Radość tym większa, że to miała być kryzysowa Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy - mniej koncertów, mniej sponsorów.
Ale kryzysu nie było. Owsiak znowu porwał cały kraj i zebrał miliony, tym razem na wczesne wykrywanie nowotworów u dzieci.
Tegoroczny finał WOŚP zaczął się w Szczecinie. Tuż po 7 rano dwoma busami pędzimy z lotniska w Goleniowie pod szczeciński urząd miasta. Tam za dwie godziny Owsiak rozpocznie wielkie granie. Cały dzień 120 tys. wolontariuszy w Polsce i na świecie będzie zbierać pieniądze. W zeszłym roku przynieśli dla Orkiestry ponad 32 mln zł.
Na miejscu mroźno i pusto. - Nikt nie przyjdzie - słyszę od ochroniarza. - Za zimno, za wcześnie - marudzi. Na scenie niemrawo rozgrzewają się Blendersi.
Ale przed 9 plac się zapełnia. Niektórzy niosą budziki. Obudzą nimi cały kraj do grania. Owsiak zajeżdża wojskowym gazikiem. Jest w czerwonej kurtce i arafatce. Biega między kamerami i rozdaje autografy. Za chwilę pierwsze wejście na żywo. A dyrygent Orkiestry już krzyczy: - Czy Szczecin gra z nami? Tłum szaleje, budziki dzwonią. Jakaś kobieta próbuje się do niego dopchać z koszem wypchanym foliowymi workami z groszami. - To dla ciebie Jurek - woła, nie zważając na transmisję telewizyjną. Dzieciaki z podstawówki nr 51 w Szczecinie zebrały ponad 3 tys. zł.
Gdy gra wojskowa orkiestra, maszeruje wiewiórka gigant, przechodzi parada cheerleaderek.
W
policyjnym konwoju gnamy z powrotem do Goleniowa. Pokazuje, gdzie w 1996 r. był przystanek Woodstock. - Chłopie, jak wtedy lało. I jaka była zabawa - wspomina.
Na lotnisku czeka oblepiony czerwonymi serduszkami embraer wypożyczony przez LOT. Owsiak pędzi przez halę. A pasażerowie go gonią, proszą o autografy, robią zdjęcia komórkami.
Na pokładzie wywiady i make-up, bo w Warszawie już nie będzie na to czasu. I tuż przy lądowaniu niespodzianka od pilotów. Samolot kilka metrów nad ziemią podrywa się w powietrze. Nam zapiera dech. Przez kilka minut krążymy nad Warszawą.
Po 13 Jurek nadaje z legendarnego
studia nr 5. Na planszach już 2,5 mln zł. - Jesteście wspaniali. Gramy do końca świata i o jeden dzień dłużej - wrzeszczy znane wszystkim hasło, już z lekką chrypką. Kilkuletnie dzieciaki ćwiczą sztuczne oddychanie na fantomach. Z Sochaczewa przyjechała z nimi nauczycielka Jolanta Gerasik: - Dzięki Orkiestrze wyszkoliłam z niesienia pierwszej pomocy 300 moich uczniów. Zaczynamy w pierwszej klasie. W trzeciej sami już przeprowadzą taką akcję.
Owsiak wybiega ze studia. Przy palmie na rondzie de Gaulle'a ma dołączyć do biegu "Policz się z cukrzycą". Biegaczy jest 3003, bo tyle pomp insulinowych kupiła Orkiestra.
A do telewizyjnego studia schodzą się wolontariusze, rodziny, sławni goście. Grupa Harleyowcy w skórach przyniosła zebrane przez siebie 5,2 tys. zł, o 2 tys. więcej niż rok temu. Pod rzędami monitorów ktoś siedzi po turecku i medytuje. Pirotechnik kieruje robotem do rozbrajania bomb, w "rękach" maszyny - puszka Wielkiej Orkiestry.
Wieczorem na pierwszej konferencji prasowej Owsiak mówi: - Wszyscy pytają mnie o kryzys. Polska daje jedną odpowiedź!
Po północy na kontach byłoponad 30 mln zł.
Prof. Bohdan Maruszewski, prezes fundacji WOŚP: - Orkiestra zmieniła naszą mentalność. Ale dziś oczekujemy również od polityków, którzy decydują o finansach służby zdrowia, że docenią to, co zrobili Polacy, i będą chcieli z nami współpracować.