"Czy Jarosław jest Jarosławą?" - ciekawi się Janusz Palikot w swoim blogu. Blog pana posła nie ma na celu popularyzacji nauki, w szczególności badań nad bliźniakami. Po co więc pan poseł pochyla się nad życiem seksualnym politycznego przeciwnika? Po co tak nadwyręża swoją wyobraźnię? Czy to mu potrzebne w kierowaniu komisją "Przyjazne państwo"? - komentuje Ewa Milewicz
>
Posłowi Gowinowi - jak podały media - "otwiera się w kieszeni scyzoryk", gdy ktoś obraża kobietę, tak jak to zrobił poseł Palikot. Wrażliwość posła Gowina jest doprawdy wzruszająca. Poseł Gowin, który zamierza odebrać kobietom prawo do skutecznej opieki zdrowotnej w przypadku niepłodności, prawo do bezpiecznych i minimalizujących cierpienie zabiegów in vitro , prawo do posiadania zdrowego dziecka, nagle jawi się jako dżentelmen stający w obronie obrażanej kobiety.
Posłanki PO są również pryncypialnie zbulwersowane zachowaniem Palikota, potępiają je głośno i solidarnie, mając chyba zarazem świadomość, że to pusty gest bez znaczenia. W PO kobiety są pozbawione jakiejkolwiek władzy, nawet oburzania się. Jeden głos Schetyny ma większą wartość niż głos 50 posłanek, choć być może głos tych 50 Platformie się przyda. Jako decorum . I to jest rzeczywisty problem.
Media również są oburzone Palikotem. Ale gołym okiem widać, że sycą się nim. Palikot dostarcza im strawy, bez której nie mogłyby żyć! Media żerują na drobnych i większych skandalach kompletnie już niezdolne do trawienia pokarmów bardziej złożonych. Gdyby nie Lepper (za którym tęsknią), Terlikowski, Wildstein, Kurski, Gosiewski, Niesiołowski i jeszcze kilku "krwistych dżentelmenów", media informacyjne i publicystyczne nie potrafiłyby już funkcjonować. Ale potępiają, bo to rozgrzewa atmosferę. I "się dzieje".
Również premier Kaczyński, który toleruje w swoich szeregach arogantów od lat niszczących standardy praworządności, przyzwoitości i kompetencji, nagle jawi się jako polityk odwołujący się do kategorii dżentelmena. Święte oburzenie pana prezesa marnie wygląda na tle ekscesów jego kompanów, ale nie ma to jak święte oburzenie w mediach!
W teologii znane jest pojęcie "sumienia faryzejskiego". Ktoś, kto je posiada, widzi i ocenia zewnętrzne i mniej istotne przejawy zła, a nie jego fundament. Faryzeusz skupia się na skutkach i formie, nie zaś na przyczynach. Widzi zło w innych, broniąc siebie, choć to on jest jego nosicielem. Faryzeusze dbają o czystość rąk, nie dbając o czystość własnej duszy; dbają o czystość naczyń, nie dbając o dobro wspólne. Mówiąc językiem Ewangelii, "przecedzają komara i połykają wielbłąda" (Mt 23,24).
W polskiej polityce i mediach faryzeusze są dodatkowo pełni hipokryzji i cynizmu. Nieobce jest im zjawisko prostytucji politycznej. Oburzenie ponosi wszystkich jednak dopiero wtedy, gdy rzeczy zostaną nazwane po imieniu.
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
0 głosów
