie - powiedział "Gazecie" Paweł Szaramiet, autor biografii Łukaszenki "Prezydent przez przypadek", uchodzący za znawcę dworu białoruskiego przywódcy.
Kiedy Szejman i jego otoczenie popadli w niełaskę, również Szygalou padł ofiarą czystki. Został aresztowany na początku kwietnia 2008 r. i oskarżony m.in. o bezprawne zagarnięcie kilku działek ziemi. Jego zeznania posłużyły obciążeniu urzędników, których Łukaszenka postanowił się pozbyć.
- I cóż on dzisiaj zeznaje? Że 15 najwyższych urzędników państwowych ugrzęzło w korupcji. Jak chcieli coś kupić, to od razu do Szygalou:
samochód, pralka. I od razu zniżkę o 60 proc. prosili! - opowiadał kilka tygodni temu białoruski dyktator.
Jednak biznesmena wypuszczono na wolność po wniesieniu ponad 3 mln dol. kaucji. Teraz liczy, że za 32 mln dol. w ogóle uniknie kary.
Praktyka wykupywania sobie wolności została wprowadzona dekretem Łukaszenki jeszcze w 2004 roku. Od samego początku była krytykowana przez obrońców praw człowieka i niezależnych ekspertów.
- To jest sprzeczne z konstytucją. Jeszcze przed wyrokiem sądowym osoba jest ułaskawiana. Łukaszenka, zawłaszczając sobie takie prawo, nagina uprawnienia prezydenta - powiedział "Gazecie" Gary Paganiajła z Białoruskiego Komitetu Helsińskiego.
- To jest zwykłe ściąganie haraczy, każdy białoruski biznesmen jest tym zagrożony - uważa Szaramiet.
Liczba osób, które dotąd kupiły sobie ułaskawienie, nie jest znana. Jednak MSW przyznało, że cena, którą chce zapłacić Szygalou, byłaby największą w historii ułaskawień. Żeby mógł ją zebrać, przedłużono śledztwo w jego sprawie o pół roku.