W portowym Kismajo talibowie zabili także pierwszego somalijskiego polityka, którego oskarżyli o kolaborację z Etiopczykami. Abdirrahman "Waldiire" Ahmed został zastrzelony na jednym z miejskich placów w czwartek w południe. Wieść o jego śmierci dopiero w sobotę dotarła do Mogadiszu.
Talibowie oskarżyli Ahmeda, że zdradził islam, współpracując z wspieranym przez Etiopię watażką Barre Hiraale, komendantem partyzanckiej armii Sojusz z Doliny Dżuby. Kiedy w sierpniu talibowie zajęli Kismajo i Dolinę Dżuby, Hiraale skorzystał z pomocy Etiopczyków, by bić się z talibami.
Ale ani współpracujący z Etiopczykami somalijscy watażkowie, ani same etiopskie wojska nie byli w stanie powstrzymać talibów. Pobici przez Etiopię, która namówiona przez
USA najechała na Somalię w grudniu 2006 r., po dwóch latach partyzanckiej wojny zmusili Etiopczyków do rejterady, a sami wracają do władzy.
Talibowie, szczególnie ci z radykalnej frakcji "Młodych" uważanej przez USA za terrorystów, od dawna zapowiadali, że jak tylko wrócą do Mogadiszu, rozprawią się z kolaborantami. Portowe Kismajo staje się symbolem porządków, jakie talibowie zamierzają zaprowadzić w całej Somalii.
Jesienią na ich rozkaz została tam ukamienowana 13-letnia dziewczyna, która zgwałcona przez kilku mężczyzn została przez talibów oskarżona o seks pozamałżeński, karany według islamu śmiercią.
W przeciwieństwie do Kismajo stołeczne Mogadiszu - z którego kilka dni temu wycofali się Etiopczycy - zostało zajęte przez partyzantów z umiarkowanej frakcji talibów tzw. alimów. W stolicy działają jednak także oddziały "Młodych", którzy wypowiedzieli już wojnę siłom pokojowym Unii Afrykańskiej okopanym na miejscowym lotnisku.
Jesieną alimowie dogadali się z przedstawicielami proetiopskiego rządu, że nie będą ze sobą walczyć, lecz podzielą się władzą po wycofaniu Etiopczyków. Teraz alimowie zajmują kolejne części Mogadiszu i ani myślą przestrzegać umowy.
Po wycofaniu się wojsk etiopskich w somalijskiej stolicy zapanował jednak dawno tu nie widziany pokój. Korzystając z przerwy w walkach, setki uchodźców, którzy uciekli z miasta przed wojną, zaczęły do niego wracać. Na głównych ulicach tysiące ludzi wiwatowały, gdy ostatni etiopscy żołnierze opuszczali Mogadiszu.
Wielu Somalijczyków obawia się jednak, że wcześniej czy później na ulicach Mogadiszu dojdzie do nowej wojny o władzę - tym razem między skłóconymi frakcjami talibów.