http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prezydent: Przede wszystkim jestem Europejczykiem

Rozmowa z prezydentem Lechem Kaczyńskim
2009-01-10, ostatnia aktualizacja 2009-01-09 19:48

Lech Kaczyński
Lech Kaczyński
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG

Moja polityka południowo-wschodnia jest ryzykowna, ale jeżeli chcemy wzmocnić pozycję Polski w UE i być promotorem demokracji, musimy ją prowadzić





Jacek Pawlicki, Marcin Wojciechowski: Wrócił pan właśnie z Czech, które objęły półroczną prezydencję w UE. Uwagę świata skupia rosyjsko-ukraiński konflikt o gaz oraz izraelsko-palestyńska wojna w Strefie Gazy. Czy o tym rozmawialiście z prezydentem Vaclavem Klausem?

Lech Kaczyński: Chciałem poznać plany Czech - nowego przewodniczącego UE - w sprawie dywersyfikacji źródeł energii. W sprawie Gazy rozmawialiśmy na temat tego, co jeszcze Unia może zrobić na Bliskim Wschodzie. Moim zdaniem nie powinniśmy poprzestawać na konstatacji, że nic więcej nie można zrobić.

Prezydent Klaus nigdy nie był specjalnie wyczulony na sprawy ukraińskie.

- Na pewno nie w tym stopniu co ja, ale sądzę, że te sprawy pojmuje. Na pewno nie uwolnił się od historii Czech. Oprócz '68 roku Czesi przez wieki nie toczyli z Rosją takich sporów jak Polska.

Spotkaliśmy się, by opowiedział pan o swojej doktrynie w polityce zagranicznej. Na czym ona polega?

- Czasem jestem oskarżany, że nigdy jej nie zaprezentowałem. To nieprawda. W polityce zagranicznej nie wykłada się kart na stół. Ja też ich nie wykładam do końca, ale pewne założenia są oczywiste. Po pierwsze, jeśli ktoś twierdzi, że chcę odbudować I Rzeczpospolitą, to są to urojenia. Podstawową płaszczyzną odniesienia dla Polski jest Unia Europejska. Ona wypełnia w sensie gospodarczym 70 proc. przestrzeni europejskiej, a w sensie politycznym nieco mniej. Jeżeli chodzi o politykę bezpieczeństwa, to podstawową płaszczyzną odniesienia jest NATO, a także układy bilateralne, których też należy przestrzegać. Konsekwentnie popieram politykę otwartych drzwi wobec Ukrainy i Gruzji oraz państw bałtyckich.

Zajmuje się pan głównie polityką wschodnią.

- To nieprawda. Ale jest rzeczą oczywistą, że trwa walka o pozycję Polski w UE. Kiedyś prof. Bronisław Geremek powiedział, że jeśli ktoś nie rozumie konkurencyjności współczesnych stosunków międzynarodowych, to jest naiwny. Nie pamiętam, czy go cytuję dosłownie, ale taki był sens. To święta prawda także w ramach Unii. Zasada solidarności jest wielkim sukcesem bez precedensu w historii - może z wyjątkiem Hanzy, ale to był związek niemieckojęzycznych miast. Unia jest wielonarodowa.

Mówi pan, że o pozycję Polski w UE trzeba walczyć. Chyba przez pięć lat członkostwa coś już osiągnęliśmy?

- Ale nie to, co mogliśmy. Polska jest szóstym krajem w Unii pod względem wielkości PKB, choć nie w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Unia przyniosła Polsce oczywiste korzyści, przede wszystkim gospodarcze, ale dała też więcej - prawo udziału w europejskiej grze. Ale czy osiągnęliśmy wszystko? Czy na przykład w traktacie akcesyjnym osiągnęliśmy wszystko, co było możliwe? Chyba nie.

Ale traktat lizboński uważam za sukces na skalę możliwą do osiągnięcia. Osiągnęliśmy wszystkie cele poza pierwiastkowym systemem liczenia głosów. Moi partnerzy do dziś mówią, że szczyt w Brukseli z czerwca był polskim sukcesem, ale w Polsce nie potraktowano mnie jako zwycięzcy.

Sprawa Joaniny [mechanizmu pozwalającego Polsce blokować przez jakiś czas niekorzystne dla niej decyzje w UE] została zakończona po myśli Polski. System pierwiastkowy wysuwaliśmy pod koniec negocjacji tylko taktycznie, bo wiedzieliśmy, że ta propozycja nie ma szans. Przeciw było 26 krajów. Udało się nam także przedłużyć do 2017 r. korzystny dla Polski traktat nicejski, a dziesięć lat w historii UE to bardzo dużo.

Pozostaje pan przy swoim stanowisku i nie podpisze traktatu lizbońskiego przed "tak" w powtórnym referendum irlandzkim?

- Tak. I podkreślam, że Polska nie będzie przeszkodą w wejściu w życie tego traktatu. Nie jest on optymalny, ale zdołaliśmy go w ciężkiej walce bardzo poprawić. Stawiam zresztą siedem do trzech, że traktat lizboński wejdzie w życie.

Prezydent Klaus jest przeciwnikiem traktatu lizbońskiego, a przyjaźnicie się. Jak to jest?

- Możliwa jest przyjaźń mimo różnicy poglądów. Rozmawialiśmy o tym długie godziny.

Klaus jest oskarżany, że przeszkadza w zawarciu traktatu.

- Ja też jestem oskarżany, choć to nieprawda. Podstawową płaszczyzną odniesienia mojej polityki jest Unia. A podstawowym celem - wzmocnienie pozycji Polski w Unii. Zaś podstawowym celem w dziedzinie bezpieczeństwa - głębokie związki z USA, stąd poparcie dla tarczy antyrakietowej. Choć przecież świetnie wiem, że to nie jest tarcza, która ochroni nas przed atakami - oby do nich nie doszło - ze strony Moskwy. Rosja może zaatakować nas z bliskiej odległości, co pokazała niedawno w Gruzji, tarcza od takich ataków nie chroni. To sprawa naszego wysiłku obronnego i całego NATO, a także UE. Natomiast tarcza wiąże nas z USA, i to była podstawowa przesłanka mojego poparcia dla niej.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 131 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':