Media są oburzone Palikotem. Ale gołym okiem widać, że sycą się nim. Palikot dostarcza im strawy, bez której nie mogłyby żyć! Media żerują na drobnych i większych skandalach kompletnie już niezdolne do trawienia pokarmów bardziej złożonych - komentuje Magdalena Środa
>
"Czy Jarosław jest Jarosławą?" - ciekawi się Janusz Palikot w swoim blogu. Żeby czytelnik nie miał żadnych wątpliwości, o co pyta, Palikot dodaje: "wśród bliźniaków jednojajowych często jedno z nich jest homoseksualistą".
Blog pana posła nie ma na celu popularyzacji nauki, w szczególności badań nad bliźniakami. Po co więc pan poseł pochyla się nad życiem seksualnym politycznego przeciwnika? Po co tak nadwyręża swoją wyobraźnię? Czy to mu potrzebne w kierowaniu komisją "Przyjazne państwo"? A może program rządu zależy od orientacji seksualnej lidera opozycji? Jeśli tak, to dlaczego pan poseł nie pochyli się nad oboma wicepremierami? Mają dzieci, to prawda, ale czy to coś znaczy? Przecież statystyka pokazuje, że najwięcej przekrętów i morderstw dokonują osobnicy heteroseksualni.
Poseł Palikot twierdzi, że media czekają "na krwawą jatkę". I że zamiast zająć się wykorzystaniem pieniędzy unijnych, zajmują się zagrożeniem dla demokracji, jakie stwarza on, Palikot.
Tak, to prawda. Media, i te pisane, i te telewizyjne, lubią bijatykę. Ale Palikot, poseł bądź co bądź, jak poszedł do studia TVN 24 bronić swego rządu przed b. minister Grażyną Gęsicką, to nie przygniatał wiedzą na temat wydawania unijnych pieniędzy. I to mimo że wystąpił przed kamerami kilka godzin po konferencji też nieprzygotowanej Gęsickiej, mimo że mógł poprosić w Kancelarii Sejmu lub kancelarii premiera o odpowiednie dane.
Nie, pan poseł poszedł do telewizji ot tak, bez przygotowania. Sauté, choć warto docenić - bez świńskiej głowy, jak ongiś. Wymyślił tylko, że jak zarzuci Gęsickiej prostytucję polityczną, to będzie krwawa jatka. Uznał pewnie, że szef sejmowej komisji nie jest od tego, aby znać twarde fakty. On jest od tego, aby "rzucić" ogólny kierunek ataku.
Posła Palikota coś jednak usprawiedliwia. Usprawiedliwia go następująca lista obelg wobec przeciwników politycznych i mediów: wywodzą się z KPP, przypominają morderców księdza Popiełuszki, przypominają stalinowską "Trybunę Ludu", stali tam, gdzie stało ZOMO, są łże-elitami, lumpenliberałami, kiedy dojdą do władzy, wprowadzą stan wojenny, sprostytuowani prawnicy, pewien znany prawnik to tchórz i obrzydliwy oportunista, ogromna część mediów wyszła na idiotów i kukiełki służb, pewne media powinny milczeć, bo są niemieckie, krytycy Zbigniewa Ziobry należą do frontu obrony przestępców, a PO używa knajackiego języka.
Te określenia, a to jedynie niewielka część z całej palety, to efekt analitycznego wysiłku Jarosława Kaczyńskiego. Palikot wychował się na tych zgrabnych bon motach, wzbogacił je, dodał trochę rekwizytów. No i leci.
*Zdaniem Magdaleny Środy i Waldemara Kuczyńskiego: pełna hipokryzji i cynizmu, świętoszkowata, niedbająca o czystość własnej duszy faryzeuszka w stadium erupcji cnotliwości
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
0 głosów
