http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Kraśnik w malinach

Jacek Brzuszkiewicz, Sławomir Skomra, Lublin
2009-01-19, ostatnia aktualizacja 2009-01-20 18:01

- Dlaczego burmistrz Czubiński z PO uroczyście otwiera "orliki" i robi festyny, zamiast interweniować w rządzie o pomoc dla Fabryki Łożysk Tocznych? Przecież bez zakładu Kraśnik sobie nie poradzi - atakują działacze PiS

Media Ekspert to największy w Kraśniku sklep RTV i AGD, mieszczący się w nowej galerii handlowej Londyn. Rok temu przed świętami najwięcej kupowali tutaj pracownicy Fabryki Łożysk Tocznych. Na kredyt brali telewizory, lodówki, pralki. Osatnio obroty spadły podobno nawet o połowę.
Fot. Iwona Burdzanowska / AG
Media Ekspert to największy w Kraśniku sklep RTV i AGD, mieszczący się w nowej...
Jak tną koszty w twojej firmie - napisz do ''Gazety''

Fabryka w grudniu zwolniła 340 osób z 2,7 tys. pracowników i zawiadomiła urząd pracy, że może zwolnić kolejne 280. Żeby ograniczyć straty, na przełomie roku Fabryka wstrzymała produkcję na trzy tygodnie. Za czas przestoju ludzie dostaną tylko 60 proc. pensji.

Fabryka Łożysk Tocznych to największy pracodawca w 38-tysięcznym Kraśniku. Działacze PiS poczuli wiatr w żaglach.

W mieście od 13 lat rządzi burmistrz Piotr Czubiński, jeden z założycieli PO w Lubelskiem. W ostatnich wyborach zgarnął prawie 60 proc. poparcia. Jego przeciwnikiem był Jarosław Stawiarski, dziś poseł PiS z Kraśnika.

Kiedyś w PiS myśleli, że burmistrza załatwi prokuratura - przeciwnicy polityczni zarzucali mu korupcję, przed miesiącem śledczy przedstawili mu zarzut niegospodarności. Ale burmistrz tylko zawiesił członkostwo w PO i rządzi nadal.

Potem łudzili się, że burmistrzowi zaszkodzą plotki o jego życiu prywatnym - bo zostawił żonę z trojgiem dzieci dla młodszej kochanki. Nic z tego.

Ludzie w sklepie spożywczym przy ul. Urzędowskiej burmistrza wychwalają: - Ci z PiS od lat prorokują, że burmistrza zamkną, a on buduje nam drogi i "orliki", układa chodniki, zakłada kanalizację. Może z niego i babiarz, ale dobry gospodarz. Nie chcemy takiego, który by się tylko modlił i o mieście zapominał.

- Dobry gospodarz? - złości się miejscowy działacz PiS. - Wpływy z podatków płaconych przez fabryki to lwia część budżetu miasta przeznaczonego na inwestycję. Jak burmistrz zachowa twarz sprawnego menedżera bez tych pieniędzy?

Odkąd Fabryka Łożysk Tocznych popadła w kłopoty, Jarosław Stawiarski, poseł PiS z Kraśnika, napisał sześć interpelacji. Pod jego apelem do premiera o pomoc dla Fabryki podpisało się 14 posłów PiS z Lubelskiego.

Stawiarski wszystko opisuje na swojej stronie internetowej i pyta kolegów z PO, dlaczego sami nic nie robią: - Przecież Fabryka należy w 100 proc. do skarbu państwa. Rząd się powinien poczuwać do odpowiedzialności.

Nie nasza wina, że jest kryzys

Ataki działaczy PiS padają w Kraśniku na podatniejszy grunt niż kiedyś.

Przyjechaliśmy do Kraśnika w poniedziałek 12 stycznia. Tego dnia po trzech tygodniach przestoju Fabryka Łożysk Tocznych wznawia produkcję.

Nerwowo jest już w punkcie wydawania przepustek. Operator wózka elektrycznego przeklina rząd: - Tusk zamiast chronić kraj przed kryzysem, ciągle zakrzykiwał Kaczyńskich, powtarzał, że kryzysu u nas nie ma i nie będzie. Jak taki mądry, niech teraz przyjedzie do Kraśnika i ludziom się wytłumaczy.

Fabryka powstała w 1938 r. i aż do lat 50. produkowała amunicję. Potem przestawiła się na łożyska. 80 proc. produkcji idzie na Zachód - kupują koncerny motoryzacyjne, m.in. Renault, Citroën, Peugeot.

Prezes Fabryki Włodzimierz Drozd rządzi od czerwca, wygrał konkurs. Wcześniej był kierownikiem działu remontów, ma 30 lat stażu. Opowiada: - W 2007 r. firma osiągnęła ponad 2 mln zł zysku netto. Po podwyżkach średnia pensja skoczyła nam do blisko 3 tys. zł brutto. Druga połowa 2008 r. zapowiadała się jeszcze lepiej, wszyscy kupowali, jak oszalali. Planowaliśmy wymianę maszyn. Sami je zaprojektowaliśmy, miały zużywać mniej energii.

Kryzys poczuli we wrześniu: - To nie było tąpnięcie. Po prostu koncerny zaczęły redukować zamówienia. Z miesiąca na miesiąc było coraz gorzej. W ostatnim kwartale zamówienia spadły o jedną trzecią.

Zabójcze dla Fabryki okazały się opcje walutowe. Na początku 2008 r. złoty się umacniał, więc - tak jak wielu polskich eksporterów - firma chciała się zabezpieczyć przed ryzykiem kursowym. Umowy z bankami gwarantowały, że rozliczą transakcje po kursie 3,60 zł za euro, nawet jeśli kurs będzie niższy. To taki zakład - Fabryka skorzystałaby, gdyby złoty dalej się umacniał. Ale traciła, gdy złoty słabł - i tak się stało jesienią, gdy zawirowania na rynkach finansowych zachwiały kursem.

Z nieoficjalnych danych wynika, że Fabryka musi zapłacić bankom ponad 20 mln zł. Prezes Drozd nie chce potwierdzić tej kwoty, zasłania się tajemnicą handlową.

Sam prezes nie poczuwa się do winy za złą kondycję Fabryki. Nikogo nie obwinia: - Przyszedł kryzys, kto mógł to przewidzieć. Ale teraz rząd powinien pomóc nam i innym eksporterom renegocjować opcje walutowe, przyznać gwarancje kredytowe i zapłacić za przestoje.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

5

1 głos

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne